Tech  / Recenzja

Do twardzieli świat należy, czyli CAT S40 - recenzja Spider's Web

Jest coś takiego w pancernych i wzmacnianych telefonach, co sprawia, że zawsze wzbudzają spore zainteresowanie. Może to po prostu przez wzgląd na ich mocno odmienny wygląd, a może przez to, że już samo ich posiadanie sugeruje, że albo należymy do ludzi aktywnych, albo robimy coś wręcz niebezpiecznego. Jak w ten obraz wpisuje się CAT S40?

Nie jest to pierwszy smartfon CAT-a, który trafił do naszej redakcji. W połowie zeszłego roku testowaliśmy wersję S50, czyli najwyżej pozycjonowany w portfolio tego producenta wzmocniony zaawansowany telefon komórkowy.

CAT S40 stanowi natomiast ogniwo pośrednie, pomiędzy „wejściowym” S30, a wspomnianym S50. Czy poradzi sobie w roli głównego smartfona i jednocześnie będzie w stanie przejść pozytywnie przez szereg wymagających testów?

Przekonajmy się.

Specyfikacja

  • Wymiary: 144,9 x 74,08 x 12,45 mm
  • Masa: 185 g
  • Wyświetlacz: 4,7", IPS, qHD (960x540) ze szkłem Gorilla Glass 4
  • Procesor: Qualcomm Snapdragon 210 (MSM8909), cztery rdzenie 1,1 GHz
  • Aparat przedni: 2 MPX
  • Aparat tylny: 8 MPX, wideo do 720p w 30 kl./s
  • Karta pamięci: tak, microSD do 64 GB
  • Karta SIM: dual SIM, nano SIM
  • Audio: miniJack 3,5 mm
  • WiFi: 802.11 b/g/n
  • USB: microUSB 2.0, OTG
  • Bluetooth: 4.1
  • GPS: GPS, aGPS, GLONASS
  • NFC: tak
  • LTE: tak
  • Czujniki: akcelerometr, zbliżeniowy, oświetlenia, kompas
  • Akumulator: niewymienny, 3000 mAh
  • Inne: certyfikat IP68, wodoodporność, odporność na kurz, odporność na upadki (do 1,8 m na twarde podłoże), odporność na wstrząsy, zakres pracy -25 do 55 stopni Celsjusza
  • System operacyjny: Android 5.1

W momencie testów smartfon CAT S40 kosztował niecałe 1600 zł.

Wygląd i budowa

Można byłoby założyć, że w dzisiejszych czasach smartfon wyposażony w ekran o przekątnej 4,7” to smartfon kompaktowy. W przypadku urządzeń wzmacnianych nie można jednak stosować tej samej miary i trzeba to zaznaczyć już na wstępie - CAT S40 to kawał porządnego telefonu.

CAT-S40-1

Wymiary wynoszące 144,9 x 74,08 x 12,45 mm i masa równa 185 g są jednak w pełni uzasadnione. Owszem, w mniejszej (i dwukrotnie cieńszej!) obudowie udało się zmieścić Galaxy S6 z dużo większym ekranem, ale który z jego właścicieli dla zabawy (albo chociaż bez obawy) upuści go na betonową posadzkę? No właśnie.

W przypadku S40 za cały nadmiar obudowy odpowiadają elementy, które pozwolą nam zachować w takich sytuacjach spokój ducha. Przed najgorszymi upadkami „na kant” chronią smartfona grube połacie twardej gumy, pokrywające górną oraz dolną krawędź urządzenia, zachodząc także częściowo na boczne części telefonu.

Zresztą do wypuszczenia telefonu z ręki wcale nie musi dojść. Wspomniane już gumowe elementy na bocznych krawędziach wystają (i na dole i na górze) nieco pod podstawową część ramki. Istnieje więc spora szansa, że wyślizgujący się nam telefon zatrzyma się właśnie na tych zgrubieniach.

CAT-S40-2

W pewnym chwycie pomoże też bez wątpienia wzór, jakim pokryto gumowaną tylną część S40-tki. Gęste, głębokie, poziome żłobienia są wyczuwalne nawet w rękawiczkach. Przyjemna odskocznia od modnych obecnie, idealnie gładkich, a już nie daj Boże szklanych „plecków”.

Równie praktycznie i pancernie wyglądają również te elementy telefonu, których nie pokryto gumą. Aluminiowe krawędzie zdobią niemaskowane śruby, nadając smartfonowi jeszcze więcej charakteru. O solidnych zaślepkach i uszczelnieniu wszystkich „otwartych” elementów (np. maskownica grilla głośnika) nie trzeba nawet wspominać. Frontowy panel pokryto za to niemal w całości szkłem Gorilla Glass 4.

„Niemal”, bo poniżej wyświetlacza znajduje się osobny segment z tym, czego bardzo brakowało w S50-tce - fizycznymi przyciskami systemowymi Androida. Owszem, może i w „cywilnych” smartfonach przyciski ekranowe mają sporo sensu, ale w urządzeniu, które w większości będzie się obsługiwać w trudniejszych warunkach, jednak dobrze mieć pod ręką coś namacalnego.

CAT-S40-12

Niestety, nie jest to rozwiązanie do końca idealne. Głównie dlatego, że liczba akcji, które możemy w Androidzie zrealizować z pomocą tylko tych trzech przycisków, jest raczej ograniczona. Mimo wszystko jednak lepiej je mieć, niż nie.

Do tego, choć może tu akurat trochę się czepiam, przyciski - projektowane w końcu pod używanie np. w rękawiczkach - mogłyby mieć trochę dłuższy i lepiej wyczuwalny skok. Źle nie jest, ale przy naprawdę grubych rękawicach wciśnięcie przycisku jest dużo mniej wyczuwalne. Choć i tak nie ma co porównywać tego do przycisków ekranowych.

Zresztą ten sam zarzut można mieć do prawie wszystkich pozostałych przycisków umieszczonych na obudowie. Trzy z nich, ulokowane na prawej krawędzi (zasilanie, regulacja głośności) są wprawdzie całkiem spore i dobrze „klikają”, ale zdecydowanie nie obraziłbym się, gdyby były odrobinę większe, sztywniejsze, a odległość pomiędzy nimi - większa. Szczególnie w obecnych warunkach, kiedy bez ciepłych rękawiczek lepiej z domu nie wychodzić.

CAT-S40-17

Żadnych zastrzeżeń nie można mieć natomiast do lewego przycisku funkcyjnego, do którego można przypisać dowolną aplikację albo jedną z kilku akcji (wybudzenie urządzenia, lista powiadomień, ostatnie aplikacje, latarka, etc.). Jest spory, wyżłobiono w nim odpowiedni, wyczuwalny nawet w rękawiczkach wzór i da się go z łatwością odnaleźć bez patrzenia na telefon.

I choć o gustach się nie dyskutuje, trzeba CAT-owi przyznać, że potrafi projektować pancerne telefony. Nie tylko jeśli chodzi o ich odporność, ale też po prostu wrażenie, które robią. Może i nie jest to najlżejszy ani najcieńszy telefon na rynku (ba, bardzo mu do tego daleko), ale jednak przyjemnie i wygodnie trzyma się go w dłoni (choć raczej większej), a do tego równie przyjemnie się na niego patrzy.

Jakość wykonania

Trudno jest oceniać smartfon CAT S40 pod względem jakości wykonania według standardów, które moglibyśmy przyjmować dla zwykłych telefonów.

CAT-S40-14

Można oczywiście napisać, że nic nie trzeszczy i nic się nie ugina, a jakość spasowania jest wzorcowa niemal w każdym miejscu, ale byłaby to prawda tylko w pewnej części.

Chociażby dlatego, że przy naciskaniu na telefon leżący na stole, prędzej zaczął skrzypieć i odkształcać się… blat, na którym leżała S40-tka, niż sam smartfon.

Ale i czego innego spodziewać się po sprzęcie z tej kategorii?

Ekran

Tutaj niestety przechodzimy do pierwszego rozczarowania, a jednocześnie powoli zaczynamy odkrywać, co tak naprawdę kryje się pod bardzo atrakcyjną i jednocześnie niezwykle odporną obudową.

4,7-calowy wyświetlacz pokryto wprawdzie wysokopółkowym GG4, ale niestety chroni on matrycę pod niektórymi względami dość przeciętną. Wystarczy napisać o rozdzielczości - 960x540, czyli tzw. qHD to w dzisiejszych czasach wartość niespotykana nawet w przypadku telefonów, które możemy kupić za 400-500 zł. CAT S40 jest od nich natomiast ponad 3 razy droższy.

CAT-S40-7

I nie da się powiedzieć, że tak niskiej rozdzielczości zagęszczenia punktów na ekranie nie widać. Może i jest to tzw. problem pierwszego świata, ale niestety każda ikona i wszystkie treści cechują się widocznym już z daleka ziarnem, postrzępieniem i charakterystycznymi schodkami.

Szkoda, że nie zdecydowano się tutaj chociażby na zwykłe HD, o którym można byłoby powiedzieć, że jest po prostu „wystarczające” i przejść do dalszej części recenzji.

Na szczęście CAT nie zdecydował się na po prostu słabą matrycę w każdej kwestii - raczej wybrał elementy, które dla potencjalnego użytkownika będą najważniejsze i na nich właśnie skupił swoją uwagę.

I tak, choć rozdzielczość nie rzuca na kolana, to już z pewnością robi to jasność wyświetlacza. Trudno będzie znaleźć warunki, w których S40-tka będzie wyświetlać na ekranie obraz trudny do odczytania. Czy chodzi o mocne oświetlenie wewnątrz budynków, czy światło słoneczne padające wprost na ekran - CAT S40 powinien sobie poradzić z tym bez problemów.

CAT-S40-10

Niestety, tak jasny ekran powoduje też, że trudno tu mówić o mocniej nasyconych kolorach czy głębokiej czerni. Wszystko wydaje się być odrobinę wyprane i o doskonałych wrażeniach z przegladania zdjęć czy filmów nie ma raczej mowy. Jest ok, ale to właściwie tyle, ile można na ten temat powiedzieć.

Znów natomiast sytuację ratuje parametr użytkowy, a nie estetyczny, czyli kąty widzenia. W przypadku S40-tki możemy obrócić telefon niemal pod dowolnym kątem, a treść wyświetlana na ekranie pozostaje czytelna i pozbawiona poważnych przekłamań kolorystycznych.

Gorzej jest natomiast z obsługą telefonu w rękawiczkach. W przypadku większości posiadanych przeze mnie par wyświetlacz w żaden sposób nie reagował ani na delikatne, ani na mocniejsze naciśnięcia. Odpowiedni efekt udało mi się uzyskać jedynie w bardzo cienkich rękawiczkach i to takich, których raczej ani w góry, ani na budowę bym ze sobą nie zabrał.

Może po prostu miałem niekompatybilne rękawice?

System i wydajność

CAT S40 pracuje pod kontrolą właściwie czystego Androida w wersji 5.1, z minimalną liczbą dodatków od CAT-a. Prawdopodobnie wielu osobom przypadnie to do gustu, choć niektórzy pewnie będą narzekać, że niektóre elementy i dodatki trzeba zainstalować na własną rękę. Cóż, zawsze to lepsze niż ociężałe i niekoniecznie dobre nakładki, i tona niepotrzebnych dodatków.

Poza sklepem CAT-a i kilkoma pomniejszymi programami nic nie zapycha nam więc pamięci (choć i tak system zajmuje jej tyle, że do dyspozycji użytkownika zostaje około 10 GB - można na szczęście dodać kartę microSD), ani nie ogranicza wydajności. Co jest w przypadku zastosowanych podzespołów dość kluczowe.

CAT-S40-13

Wewnątrz S40-tki umieszczono bowiem podzespoły o niezbyt wysokiej wydajności. I o ile czterordzeniowego (1,1 GHz) Snapdragona 210 da się jeszcze bez problemów zaakceptować, o tyle 1 GB RAM-u to stanowczo zbyt mało.

Takie połączenie oferuje nam bowiem zupełnie zbędną w przypadku telefonu z tej półki cenowej huśtawkę wydajności. Jeśli dbamy o to, żeby w tle nie „wisiało” nam zbyt wiele aplikacji, całość działa bez najmniejszych zastrzeżeń. Nawet bardziej rozbudowane aplikacje uruchamiają się bez poważniejszych zająknięć, a praca w nich jest w pełni komfortowa. Trochę gorzej jest z grami, ale sporo tytułów powinno nadawać się do zabawy.

Niestety im więcej takich rozbudowanych (a nawet prostych) aplikacji uruchomimy w tle, tym gorzej nie tylko dla telefonu, ale i dla nas. Wystarczy chwila nieuwagi i już płynne do tej pory animacje zaczynają klatkować, a działanie całego telefonu znacznie spowalnia.

Tylko czego innego można się spodziewać po 1 GB RAM?

Na pocieszenie można dodać, że temperatura pracy, nawet po długim i bardzo intensywnym użytkowaniu, w ogóle nie daje się we znaki.

Wytrzymałość

Czyli najważniejszy element tego telefonu. Czy faktycznie jest tak wytrzymały, jak deklaruje to jego producent?

Zacznijmy może od tego, co znajdziemy w specyfikacji. CAT określa model S40 jako urządzenie wzmocnione, spełniające normę IP68, odporne na zanurzenie w wodzie na głębokości 1 m przez 60 minut, odporne na kurz, upadki na twarde podłoże z wysokości do 1,8 m, a do tego mogące funkcjonować w temperaturze od -25 stopni do 55 stopni. Wstrząsy i silne wibracje też nie są S40-tce straszne.

Ignorując informację, że nie jest to telefon niezniszczalny, a „zaledwie” wzmacniany, do testów przystąpiłem dość standardowo - włączyłem telefon, naładowałem, po czym wyrzuciłem z pierwszego okna do ogródka prosto w zalegający tam śnieg.

CAT-S40-11

Wysokość w tym przypadku przekraczała więc teoretyczną „wysokość wytrzymałości” S40-tki, ale trzeba zaznaczyć, że lądowanie miał raczej miękkie - wspomniane wcześniej 1,8 m dotyczy upadków na beton czy kafle, a nie lekko przymrożoną ziemię z grubą warstwą śniegu.

Krótkie oględziny wskazały na to, że telefon próbę przeszedł bez szwanku - na żadnym elemencie nie pojawiło się nawet najdrobniejsze zarysowanie. Prognoza mocno ujemnej temperatury (do -13 stopni Celsjusza) kusiła jednak do tego, żeby telefon w takim stanie… po prostu zostawić. W końcu nie powinien poddać się temperaturze o ponad 10 stopni wyższej, niż deklarowana.

W ten sposób CAT przeleżał w śniegu - raz lekko topniejącym, raz zamarzającym, prawie 48 godzin. W tym czasie od czasu do czasu wykonywałem na niego testowe połączenia, żeby trochę rozruszał się w śniegu.

Efekt? Właściwie żaden. S40-tka po powrocie do domu z takich warunków, ba, nawet po niezbyt przemyślanym umyciu tak zmrożonego sprzętu pod bardzo ciepłą wodą, nie skarżyła się na swój los, cały czas działając jak najbardziej poprawnie.

CAT-S40-18

Również i inne próby nie robiły na nim większego wrażenia. Wybicie nim przerębla w lodzie na stawie i zanurzenie go na kilkadziesiąt minut? Żaden problem. Pod taflą wody było nawet widać błyskający ekranik dzwoniącego urządzenia.

Przysypywanie ziemią czy (chłodnym) popiołem z kominka? Też bez zarzutów.

W tych wszystkich przypadkach zresztą warto dodać, że telefon pozostaje przez cały czas w pełni funkcjonalny. Ekran, nawet zalany wodą lub pod strumieniem wody da się obsługiwać bez większych problemów. Kurz, błoto czy popiół można natomiast błyskawicznie wytrzeć albo po prostu zmyć, nie obawiając się przy tym o to, że drobiny dostaną się do wnętrza obudowy.

Oczywiście, CAT-a S40 na pewno da się zniszczyć. Da się mu rozbić ekran, da się pewnie połamać obudowę. Ale w sytuacjach, kiedy dochodzi do takich wypadków, bardziej bałbym się o to, co dzieje się z właścicielem tego urządzenia, niż z samym urządzeniem.

Aparat

W tym momencie można zadać pytanie: czy tego typu telefon powinien mieć dobry aparat? Z jednej strony to urządzenie do zadań specjalnych, więc jest to raczej funkcja poboczna. Z drugiej jednak strony, czy ktoś, kto właśnie zdobył wysoki szczyt, nie chciałby zrobić pamiątkowego zdjęcia? Czy kierownik budowy nie chciałby udokumentować czegoś we względnie wysokiej jakości?

Teoretycznie CAT S40 powinien na to pozwolić. Przednia kamera wprawdzie nie powala ani jakością, ani rozdzielczością, ale już z tyłu znajdziemy rozsądne 8 MPX. Szkoda tylko, że to głównie piksele, które niewiele nam dadzą.

Zdjęcia wykonywane tym telefonem są po prostu, i nie ma na to innego określenia, słabe.

Nawet we względnie sprzyjających warunkach nie będą się one raczej nadawać na faktyczne ozdoby czy chociażby tła pulpitu. Kolory są często „wyprane”, liczba szczegółów raczej nie zachwyca, a i ustawienie ostrości nie zawsze przebiega tak, jak powinno.

O zdjęcia w gorszych warunkach będzie jeszcze trudniej - wtedy AF zaczyna działać bardzo powoli, „ziarna” jest od groma nawet na podglądzie, a umieszczona dość głęboko w obudowie lampa błyskowa na niewiele się zda. Tzn. doświetli ona wybrany obiekt, ale nie sprawi, że zarejestrujemy w ten sposób dzieło sztuki. Dużo lepiej sprawuje się jako latarka.

Wideo? Wystarczy tylko napisać, że maksymalna obsługiwana rozdzielczość rejestrowanego materiału to 720p przy 30 klatkach na sekundę. Średnio jak za taką cenę.

* Przykładowe zdjęcia pomniejszone do 1500 px. Dla ich dobra. 

Jakość połączeń i multimedia

Taki telefon powinien być zdolny do tego, aby nawiązać połączenie - czy to głosowe, czy internetowe - w każdych możliwych warunkach. I choć w naprawdę ekstremalnych lokalizacjach nie miałem okazji go testować, to w codziennym użytkowaniu spisuje się nad wyraz dobrze.

Już sam początek przygody z S40 zostawia po sobie dobre wrażenia, bo wewnątrz telefonu, na specjalnej tacce, bez problemu umieścimy dwie karty nanoSIM. Niestety, wymiana karty w trudniejszych warunkach już taka łatwa nie będzie - drobna tacka prędzej zgubi nam się w śniegu i błocie, niż wymienimy miniaturowe karty. Nie mówiąc już o tym, że jest raczej dość delikatna i wcale nie tak łatwo ją wyjąć.

CAT-S40-6

Zasięg „łapany” przez S40 jest natomiast stabilny w większości przypadków, nawet w najtrudniejszych znanych mi rejonach, czyli… w moim domu, gdzie sporo telefonów lub pokazywać zasięg, ale na połączenie już nie pozwoli, albo zapewni słabą jakość. Smartfon CAT-a takich problemów nie miał

Nie miałem ich również ja w trakcie kilkudziesięciu testowych rozmów. Dźwięk był wprawdzie odrobinę przytłumiony, jak to bywa przy wzmacnianych telefonach, ale nie stanowiło to większego problemu. Zarówno ja mogłem bez problemu usłyszeć i zrozumieć mojego rozmówcę, jak i on mógł usłyszeć i zrozumieć mnie.

Nie jest to jednak ponadprzeciętna jakość i to samo można w sumie napisać o jakości trybu „głośnomówiącego”, wykorzystującego głośnik umieszczony pod przednimi przyciskami. Do rozmowy w trakcie jazdy autem, kiedy zapomnimy słuchawki, powinien wystarczyć, ale niewiele ponad to.

CAT-S40-9

Bez zarzutu działają natomiast wszystkie pozostałe standardy łączności - od WiFi (b/g/n), przez Bluetooth (4.1 LE) i NFC, aż po GPS (wsparty aGPS i GLONASS). Ba, jest nawet radio FM, a w komplecie mamy jeszcze zestaw czujników - akcelerometr, czujnik zbliżeniowy, światła i kompas.

Na sporą pochwałę zasługuje jeszcze fakt, że telefon, choć przystosowany raczej do wypraw na koniec świata, wspiera LTE (do 150 Mbps). Choć w tej cenie powinno to być raczej oczywistością.

Akumulator

Pojemny (3000 mAh), choć niestety niewymienny, akumulator, do tego podzespoły z raczej niespecjalnie wielkim zapotrzebowaniem na energię to prosty przepis na to, żeby wykręcić naprawdę dobry czas na jednym ładowaniu. I CAT S40 ten przepis świetnie realizuje.

Przy normalnym, umiarkowanie intensywnym użytkowaniu (kilkanaście maili, około godziny połączeń telefonicznych, cały czas LTE, WiFi i Bluetooth, sporo przeglądarki i komunikatorów), S40-tka potrafiła bez większych problemów przekroczyć 2 dni bez ładowania, często zbliżając się nawet do 3.

Zakładam, że gdybym faktycznie wybrał się w dalszą podróż, gdzie telefon potrzebny byłby tylko okazjonalnie albo wręcz awaryjnie, ten rezultat mógłby być jeszcze lepszy. Wprawdzie w 39 dni czuwania deklarowane przez producenta śmiem wątpić, ale i tak jest dobrze.

Podsumowanie

CAT S40 ma bez wątpienia dwie strony i to od tego, czego wymagamy od telefonu zależy to, czy jest dla nas produktem wartym swojej ceny, czy może po prostu zbyt drogim gadżetem.

Z jednej strony, jeśli ktoś szuka uniwersalnego smartfona na co dzień, trudno jednoznacznie polecić S40. To duży telefon, z przeciętnymi podzespołami (choć „wystarczającymi”), w cenie, w której można kupić naprawdę dobre lub bardzo dobre urządzenia z Androidem.

CAT-S40-15

Z drugiej strony, jeśli kto poszukuje smartfona, który po prostu będzie działał w satysfakcjonujący sposób, a do tego wytrzyma to, przy czym nawet flagowce z Androidem zamienią się w zbieraninę pogiętego aluminium i pokruszonego szkła, CAT S40 wydaje się być urządzeniem stworzonym dla niego. Szkoda jednak, że nie można go nazwać telefonem bezkompromisowym - to dalej urządzenie dla tych, którzy faktycznie potrzebują wzmocnionego telefonu do zadań specjalnych. Nie dla tych, którzy po prostu poszukają ciekawie wyglądającego, zwykłego telefonu.

Choć może to i dobrze?

Zalety:

  • Fascynująca wytrzymałość
  • Atrakcyjny wygląd
  • Praktyczna obudowa
  • Fizyczne przyciski pod ekranem
  • Konfigurowalny przycisk boczny
  • Najważniejsze moduły łączności
  • Dual SIM
  • Czysty Android

Wady:

  • Kiepska rozdzielczość ekranu
  • Słaby aparat
  • Głośniki umiarkowanej jakości
  • Zróżnicowana wydajność i tylko 1 GB RAM
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst