Sprzęt  / Felieton

Czas na zamknięcie projektu „Windows Phone”?

504 interakcji
dołącz do dyskusji

Korporacja ma przynosić zyski, tak jak projekty przez nią podejmowane. Tymczasem smartfonowy system Microsoftu, mimo wielu inwestycji i długiej obecności na rynku, dalej walczy o bycie dostrzeżonym. Może Satya Nadella powinien w końcu zrezygnować z całego przedsięwzięcia?

Po premierze Windowsa Phone 7 mówiło się, że to piękny, innowacyjny system operacyjny, który ma mało funkcji z uwagi na to, że jest jeszcze tak młody na rynku. Potem wyszedł Windows Phone 7.5 jako darmowa aktualizacja usuwająca najbardziej elementarne braki w tej platformie, więc zaczęto mówić, że to nowy gracz na rynku i dlatego nie cieszy się popularnością, ale właśnie rozpoczęta współpraca z Nokią to zmieni. Wymówką Windowsa Phone 8 był „silnie okopany rynek przez konkurencję”, a Windows Phone 8.1… właściwie już nie ma wymówek.

Co więcej, fani Windowsa Phone argumentowali, że udziały rynkowe tego systemu powoli, ale systematycznie rosły. Teraz ów wzrost nie jest już tak stabilny, a na niektórych rynkach system Microsoftu zaczyna odnotowywać spadki popularności. Czas na rachunek sumienia.

Niedługo stuknie pół dekady!

Ciężko dokładnie wskazać początek historii Windowsa Phone z uwagi na to, że Microsoft zaczął używać tej nazwy jeszcze wobec systemu Windows Mobile 6.5 (nazywając go Windowsem Phone Classic). Uznajmy jednak, że pierwsza odsłona tej platformy to Windows Phone 7. Ta pojawiła się pod koniec 2010 roku.

windows-phone-7-balmer-650x563

Dzięki późniejszej współpracy z Nokią system ten, wspierany przez genialny sprzęt fińskiego producenta i jego innowacyjne pomysły dotyczące samego oprogramowania, otrzymał odpowiednią ekspozycję, innowacyjne funkcje i w pełni dojrzał. Co więcej, dzięki wspólnym staraniom Nokii i Microsoftu (przy czym prym wiodła tutaj Nokia) udało się w końcu przekonać do niego twórców aplikacji. Warto przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno temu słówka „Facebook Messenger” czy „Instagram” wywoływały zabawną minę wśród posiadaczy Lumii.

Mamy więc dojrzały, dobrze zaprojektowany i wyróżniający się z tłumu system operacyjny. Mamy niezłe (acz zdecydowanie ustępujące konkurencji) zaplecze aplikacji. Mamy świetny sprzęt, choć pochodzi on głównie od Microsoftu/Nokii i HTC. A mimo tego bliższą Windows Phone’owi konkurencją jest BlackBerry niż Android czy iOS, rozpatrując kryterium udziałów rynkowych.

Co jeszcze można zrobić, poza poddaniem się?

Trwać dalej

Jeżeli ktoś myśli, że Microsoft w końcu zdecyduje się uciąć projekt nieprzynoszący realnych korzyści, to jest w błędzie. Steve Ballmer a po nim Satya Nadella jak mantrę powtarzają, że przyszłość to urządzenia mobilne i chmura. A to oznacza, że Windows Phone ze strategicznego punktu widzenia może być równie istotny, co „duży” Windows. To jednak nie oznacza, że Microsoft nie zamierza nic zmieniać w swoim podejściu.

windows-phone-aktualizacja-nokia-lumia-denim

Już sam branding sugeruje zmianę w podejściu. Windows Phone zamierza wykorzystać sukces Windowsa i stać się z nim jednym ciałem. Nie tylko jeśli chodzi o samo nazewnictwo (nie będzie Windowsa Phone 9, zamiast niego pojawi się Windows 10), ale również i sercem. System ten już teraz wykorzystuje jądro Windows NT, a wkrótce dzielić będzie praktycznie wszystkie biblioteki wykorzystywane przez programistów. Problem w tym, że wspólne środowisko to WinRT, a to z kolei nadal nie zdobyło odpowiedniego uznania na „dużym” Windowsie. Być może zmieni to Windows 10, łącząc WinRT z Pulpitem.

Drugim manewrem ze strony Microsoftu jest zmiana źródła inspiracji. Choć Windows Phone od strony wizualno-użytkowej znacznie różni się od konkurencji, tak jego wewnętrzne mechanizmy były inspirowane iOS-em. Pierwsze wersje Windowsa Phone do wgrywania / zgrywania zdjęć i muzyki wymagały iTunes'a Zune’a zainstalowanego na komputerze, mimo iż nie było ku temu żadnych racjonalnych powodów. Ale przecież Apple też tak robi... Teraz Windows Phone czerpie coraz więcej z Androida, zachowując z iOS-a tylko „czystość” i łatwość obsługi. Nie to jest jednak istotne, a sposób dystrybucji systemu. Zniknęły rygorystyczne wymagania sprzętowe wobec partnerów OEM, zniknęły opłaty za licencje. Windows Phone zaczyna robić to, co Android: budować swoją pozycję nie na bazie luksusowych smartfonów, a tanich, prostych urządzeń za kilkaset złotych. „Sztandarowce” powstają już tylko w celach wizerunkowych, a Microsoft teraz chce, śladami Google’a, iść w ilość, zamiast w jakość.

lumia 535 zdjecie

Trzeci manewr to plan awaryjny, gdyby Windows Phone przez najbliższe lata nadal pozostał w niszy. Microsoft przestał traktować Androida i iOS-a jako platformy „drugiej kategorii” dla swoich usług. Większość klientów Microsoftu ma iPhone’a lub Samsunga Galaxy, więc Office, OneNote, Skype czy OneDrive są intensywnie rozwijane w wersjach na te urządzenia. Równie intensywnie co na Windowsie Phone, a czasem, czego Office jest najlepszym przykładem, nawet intensywniej. To nie jest jednak plan wyjścia z własnego smartfonowego systemu.

Kluczowa jest kontrola

Usługi preinstalowane na urządzeniu są często dla użytkownika jedynymi, których jest świadom, lub dostatecznie dobrymi, by nie bawić się w szukanie zamienników. Co z tego, że Office czy OneNote są lub będą lepsze od Dokumentów Google czy Keepa, skoro te już są na smartfonie i spełniają swoją rolę? Tajemnicą sukcesu usług mobilnych Microsoftu nie jest ich jakość (choć ta należy do czołówki), a fakt, że korzystamy z nich również na najbardziej popularnym systemie dla komputerów osobistych, a więc na PC z Windowsem. Biorąc jednak pod uwagę rosnącą popularność Chromebooków i Macbooków nie można zakładać, że ta przewaga potrwa wiecznie.

Microsoft nie przestanie więc być zdeterminowany w podbijaniu rynku smartfonów. I choć jego system operacyjny nadal jest rynkowym marginesem, nie przestanie łożyć na jego rozwój. Bo nie ma innego wyjścia. Choćby udziały mobilnego Windowsa wróciły do globalnego poziomu jednego procenta, nie zmieni to zaangażowania Microsoftu, a co najwyżej jego formę. Zwłaszcza że Ballmer i Nadella mogą mieć rację ze swoją mantrą mobile first, cloud first.

Satya Nadella Stephen Elop

Nietrudno sobie wyobrazić świat niedalekiej przyszłości, w którym komputery nosimy w kieszeniach jeansów. Wtedy służą nam jako smartfony, ale po przyjściu do biura lub do domu, stawiamy je na stacji dokującej, do której podłączone są monitor, klawiatura czy myszka. Wysoka moc obliczeniowa nie będzie potrzebna, bowiem złożone przeliczenia i tak będą dokonywane w chmurze. Science-fiction? No właśnie nie za bardzo.

Znikoma popularność Windowsa Phone jest dla mnie niezrozumiała ale też i niekwestionowana. Nie zamierzam bawić się w przewidywania na temat przyszłych udziałów na rynku tego systemu. Znacznie bardziej kompetentni i lepiej ode mnie opłacani analitycy w wielkich firmach wróżyli z fusów i byli co najmniej mało skuteczni. Jednego jestem jednak pewien: Windows na smartfonach jest i będzie rozwijany. Nawet jeśli przez długie lata będzie ciągnął finansowo cały Microsoft w dół. Bo, najzwyczajniej w świecie, Microsoft nie ma innej drogi, poza staniem się drugim IBM-em.

* Zdjęcie pochodzi z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst