W 1982 roku "Panie, fotografuj pan to skurwysyństwo!", a w 2015… mem na fejsie Żytniej
Lubin 1982. Żytnia. Facebook. Wstyd.

Był 31 sierpnia 1982 roku. Komunistyczna władza dokonała w Lubinie zbrodni. W wyniku działań milicji i ZOMO kilkadziesiąt osób zostało rannych, a trzech Polaków zastrzelono.
W tym tragicznym dniu Krzysztof Raczkowiak, fotograf, jak zwykle miał ze sobą aparat. Gdy ZOMO zaczęło strzelać do obywateli bał się go użyć, aby dokumentować to co działo się w Lubinie. Bał się, że Polacy wezmą go za ubeka. Wtem jeden z uciekających przed ostrzałem milicji krzyknął:
"Panie, fotografuj pan to skurwysyństwo!". Raczkowiak chwycił za aparat i zaczął robić zdjęcia.
Co się dalej działo, tak naprawdę do końca nie pamiętam. Przed oczami przelatują mi dziesiątki scen, setki ludzi. Trudno dzisiaj precyzyjnie, chronologicznie ułożyć fragmenty wydarzeń. Pomagają mi w tym te zdjęcia - czytamy na blogu Krzysztofa Raczkowiaka.
W takich okolicznościach powstało wyjątkowe zdjęcie. Jak pisze sam Raczkowiak “najważniejsze zdjęcie mojego dotychczasowego życia”. Na fotografii grupa mężczyzn niesie śmiertelnie postrzelonego Michała Adamowicza. Zdjęcie zrobione zostało w biegu. Wszyscy uciekali przed trwającym ostrzałem.
Dopiero następnego dnia, gdy wywołałem filmy i zrobiłem powiększenia, zobaczyłem scenę, przy której naprawdę zabiło mi serce. Zrozumiałem, czego byłem świadkiem - na moich oczach zamordowano człowieka - pisze Raczkowiak.
Od wydarzeń z Lubina minęło ponad trzydzieści lat. I choć autor niesamowitej fotografii nawołuje do tego, żeby nie zapominać o zamordowanym Michale Adamowiczu, Andrzeju Trajkowskim i Mieczysławie Poźniaku, którzy zginęli z rąk milicji i ZOMO, to zdaje się, że tę walkę o zachowanie pamięci zaczynamy przegrywać.
Może sugerować to fakt, w jaki sposób fotografia Krzysztofa Raczkowiaka została wykorzystana przez facebookowy profil marki Żytnia Extra. Osoba zajmująca się obsługą fanpage’a po prostu wzięła sobie fotkę z Internetu i wykorzystała ją do kreacji marketingowej.
Orany! @MikolajNowak: Mega faux pas marki w social mediach. Post już zniknął, ale kac po nim pozostanie marce długo...pic.twitter.com/0jTNRRNerE
— kataryna (@katarynaaa) sierpień 18, 2015
Wpadka podwójna. Po pierwsze wykorzystano fotografię bez przejmowania się prawami autorskimi, a przecież na stronie fotografa jak byk jest napisane: “Prawa autorskie do zamieszczonych w tym serwisie fotografii należą do Krzysztofa Raczkowiaka. Wykorzystywanie ich w jakikolwiek sposób, publikowanie lub kopiowanie wymaga zgody autora.”. Po raz kolejny mamy do czynienia z bardzo swobodnym podejściem internautów do tematu praw autorskich.
Druga wpadka to fakt, iż wykorzystano zdjęcie przedstawiające śmiertelnie postrzelonego człowieka, do kreacji, która w zamyśle przedstawiać miała upitego do nieprzytomności imprezowicza, niesionego przez kompanów zabawy.
Wstyd. Ogromny wstyd i niewybaczalnie lekkomyślne podejście do prowadzenia komunikacji z klientami na Facebooku. Oczywiście Żytnia teraz przeprasza za kradzież fotki i za fakt jej nietrafionego doboru. Tylko czy to coś zmienia?
Czy zmieni się podejście internautów do tematu praw autorskich? Czy młodzi będą pamiętać o Lubinie 1982 i innych “skurwysyństwach”? Obawiam się, że będzie trudno.
Aktualizacja: Otrzymaliśmy komentarz twórcy zdjęcia, Krzysztofa Raczkowiaka:
W związku z oburzającymi i niegodnymi rzetelnej firmy działaniami reklamowymi zaprezentowanymi przez Polmos Bielsko-Biała S.A. na oficjalnej stronie na Facebooku oświadczam, że nigdy nie udzieliłem tej spółce licencji na wykorzystanie mojej fotografii. Nigdy też nie zgodziłem się na jej użycie w jakiejkolwiek kampanii reklamowej, a tym bardziej w reklamie wysokoprocentowego napoju alkoholowego. Bezprawne wykorzystanie mojego zdjęcia przez Polmos Bielsko-Biała S.A. jest dla mnie krzywdzące i stanowi naruszenie moich praw autorskich do utworu. Podjąłem już w związku z tym odpowiednie kroki prawne.
Ponadto - co jest chyba dla mnie jeszcze ważniejsze - głęboko poruszył mnie kontekst, w jakim zostało użyte zdjęcie, gdyż godzi to bezpośrednio w dobra osobiste rodziny pana Michała Adamowicza, jednej z ofiar Zbrodni Lubińskiej w 1982