Gry  / Felieton

Sieciowy fastfood, czyli w poszukiwaniu dobrego smaku w grach multi

Jestem zatwardziałym singleplayerowcem. Od zawsze wybierałem gry nastawione na jednego gracza i być może dlatego nigdy nie rozumiałem idei e-sportu. Wydawała mi się ona dziwna, nienaturalna i nieatrakcyjna. Dziś nadal jestem daleki od fanatycznego kibicowania, ale jedna gra sprawiła, że patrzę na wyczyny zawodowych graczy z ogromnym szacunkiem.

Czy jestem graczem? Tak, chociaż raczej takim z doskoku, sądząc po liczbie tytułów, które przechodzę w ciągu roku. Dotychczas były to niemal wyłącznie tytuły singlowe. Gry, w które grałem w co-opie mogę policzyć na palcach jednej ręki, a jeśli doliczę tytuły konsolowe, i tak w liczeniu zmieściłbym się na własnych palcach.

Multiplayer odrzuca(ł) mnie z prostego powodu: jest zbyt czasochłonny. Nie chodzi nawet o czas poświęcony na pojedynczą rozgrywkę, bowiem na dynamiczną mapę w szybkim FPS-ie mógłbym znaleźć czas. Chodzi o próg wejścia. Kilka razy próbowałem swoich sił w multi, ale wniosek zawsze był ten sam: aby gra dostarczała mi satysfakcji, musiałbym poświęcić dziesiątki, jeśli nie setki godzin na trening. A przecież przy grze chcę odpocząć, a nie irytować się końcową lokatą w tabeli.

W końcu coś pękło

Zachęcony bardzo pozytywnymi opiniami kolegów z redakcji postanowiłem spróbować swoich sił w grze nastawionej wyłącznie na multi, czyli Star Wars: Battlefront. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Bardzo spodobało mi się określenie „fast food wśród sieciowych strzelanin”, którego użył Szymon Radzewicz w recenzji gry. To idealne podsumowanie tego tytułu. W moich oczach bynajmniej nie jest ono pejoratywne.

EA Battlefront

Battlefront jest jak Subway złapany w biegu. Szybki, sycący i na dodatek całkiem smaczny, zwłaszcza jeśli czujesz głód. Osobom o wyszukanym smaku nie zapewni on nawet ułamka doznań, jakie dostarcza danie restauracyjne, ale z drugiej strony, na pyszny smak nie trzeba długo czekać.

I taki właśnie jest dla mnie Battlefront. Do gry mogę usiąść w wolnej chwili dosłownie na pół godziny, by zrelaksować się latając X-Wingiem, albo postrzelać z blastera. Nie muszę mieć żadnych umiejętności, by mieć dziką satysfakcję z gry.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Seria zwycięstw nad przeciwną drużyną to cudowne uczucie, podobnie jak znalezienie się na podium we własnym zespole. Umiejętności przychodzą z czasem, ale kilka razy złapałem się na tym, że naprawdę chcę je rozwijać.

Już kilkukrotnie zawędrowałem na fora, gdzie użytkownicy analizowali tak abstrakcyjne dla mnie parametry, jak czas potrzebny na animację postaci przy rzucie granatem. Szok dla zadeklarowanego growego singla. Tymczasem takie drobnostki pozwalają osiągnąć przewagę nad przeciwnikiem w grze. Co więcej, przeciwnikiem piekielnie inteligentnym, bo stworzonym z krwi i kości, a nie z kilku linijek kodu.

Zacząłem oglądać rozgrywki na Twitchu, by podejrzeć taktykę graczy lepszych ode mnie. To w moim przypadku kompletna nowość, bowiem dotychczas Twitch był dla mnie niezrozumiałym i trochę niepotrzebnym serwisem. Tymczasem wyczyny doświadczonych graczy oglądam z rosnącym podziwem i z coraz większym szacunkiem do ich umiejętności.

W okresie przed finałami IEM coraz częściej trafiam na filmy z profesjonalnych zawodów e-sportowych

Ostatnim szokiem był dla mnie film Janusza "Snaxa" Pogorzelskiego, naszej gwiazdy CS:GO. Oglądałem tę kompilację już kilkukrotnie i nadal nie mogę wyjść z podziwu, że można grać w taki sposób.

Mój Battlefront jest zbyt prosty, by trafił do poważnej ligi. Ja z kolei wiem, że nie jestem typem gracza, który poświęcałby się dla „poważnego” multi. To się raczej nie zmieni. Zmieniło się jednak moje nastawienie do profesjonalnych graczy. Zdziwienie, niezrozumienie (a może nawet lekką niechęć?) zastąpiło ogromne uznanie, podziw i prawdziwy szacunek.

Do niedawna wyjazd na tegoroczne finały IEM w Katowicach traktowałem jako obowiązek. Tymczasem dziś naprawdę nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę te zmagania na żywo. Mimo że Star Wars: Battlefront jest tytułem bardzo prostym, to jest dla mnie grą, dzięki której zupełnie zmieniłem sposób patrzenia na zawodowych graczy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst