Kosmos  / Artykuł

Najbardziej niedoceniona produkcja ostatnich lat - The Expanse, czyli jak ludzie na Marsie ogłosili niepodległość

202 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie jestem wielką fanką science-fiction. Książki, filmy czy seriale zazwyczaj idą po linii najmniejszego oporu i korzystając z części fiction, zmyślają niemożliwe cuda lub mają mdłe i przewidywalne fabuły. Seria The Expanse, na której podstawie powstał serial, to całkiem inna bajka i liga, która zachwyca szczegółem i ogółem. Na dodatek autorzy nie poszli na łatwiznę.

XXIV wiek naszej ery. Ludzkość skolonizowała Układ Słoneczny. Najpierw Marsa, potem pas asteroid znajdujący się luźno pomiędzy Marsem a Jowiszem. Pas asteroid okazał się niezwykle przydatny, bo wykorzystywany do zdobywania tlenu dla zdewastowanej dziesiątkami miliardów ludzi Ziemi czy Marsa, na którym dopiero rozpoczął się proces terraformingu.

Mars uniezależnił się od Ziemi głównie dzięki niezwykłemu skokowi technicznemu, czyli stworzeniu niezwykle wydajnego i taniego w eksploatacji silnika fuzyjnego nazwanego Epstein Drive. Dzięki niemu podróże kosmiczne skróciły się i stały się przystępne, a zyski pozwoliły Marsowi na ogłoszenie niepodległości.

Oprócz dwóch frakcji ludzkości - Ziemian i Marsjan - trochę przypadkowo powstała też trzecia, Pasiarze. To mieszkańcy pasa asteroid, którzy są nowoczesnymi pracownikami kopalni wykorzystywanymi przez Marsjan i Ziemian. Pasiarze od kilku pokoleń żyją i wychowują się w stanie nieważkości lub niewielkiej grawitacji, różnią się od planeciarzy nawet wyglądem. Wysocy, szczupli, wykarmieni suplementami na wzrost kości w większości nie są już w stanie nawet odwiedzić Ziemi, jeśli by chcieli i mogli, bo grawitacja 1G by ich zabiła.

Tak naprawdę w tym opisie świata przyszłości nie ma nic zbyt nieprawdopodobnego według obecnego stanu wiedzy. Autorzy stworzyli wizję, która opiera się na nauce, tak bliską temu, co możliwe jak tylko się da. Jedynie Epstein Drive jest nieco zmyślony, ale przecież już dziś ludzkość robi postęp w sprawie ujarzmienia fuzji jądrowej. Za kilkaset lat silnik, który będzie wydajny i będzie w stanie wyciągnąć przyspieszenie 20G w próżni może nie być niczym specjalnym.

Świat The Expanse jest fascynujący, bo oprócz wciągającej, opartej na bohaterach fabuły daje niesamowite poczucie bliskości próżni.

Przestrzeń kosmiczna jest nie tylko tłem, ale jednym z bohaterów powieści i serialu. Podróże trwają tygodniami i nawet miesiącami, a temat grawitacji jest niezwykle istotny.

Według tego, co wiemy, sztuczną grawitację można osiągnąć na dwa sposoby: za pomocą siły odśrodkowej, na przykład na ogromnych obracających się wokół własnej osi stacjach kosmicznych albo dzięki przyspieszeniu.

W próżni nie ma pojęcia góry i dołu. Na statku kosmicznym dół jest zgodny z kierunkiem przyspieszenia. Gdy ten się zmienia, bok staje się dołem, gdy statek hamuje, góra staje się dołem. Na stacjach kosmicznych czy zasiedlonych planetoidach im bliżej środka ciężkości, tym mniejsza grawitacja i tym bardziej odczuwalny jest efekt Coriolisa.

Na Ceresie czy gdzieś tam pomiędzy planetami nie ma cyklu dobowego naturalnego dla człowieka. Do wszystkiego trzeba się dostosować, wszystkiego nauczyć. Ziemskie odruchy zastępowane są tymi wygodniejszymi dla kosmicznych, nieoganiczonych przez skafandry.

Świat przedstawiony w sześciu powieściach jest fascynujący nie tylko dzięki realnemu przedstawieniu tego, jak naprawdę wygląda i działa przestrzeń kosmiczna. To też bardziej tradycyjne political-fiction z mocnymi wątkami walki klas, rasizmu (ale nieopartego na rasach) i ludzkiej, niedoskonałej natury w obliczu nieznanego.

Za to serial, którego pierwszy sezon dostępny jest na Netfliksie, a drugi po emisji w amerykańskiej telewizji i w przygotowaniu do netfliksowej premiery, ma te same zalety jednak podane w wizualnej formie. Tu twórcy poszli na inne ustępstwa (podróże wydają się krótsze, akcja została skondensowana), jednak nadrobili przepięknymi, realistycznymi efektami specjalnymi. Ciężko uwierzyć, że to nie produkcja z budżetem hollywoodzkich blockbusterów.

Zadbano nawet o takie szczegóły jak realistyczna śmierć w próżni.

Większość filmów i seriali przedstawia to jako szybkie zamrożenie, co - jak się okazuje - jest nieprawdziwe. Próżnia nie wysysa z człowieka powietrza natychmiastowo, a ciało nie wymraża się ekspresowo, bo próżnia ma niską przewodność cieplną.

Dbałość o szczegóły i naukową zgodność zaprocentowała w postaci wyjątkowego dla gatunku realizmu. Nie bez powodu serial zainspirował dziesiątki, jeśli nie setki dyskusji i wideo o fizyce i nauce wyjaśniających dokładnie poszczególne sceny.

Serial ma kilka wad, jak gra aktorska niektórych bohaterów, mimo to i tak jest najbardziej niedocenioną produkcją ostatnich dwóch lat.

Sama wzdrygałam się przed rozpoczęciem oglądania, bo sci-fi kojarzy mi się z przerysowanymi fabułami, kompromisami w scenografii i zbyt dużą dozą fantasy.

Świetna scena bitwy w serialu. Warto zwrócić uwagę, że nie wykorzystaną pospolitego scenariusza, w którym przeciwnicy ganiają się strzelając i wysyłając torpedy, ale użyto stacji jako osłony. Dodatkowo widać zmiany w przyspieszeniu skutkujące wytworzeniem sztucznej grawitacji.

Nawet technologia przyszłości w The Expanse jest zrobiona perfekcyjnie.

Nie zajmuje zbytnio uwagi, nie jest przerysowana i nie rozprasza.

Po obejrzeniu serialu musiałam przeczytać wszystkie tomy serii i nie mogę przestać wyobrażać sobie, jak to jest być w próżni. Nie mieć wagi, nie wiedzieć gdzie jest góra i dół, nie czuć żadnego oporu. Nie mogę też przestać myśleć o tym, jak malutcy i prymitywni jesteśmy, z jednej strony szykując się do misji na Marsa i bazy na Księżycu, z drugiej kłócąc się o to, czy globalne ocieplenie istnieje albo która religia jest fajniejsza.

The Expanse powinna stać się kanonem nowoczesnego science-fiction, takiego które pobudza wyobraźnię i ciekawość jednocześnie ucząc.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst