Sprzęt  / Felieton

Zakup smartzegarka ma dzisiaj tyle sensu, ile wybór pilota jeszcze przez zakupem telewizora

Smartzegarki kuszą i to z każdą generacją coraz mocniej. Ich możliwości stają się coraz większe, ich ceny coraz bardziej (choć nadal dość powoli) zaczynają odzwierciedlać ich możliwości. Trudno jednak nie dostrzec w tym wszystkim jednego drobnego problemu - cała sytuacja wygląda tak, jakby ktoś sprzedawał nam pilota, zanim jeszcze sprzedał nam telewizor.

Czym innym jest bowiem pełnoprawny smartzegarek, którego możliwości można w pełni wykorzystać, a którego cenę w pełni uzasadnić, jeśli nie pilotem? Smartzegarek jako drugi ekran dla naszego telefonu, jako kolejny wyświetlacz dla powiadomień, jest może i wygodniejszy i czasem pozwoli nam zaoszczędzić kilka lub kilkanaście sekund, a w ciągu dnia nawet kilkanaście minut. Jego potencjał zostaje jednak zmarnowany, a koszt zakupu jest niewspółmierny do tego, co oferuje. Chyba, że jesteśmy gadżeciarzami z zasobnym portfelem albo brakiem poważnych zobowiązań.

Smartzegarek musi być współczesną wersją pilota, do tego został - celowo lub nie - stworzony.

Pilotem do czego? Do absolutnie wszystkiego.

Owszem, producenci karmią nas wciąż obietnicami, zapowiedziami, a od czasu do czasu (no, może trochę częściej) gotowymi produktami z kategorii IoT, lub też - nieco węższej, ale nieco bliższej wszystkim - kategorii smartdomu. Tylko w ciągu jednego dnia m.in. Samsung dwa razy podkreślał, jak ważne jest to, żeby wszystko było "smart", niemal dosłownie wpychając się nam ze swoim sprzętem do łóżka.

Zresztą tego typu rozwiązań są już na rynku setki, jeśli nie tysiące. Od kamer bezpieczeństwa, przez urządzenia monitorujące wybrane parametry domu, po naprawdę skomplikowane systemu. Wszystko to jest teoretycznie w zasięgu ręki lub znajdzie się w nim niebawem.

Problem jedynie w tym, że w tej chwili, jeśli chcielibyśmy myśleć o smartzegarkach w kategorii spektakularnego sukcesu, jest tego wszystkiego zbyt mało. Nie na sklepowych półkach, ale w naszych rękach i domach. Mówiąc wprost - nie mamy czym sterować. A kto zaczyna budowę np. zestawu telewizyjnego w domu od zakupu pilota, potem dobierając do niego kompatybilny telewizor, zestaw audio i inne elementy? No właśnie.

O smartzegarkach nie można bowiem myśleć w kategorii pojedynczego produktu i nie chodzi tu nawet o ich ogromną zależność od smartfonów. To nie są produkty, które powinno się stawiać w centrum "połączonego świata". Dużo bardziej odpowiednim miejscem byłyby dla nich obrzeża IoT, podczas gdy centrum stanowić będą (lub dla niektórych już stanowią) wszystkie pozostałe smart-urządzenia, a szczególnie te, o których niedawno jeszcze nawet nie śniliśmy, że mogą być do Internetu podłączone.

Samochód, lodówka, piekarnik, domowy alarm, kamery domowe, zamki w drzwiach, brama garażowa, światła, i tak dalej, i tak dalej. To wszystko właśnie nadchodzące najważniejsze internetowe produkty naszego życia. To one, o ile wykonane odpowiednio, będą w stanie ułatwić nam po połączeniu z Internetem życie bardziej, niż cokolwiek w ciągu ostatnich lat.

Oczywiście pod warunkiem, że całym tym majdanem będzie można sterować szybko i wygodnie, czyli najlepiej wprost z naszego nadgarstka.

W przeciwnym wypadku wszystko to bardziej utrudni nam życie, niż je uprości. Nic więc dziwnego, że giganci pokroju Apple, Samsunga czy Google'a starają się już teraz zaprowadzić przynajmniej umiarkowany porządek w swoich "smart domach". A jeśli ten porządek będzie, już tylko jeden krok dzieli nas od tego, żeby faktycznie potrzebować tego jednego, jedynego uniwersalnego pilota. Wygodniejszego niż smartfon.

Wtedy też pojawi się ostateczna odpowiedź na pytanie, po co nam faktycznie smartzegarek. Co uzasadnia wydatek przekraczający często 1000 zł (oczywiście, poza chęcią posiadania). Do tej pory takie odpowiedzi nie padały, a nawet jeśli padały, to słuchając ich autorów, można było dojść do wniosku, że po części sami nie są pewni.

Tak, nie mam najmniejszych wątpliwości, że w pewnym momencie kupię smartzegarek i wierzę w to, że taka forma elektroniki użytkowej ma niesamowicie dużo sensu i gigantyczny potencjał. Czy będzie pracował pod kontrolą Tizena, Android Weara czy watchOS-a - nie wiem. To prawdopodobnie zależy od tego, który z tych systemów lub systemów współpracujących w połączeniu z urządzeniami IoT będzie mi oferował najwięcej. I z tego powodu będę w stanie zmienić zarówno smartfon, jak i skusić się na zegarek.

Bo będę szukał pilota ostatecznego. Takiego, którego nie muszę wyciągać z kieszeni. Takiego, który powie mi, że w lodówce brakuje soku, a okno na parterze jest niedomknięte, a pranie właśnie się skończyło. Takiego, który bez sięgania do kieszeni poinformuje mnie o wszystkim, co dzieje się w moim smart-sprzętowym-świecie. Niech wtedy ktoś zapyta mnie po co mi smartzegarek, a odpowiem z przyjemnością. I nie będę mówił o "szybszym odczytywaniu powiadomień z Twittera" czy "ciągłym monitorowaniu pracy serca".

Ale nie zacznę budować mojego zestawu od kupna pilota, który zanim jeszcze skończę kompletować "smart-otoczenie" będzie już prawdopodobnie nadawał się do wymiany na nowszy model.

Sprawdź również:

Śledź relację i bądź na bieżąco: IFA 2015 w Berlinie – live blog Spider’s Web

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst