Media  / Felieton

Kontrowersyjność jest prosta

Redakcyjny kolega powiedział mi ostatnio, że tęskni za mną sprzed kilku lat. Za mną, która walczyła o każdy szczegół, która angażowała się w każdy temat i wyrażała skrajne opinie, która wiecznie wojowała. Ludzie dorastają, chociaż w internecie to niemodne; w mediach także. To chyba naturalne, że zmieniamy też opinie i widzenie świata, choć to w sieci nie na miejscu.

Internet pamięta wszystko. Jeśli o to nie dbamy, każde słowo jest możliwe do wyciągnięcia, przanalizowania, rzeczy sprzed lat mogą wrócić w każdej chwili.

Pewnie dlatego niektórzy do dziś nazywają mnie czasem fanbojem Google’a, mimo że od dawna nie przepadam za Google’em ani za żadną wielką firmą technologiczną. Były czasy, gdy śledziłam wszystkie szczegóły i z zapałem pisałam, jak zmienią świat, jak są świetne albo denne i naprawdę wydawało mi się wtedy, że to istotne.

Komentowałam premiery nowych smartfonów oceniając ich szanse na sukces, pisałam o nowościach w mediach społecznościowych jak o wydarzeniach na miarę lądowania na księżycu.

Wydawało mi się, że mój biało-czarny, skupiony na drobnostkach ogląd świata jest najsłuszniejszy i najwłaściwszy. W komentarzach prowadziłam walki o to, który system operacyjny jest najlepszy.
Redakcyjny kolega te czasy wspomina jako moje najlepsze. Ja dziś z ledwością mogę patrzeć na większość tych tekstów. Wiele ówczesnych opinii, choć niesamowicie wtedy szczerych, dziś wydaje mi się naiwnych. Niektóre są wręcz szkodliwe czy głupie. Miewałam często rację, jednak w bardzo uproszczony sposób.

Media w internecie mają to do siebie, że podążają za klikami. Klik to w bezpośredni i pośredni sposób popularność i pieniądze. Klik to egzystencja nie tylko większości mediów ale i autorów treści. Łatwo dać się ponieść szałowi na kliki do tego stopnia, że cierpią treści. Są na przykład nawet w Polsce serwisy, które płacą nie za tekst, nie za wierszówkę, ale za to, jak długi jest tekst, ile ma wyświetleń i komentarzy - algorytmy to wyliczają i im więcej wszystkiego, tym większy zarobek dla autora.

Kontrowersyjność się sprzedaje. Kontrowersyjność jest prosta, zwłaszcza jak ma się, tak jak ja, własne poglądy, o które chce się walczyć.

Tyle, że człowiek się zmienia, a internetowa historia pozostaje. Nie lubię argumentu ten ktoś zmienił zdanie jako negatywu. Tylko krowa nie zmienia poglądów jest dosyć ciekawym i nie bezpodstawnym powiedzeniem. Z założenia człowiek powinien zmieniać poglądy - zbierać doświadczenia, analizować informacje, rozwijać się i dostrzegać coraz więcej niuansów. To, co u bardzo młodej osoby wydaje się naturalne, u osoby nieco starszej staje się karykaturalne.

Nieważne więc, że internet ma moją kilkuletnią historię postów i wypowiedzi, zmieniłam się. Ba, przeglądanie tej historii może dać ogląd jak to się działo, jak ewoluowałam, jak zmieniało się podejście do świata.

Dziś nie jestem fanbojem Google’a, wręcz odwrotnie. Zrozumiałam, że każdy monopol jest groźny, a doraźna ekscytacja nowością i planem zawładnięcia nowymi dziedzinami jest dla nas, przeciętnych ludzi, niebezpieczna. Zrozumiałam, że nie warto sprzedawać skóry za darmo, za trochę wygody i że dla mnie istnieją rzeczy ważniejsze, niż premiera nowego smartfona.

Może straciłam pazura, może nie wzbudzam już tak skrajnych emocji, może nie produkuję tylu klików, ale wydaje mi się, że mówię o rzeczach bardziej istotnych i nie uczestniczę w tym medialnym wyścigu. Miałam taką możliwość, co jest wspaniałe.

Wypominajcie mi więc, przywołujcie z archiwów dawną mnie, chętnie pośmieję się ze swojej naiwności. Wiedzcie jednak, że stanie w miejscu gdy porusza się cały świat to cofanie się.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst