Sprzęt  / Felieton

Oto Typo 2, czyli osobliwy sposób na iPhone'a z fizyczną klawiaturą QWERTY

Twórcy doczepianej do iPhone'a klawiatury, Typo, najwyraźniej nie uczą się na własnych (i cudzych błędach). Po tym, jak sprzedaż pierwszej wersji ich produktu została zablokowana przez BlackBerry, zaprezentowali światu jego drugą generację. Tak samo skazaną na szybkie zapomnienie.

Wzorowanie, czy też inspirowanie się w przypadku debiutanckiej klawiatury projektami BlackBerry, dość wyraźnie pokazywało na czym Typo chce budować swoją popularność. Na tęsknocie za fizycznymi klawiaturami, za czasami, kiedy (przynajmniej w Stanach Zjednoczonych) niemal na każdej ulicy widziało się dziesiątki użytkowników telefonów z jeżyną w logo.

Można nawet stwierdzić, że w pewnym stopniu udało się odnieść sukces. Zainteresowanie klawiaturą było całkiem spore, zarówno jeśli chodzi o media, jak i zwykłych, potencjalnie zainteresowanych kupnem użytkowników. Pierwsze, dość krytyczne recenzje nie ostudziły tego zapału.

Dopiero prawny nakaz wstrzymania dystrybucji zakończył sen twórców Typo o wielkim sukcesie.

typo 2

W poniedziałek w nocy ujawniono drugą, poprawioną wersję Typo dla iPhone'a 6. Owszem, nie przypomina już specjalnie klawiatury znanej ze smartfonów BlackBerry. Prawdę mówiąc, nie przypomina... niczego, a już na pewno niczego atrakcyjnego wizualnie. Ewentualnego podobieństwa można się doszukiwać najwyżej w porównaniu do niektórych starszych modeli Motoroli z pełną klawiaturą umieszczoną bezpośrednio pod ekranem.

Trudno jest nawet powiedzieć, że Typo 2 pod względem wyglądu dobrze pasuje do najnowszego telefonu Apple. Nie pasuje wręcz tak mocno, że bardzo udany projekt iPhone'a jest wprost przysłaniany przez nieatrakcyjność tego dodatku. Nawet pomimo tego, że zamierzeniem autorów było tym razem imitowanie ekranowej klawiatury iOS.

Gdyby tego było mało, tak jak i poprzednie wydanie, T2 zasłania przycisk Home.

O ile w przypadku iPhone'a 5 dało się to jeszcze zaakceptować i korzystać z substytutu na klawiaturze, o tyle na dobrowolną rezygnację z Touch ID zdecyduje się bardzo niewiele osób.

W rezultacie dostajemy brzydką klawiaturę, ograniczającą funkcjonalność naszego telefonu, której obudowa przy okazji wyraźnie powiększa i tak już spory telefon. Gdyby nie inwestycja celebryty i zamieszanie sądowe z BlackBerry, tak naprawdę trudno byłoby znaleźć powód, dla którego o Typo w ogóle rozpisywałyby się jakiekolwiek media. Podobnych produktów widzieliśmy bowiem w swoim czasie całkiem sporo i żaden z nich nie odniósł zatrważającego sukcesu. Żaden też nie został uznany za specjalnie interesujący w ciągu ostatnich miesięcy.

Powód jest dość prosty. Tęsknota za fizycznymi klawiaturami z roku na rok słabnie coraz bardziej.

Typo mogłoby próbować osiągnąć sukces w momencie, kiedy użytkownicy byli świeżo po przesiadce z BlackBerry na iPhone'a. Swego czasu było nawet realne zapotrzebowanie na tego typu dodatki.

Dzisiaj jednak zdecydowana większość użytkowników trzyma w kieszeni nie tyle swojego pierwszego iPhone'a, co kolejnego. Liczba osób, które przesiadły się "tu i teraz" z BB jest, przynajmniej na rynku amerykańskim, raczej niewielka. Mówiąc wprost - mało kto już pamięta, że na fizycznej klawiaturze można było pisać szybciej/dokładniej/wygodniej, albo tak nam się przynajmniej wydawało. Przyzwyczailiśmy się do klawiatur ekranowych, sukcesywnie rozwijanych i coraz lepszych, i nie zapłacimy za powrót do nich 100 dol. (tyle mniej więcej kosztuje Typo). Dlaczego? Bo nie widzimy takiej potrzeby.

Temat Typo i Typo 2 można natomiast uznać raczej za zamknięty. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jest to po prostu kolejna, niczym nie wyróżniająca się klawiatura dla iPhone'a. Ani ładna, ani dobra, ani nawet zaprojektowana z pomysłem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst