REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech
  3. Gry

Ogrodnik January: Za co kochamy RPG?

Wśród bezliku gier komputerowych, rujnujących nasze zdrowie, życie prywatne i relacje rodzinne, epickie produkcje RPG można śmiało uznać za najdoskonalszy sposób marnowania czasu. To rozrywka królów i istne śniadanie mistrzów w świecie elektronicznych fastfoodów. Nie tylko ze względu na bogatą oprawę wizualną, ale głównie z powodu dostępnej swobody działania i otwartości świata gry.

Ogrodnik January: Za co kochamy RPG?
REKLAMA
119 interakcji
dołącz do dyskusji
REKLAMA

Jeśli trzymać się porównań kulinarnych, RPG to szwedzki stół na wakacjach all inclusive, podczas gdy większość gier przypomina albo pojedynczą wstążkę spaghetti ze znanym początkiem i zakończeniem, albo czekanie na wezwanie po leniwe do okienka w barze mlecznym. Tylko w świecie RPG można odetchnąć pełną piersią (lub obiema, jeśli nie gracie postacią amazonki) i skierować rumaka tam, gdzie dusza zapragnie. Ale najpierw trzeba jakoś wyglądać...

Tworzenie postaci to w przypadku niektórych RPG jeden z najatrakcyjniejszych etapów gry.

Gdy tylko mam możliwość pobawić się fizjonomią bohatera, zazwyczaj wychodzi mi coś przypominającego ofiarę Międzyszkolnych Zawodów w Chirurgii Plastycznej. Wyłupiaste oczy Jasia Fasoli z brwiami na wysokości zastrzeżonej jedynie dla Martyny Wojciechowskiej, nos Michaela Jacksona skomponowany ze szczęką Hulka Hogana i uszy po nietoperzu - to u mnie zestaw standardowy.

Do tego dochodzi fantazyjna fryzura typu „piorun w rabarbar” albo coś w rodzaju Wiedźmina po ataku Wiewiórek. Efekt jest taki, że nawet w pełnym hełmie z przyłbicą jestem w stanie wystraszyć każdego NPC-a. Są też ewidentne korzyści – w ogniu walki nie mam problemu ze zlokalizowaniem swojej postaci.

Niektórzy z nas wprost uwielbiają przebieranki. Nie tylko w realu. W przeciwieństwie do FPS-ów, gdzie raz przydzielony mundur i wąsy nosimy przez całą kampanię, RPG daje okazję nie tylko do zabawy z ciuchami, ale nawet do zmiany rasy albo płci, co może być dla niektórych graczy wielce kuszące. Gdzie jak gdzie, ale w RPG postaci kobiece prezentują się niezwykle interesująco.

Jeśli wierzyć pensjonariuszom Domu Spokojnej Starości „Dungeons & Grumpy Dragons”, nie ma przyjemniejszego widoku, niż płatająca orków na talarki dwuręcznym mieczem, dobrze zbudowana heroini w ręcznie kutym biustonoszu i majtkach z kwasoodpornej stali. A przy okazji można sobie zafundować odrobinę perwersji - wystarczy zainstalować odpowiedniego moda, żeby poganiać po mieście całkiem na golasa jako cycata mroczna elfka czy troll z budzącym popłoch kamiennym przyrodzeniem.

rpg książka władca pierścieni

Tym, co niezwykle przyciąga w grach RPG, jest swoboda działania. Choć najchętniej grywam w ekonomiczne RTS-y i inne Cywilizacje, o strategiach wojennych nie wspominając, to uwielbiam zagłębiać się w świat RPG dla jego otwartości i nieliniowości. W strzelankach nie ma takiego luksusu. Gdy zza węgła wyjeżdża szwabski SturmTiger, to nie ma przeproś - trzeba go załatwić tu i teraz, tym co jest pod ręką, bez grzebania w sakwie i zastanawiania się, czy najpierw wypić Miksturę Widzenia Przez Pancerz, czy może raczej rzucić na pancerfausta zaklęcie Perwersyjnej Penetracji?

Wszyscy dookoła krzyczą coś po niemiecku i nie zamierzają czekać, aż przebierzesz się w Szatę Pogromcy Teutonów. Nie można się rozmyślić, odłożyć zadania na później i teleportować do karczmy na garniec okowity, a potem spędzić miły wieczór z seksowną Nordką. No i nie sposób załatwić sprawy inaczej, niż przez brutalną przemoc. Czy w jakiejś strzelance udało wam się kiedyś dogadać się ze szkopami i przekupić obsługę CKM-u w bunkrze?

A propos broni i jej udoskonalania - to też niebywała frajda w RPG. Owszem, czasem wolę klarowne sytuacje - w strzelankach mogę sobie ganiać w pięknych okolicznościach II Wojny z jedną giwerą i gromić faszystów, ale jedyne na co można tu liczyć, to podwójny magazynek albo lunetka celownicza. Ot i cała magia. Gdy jednak znudzi mi się wierny kałach czy zdobyczne StG 44, z przyjemnością zmieniam grę i sięgam po Dębowo-Kompozytowy Łuk Gajowego Maruchy, który po potraktowaniu magią i częściami zamiennymi z Hogwartu zamienia się w najpotężniejszą broń dystansową od czasu wymyślenia trebuczetu.

Fantazja w tworzeniu i nazywaniu broni bardzo się przydaje. Jeśli tylko dysponuje się odpowiednimi składnikami, można jak McGyver zrobić coś z niczego. Zwykła gazrurka zmienia się w Ręczny Czaszowy Wzmacniacz Uderzenia, którym można łupnąć wroga w czerep. Grunt to dobra nazwa. Jeśli uda ci się rzucić dobre zaklęcie na kawał drewna i nazwać go Mroczną Sztachetą Przeznaczenia, to sukces jest gwarantowany.

Poza bronią zazwyczaj tachamy ze sobą całą skrzynię gustownej odzieży i przydatnych gadżetów. Muszę przyznać, że mało co tak mnie wkurza jak ciuchy w RPG.

Gdyby nie konieczność ochrony genitaliów przed skorpionami, mątwami i kretoszczurami, moja postać ganiałaby zapewne w samych kalesonach i z mieczem w garści. Niestety, porządna zbroja to mus. Chyba, że grasz postacią z 40 palcami, na które można poutykać wszystkie znalezione pierścienie odporności na strzały, miecze i lodowe kule. Niestety, w praktyce trzeba mieć ciuch na każdą okazję, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Wciskanie na łeb Futrzanej Czapki Charyzmy, żeby dostać kredyt w cyrodilskim SKOK-u, strojenie się w Pludry Łotrzyka, pozwalające skradać się w biały dzień, albo zakładanie w upał Togi Dilera Używanych Samochodów dodającej +5 do handlu uważam za obciach i stratę czasu. Na cholerę dźwigać w dobytku więcej ciuchów niż szafiarka wyjeżdżająca na wakacje i przekopywać się przez stertę szmat za każdym razem, gdy trzeba coś załatwić na mieście? Wolałbym to zrobić szybko i bezpośrednio, na przykład Maczugą Ostatecznej Perswazji...

Choć bałagan w ekwipunku na ogół przypomina pojemnik PCK na używaną odzież po nalocie bombowym, jedynym co może osłodzić konieczność przebieranek, są przeróżne, starannie zgromadzone cudeńka, których znaczenie w grze wprost trudno przecenić. Weźmy dla przykładu Slipy Gandalfa dodające +10 do many, Pingle Swarożego Widzenia z noktowizorem 360 stopni czy Złoty Pierścień Spodziewania Się Hiszpańskiej Inkwizycji, które w niejednej sytuacji mogą uratować życie. Jak się bez nich obejść?

rpg kostki gry

Rozwój postaci w RPG to cała epopeja i dla niejednego z graczy skuteczne antidotum na różne życiowe niepowodzenia. Zaczynając od postaci chłopca stajennego w poszarpanych gaciach, można po pewnym czasie i przy odrobinie treningu stać się skaczącym na trzy metry w górę mistrzem podwójnej katany ze skillem Wyrywania Lachonów na poziomie 90 i umiejętnością przywołania Wyliniałego Borsuka Chaosu, co leczy kompleksy o wiele skuteczniej, niż przebrnięcie całej kampanii w Ardenach jako kapral Johnson.

Kształtowanie mocy bohatera przez różne skille, perki i atrybuty pozwala jednym palcem gromić wrogów, choćbyśmy mieli posturę zasuszonego dziadka, a w dzieciństwie byli na każdej szkolnej przerwie topieni w kiblu. W grze RPG możemy wziąć odwet za wszystkie czasy. Wprawdzie nie mamy gwarancji, że Kostur Natychmiastowego Zatrzymywania Tramwaju okaże się skuteczny w realu i czy nie przypłacimy tego zbieraniem kończyn na torach po przejeździe 18-tki, ale wszak po to kupujemy komputery, żeby uciec od szarej rzeczywistości i podejmować najdziksze wyzwania.

Ano właśnie... Zadania, misje, questy... Choć są niezbędne, bo napędzają fabułę i nabijają punkty doświadczenia, to chwilami bywają naprawdę wkurzające. Jak można traktować Lokalnego Herosa i Zbawcę Świata jak chłopca na posyłki i ganiać go do lasu po jakieś kretyńskie ziółka na przeczyszczenie dla starej wiedźmy, która w zamian powie nam, gdzie możemy znaleźć brakujący fragment pamiętnika, który wskaże nam drogę do magicznego kamienia, gdzie o północy w blasku księżyca odczytamy wskazówkę, jak zrobić z łoju trolla smar do zawiasów w zbroi, żeby nie skrzypiały, kiedy będziemy się skradać przez jaskinię orków do skrzyni, w której są zwoje z zaklęciem lewitacji, dzięki której dostaniemy się na szczyt niedostępnej góry, gdzie zdobędziemy smocze jajo, z którego - po odbyciu równie nużącego questu i zdobyciu Przepisu Babci Genowefy, ukrytego w głębinach krasnoludzkiej kopalni - zrobimy sobie omlet, dający nam +1 do udźwigu. A nie prościej byłoby zamówić kurierem proteinową odżywkę ze sklepu magicznikulturyści.com i zapłacić złotem przy odbiorze?

Postacie NPC w grach RPG to kolejna nie kończąca się opowieść.

Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz i jak się zachowa. W przeciwieństwie do liniowych strzelanek, gdzie zawsze w tym samym miejscu cierpliwie czeka na rozwałkę znajomy bunkier pełen szkopów z MG 34 albo ukryty na dachu arabski terrorysta z ruskim RPG, w prawdziwym RPG możesz mieć po prostu pecha i trafić na sklep z miksturami zamknięty z powodu remanentu albo kontroli NIK. No i szukaj tu teraz właściciela po całym mieście... Na dodatek wcale nie wiadomo, czy odnaleziony w dzielnicy rozpusty sklepikarz będzie chciał z tobą handlować, gdy wcześniej popsujesz sobie reputację strzelaniem z kuszy do dzieci. A co najgorsze - w przeciwieństwie do FPS-a, zabicie handlarza wcale nie gwarantuje przejścia do dalszej części gry...

smok rgp gry

Tak jak w życiu, można w grze trafić na NPC-a, który w napadzie złego humoru okaże się prawdziwym upierdliwcem i wyśle cię w jakieś cholerne podziemne labirynty. A tam trzeba będzie przejść całą trasę, pogmatwaną jak wąż rozdeptany przez pielgrzymkę, i na każdym skrzyżowaniu tłuc szkielety młotkiem, aby dorwać wreszcie tę cholerną okutą żelazem skrzynię w ostatniej piwnicy. A wtedy okazuje się, że nie masz przy sobie wytrycha...

No, ale misja musi zostać zakończona, więc gdy już nadludzkim wysiłkiem otworzysz skrzynię, zazwyczaj jest w niej bezwartościowa Mikstura Na Pryszcze i bogato Zdobiona Szata Nocnego Ekshibicjonisty, którą trzeba dostarczyć śliniącemu się zleceniodawcy questa.

Za to w nagrodę można otrzymać takie cacko, jak Spis Wszystkich Miejscowości W Których Można Napić Się Piwa. I co? Nie wybierzecie się z czystej ciekawości do każdej z nich, aby sprawdzić, która karczmarka ma największe... antałki?

I właśnie za to kochamy RPG ;)

REKLAMA

Ogrodnik January - Z zawodu grafik, projektant i ogólnie tzw. artysta – absolwent krakowskiej ASP. Dyrektor kreatywny własnej pracowni graficznej Młyn Artystyczny. Z zamiłowania gadżeciarz, z powołania bloger. W sieci obecny od zeszłego wieku. Prześmiewca, samozwańczy tester technologii, poszukiwacz dziury w całym. Od 2010 roku autor bloga Applefobia, gdzie ośmiesza absurdy, demaskuje mitologię, kpi z fanbojstwa i zdrapuje pozłotkę z aluminium. W wolnym czasie czyta książki, gra na gitarze, jeździ na rolkach i fotografuje. Oczywiście nie wszystko na raz…

*Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA