Nauka  / Felieton

Co nagle, to po diable, czyli jak media szkodzą nauce

„Einstein się mylił”. Taki nagłówek skłoni wielu internautów do kliknięcia w artykuł poświęcony problemowi rozszerzania się wszechświata.

Mniejsza liczba zainteresuje się tytułem i leadem, w którym padnie informacja, że wszechświat rozszerza się o 5 do 9 proc. szybciej, niż w czasie tuż po Wielkim Wybuchu. To dlatego przeglądając dziś serwisy internetowe możemy dojść do wniosku, że  nauce przełom goni przełom, a po latach marazmu badacze różnych specjalności wzięli się wreszcie do roboty. Oczywiście to nieprawda.

Taka sytuacja szczególnie dotyczy odkryć medycznych. Co rusz dowiadujemy się, że naukowcy jeżeli nie odkryli lekarstwa na raka czy szczepionki na HIV, to są o krok od rewolucji. News w Internecie żyje bardzo krótko, dlatego po jakimś czasie wszyscy zapominają, że taka informacja się pojawiła. Nie oznacza to rzecz jasna, że badacze się nie wykazali. Po prostu media, a w szczególności serwisy internetowe, „podkręciły” odpowiednio znaczenie tych czy innych badań. O ile dla naukowców stanowią one często punkt wyjścia do dalszej długiej i żmudnej pracy, dziennikarze szukają już praktycznie lekarstwa na półce w aptece.

Media muszą być szybkie i reagować błyskawicznie. W nauce pośpiech nie jest wskazany. Przykład? Kilka tygodni temu z serwisów popularnonaukowych, ale nie tylko, mogliśmy się dowiedzieć, że 15-letni Kanadyjczyk odkrył, nie ruszając się z domu, nieznane miasto Majów. Młodzieniec postawił sobie pytanie dlaczego cywilizacja ta budowała swe miasta z dala od rzek, na peryferiach. William Gadoury zauważył, że istnieje odwzorowanie między mapą gwiazdozbiorów i siecią miast zbudowanych przez Majów. Na podstawie zdjęć satelitarnych kanadyjskiej, japońskiej i amerykańskiej agencji kosmicznej wytypował, gdzie powinno znajdować się nieznana dotąd siedziba z czasów prekolumbijskich.

Medialna machina ruszyła. Ulegli jej nie tylko dziennikarze. Kanadyjska Agencja Kosmiczna wręczyła nastolatkowi odznaczenie, naukowcy z Brunszwiku sugerowali, że znalazł on metropolię składającą się z trzydziestu budynków i piramidy. Okazuje się jednak, że Gadoury był prawdopodobnie w błędzie, a wskazane miejsce jest leżącym odłogiem polem uprawnym lub zakamuflowaną plantacją konopi. Geoffrey E. Braswell z Uniwersytetu Kalifornijskiego twierdzi wręcz, że jego studenci znają dobrze tę lokalizację, byli tam i na pewno nie jest to zaginione miasto.

Największą ofiarą medialnego wzmożenia jest sam nastolatek. To bardzo smutne, bo jego zapał i dobre pomysły mogłyby posłużyć w przyszłości prawdziwym odkryciom. Z drugiej strony trzeba też choć trochę zrozumieć dziennikarzy. Oto dostali do rąk temat samograj, materiał na świetny viral. Któż by nie uległ takiej pokusie? Wiem, że to trudne, bo sam podchwyciłem tę historię. Winą na pewno obarczyć należy dorosłych, a nie młodzieńca, którego „odkrycie” powinno zostać najpierw zweryfikowane, a potem ogłoszone urbi et orbi.

Naukowcy są omylni. To nic nadzwyczajnego.

Historia nauki to opowieść o tym, jak jedni uczeni podważali wizje innych. Wystarczy wspomnieć Kopernika, który wywrócił do góry nogami nauki jego poprzedników. Pomyślmy, jaką wielką odwagą i samozaparciem musiał wykazać się Einstein, by pokazać, że przestrzeń i czas – jak pisał po latach Hawking – „są ze sobą nierozerwalnie związane (…) i nie istnieją niezależnie od Wszechświata”. Na takie dictum wielu współczesnych Einsteinowi rwało włosy z głowy i musiało alarmować, że Isaac Newton przewraca się w grobie.

Sam Einstein też się mylił i potrafił się do tego przyznać. Musiał mieć też sporo pokory skoro w 1938 r. potrafił oznajmić 23-letniemu młodzieńcowi, że to równanie tego ostatniego jest poprawne, a on sam był w błędzie. Zresztą to raczej drobny przykład. O wiele ważniejsza była kwestia tzw. stałej kosmologicznej, której wprowadzenie do ogólnej teorii względności uczony uznał za największy błąd w życiu. Na ironię zakrawa fakt, że kosmologowie w ostatnich dekadach zaczęli się zastanawiać czy Einstein nie miał jednak racji.

Nauka będzie nam dostarczać kolejnych podniet, ale też zawodów. Jakże smutna była dla wielu miłośników astronomii informacja, że planeta pozasłoneczna Alfa Centauri Bb, odkryta w 2012 r. była prawdopodobnie wytworem błędu pomiarowego. A zmiany widma mające dowodzić jej istnienia zostały fałszywie zinterpretowane. To taki prztyczek w nos dla naukowców, dziennikarzy, ale też miłośników nauki.

*Zdjęcie wykonane zostało 26 grudnia 1912 r. przez nieznanego autora. Przedstawia Wendella Hoge'a podczas obserwacji w Mount Wilson Observatory.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst