Czy Azjaci znają Polaków? Raczej nie - ciężko jest im zlokalizować Polskę na mapie. Na razie zasmakują w polskich jabłkach - pierwszy transport trafił do Singapuru!
Z Jana Pawła II i Lecha Wałęsy – takie odpowiedzi padają wśród starszych mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej.
REKLAMA
Z Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego – wymieniają jednym tchem młodzi. A sprzedawcom pamiątek w birmańskim Bagan brakuje wręcz palców do wymieniania nazwisk polskich piłkarzy.
To wszystko osoby - wybitne w swoich dziedzinach, ale indywidualności. Brakuje nam produktu, który byłby znany i rozpoznawalny, jak „Made in Poland, więc mu zaufam”.
Na podróżniczym szlaku zawsze spotyka się przedstawicieli innych krajów. Bardzo znamienne jest kiedy, prezentujemy swoje narodowości przed localsami, a Ci próbują je komentować:
Niemcy – niezniszczalne samochody i dyscyplina pracy.
Tajwańczycy – innowacyjne korporacje sprzętowe.
Szwajcarzy – precyzyjne banki.
Izrael – internetowy startup na każdym kroku.
Nawet Rosjanie mają swój gaz i ropę.
Jaki kapitał wypracowali zaś przez lata Polacy? W Londynie jesteśmy najlepszymi pod zachmurzonym niebem hydraulikami, w Stanach cenią nasze opiekunki do dzieci. Musicie przyznać, że nie tego oczekiwalibyśmy po „zielonej wyspie”?
Takie mamy jednak na razie możliwości i właśnie w tej glinie jesteśmy zmuszeni rzeźbić. A rzeźbiarzami są m.in. nasze placówki dyplomatyczne, które dokładają ogromnych starań w znajdowaniu polskim towarom nowych rynków zbytu.
Tak było z jabłkami. Kiedy sąsiedzi ze wschodu zamknęli dla nich swoje granice, to do ambasad poszedł komunikat, że mamy dużo jabłek, który trzeba gdzieś sprzedać. W Singapurze przystąpiono do działania…
- Teraz mogę się już podzielić dobrą wiadomością, zapowiadaną wcześniej: polskie jabłka dotarły do Singapuru. Dwa pierwsze, dwudziestotonowe kontenery z jabłkami marki Champion, Gloster i Prince zostały już odebrane w singapurskim porcie i część jabłek trafiła natychmiast na półki sklepowe znanej singapurskiej sieci Fair Price – napisał na swoim blogu Zenon Kosiniak-Kamysz ambasador RP w Singapurze.
Transport jabłek obarczony był dużą dozą niepewności. Czy owoce wytrzymają tak długi dystans i się nie zepsują? Atmosfery nie poprawiał polski vice-minister rolnictwa, któremu powinno przecież zależeć na sprzedaży naszych produktów w Singapurze.
– Sami robimy sobie kuku, efekt (z wołowiną - PAP) jest na minus. Jabłka też nie były odpowiedniej jakości, pewnie były podgnite, to jest kwestia transportu, kontenerów, właściwego chłodzenia - powiedział PAP Nalewajk. – Są określone warunki, które eksporter musi zachować, bo każdy kraj ma swoje wymagania - dodał.
Skąd czerpał informacje o porażce 4-tygodniowego transportu polskich jabłek? Chciałbym się dowiedzieć…
- Z wielkim zdziwieniem przeczytałem informację, jakoby do Singapuru trafiły zgniłe jabłka. Przecierałem oczy ze zdumienia oglądając załączone zdjęcie. Jak można publikować takie niesprawdzone, wyssane z palca informacje? Skąd się wzięło to idiotyczne zdjęcie?! Jako Ambasada, śledzimy z dużą uwagą cały proces i posiadamy obszerną dokumentację zdjęciową. Wydaliśmy komunikat na naszej stronie internetowej. Nikt nie uznał za stosowne, aby zapytać u źródła. Rodzi się pytanie, czemu i komu ma służyć taka świadoma dezinformacja? – pytał na blogu Kosyniak-Kamysz.
Jeśli jabłka się sprawdzą to w ślad za nimi pójść mogą dalsze rodzimy towary – ziemniaki, marchewki czy truskawki. Szkoda jednak, że wciąż konkurować musimy towarami niskoprzetworzonymi, gdzie marża sprzedażowa nie jest tak duża jak w przypadku produktów high-tech.
Taka jest rzeczywistość. A jak rysuje się przyszłość? Mieliśmy już pochwalne serie artykułów od The Economist i Bloomberga, Polygon przygotował reportaż o polskim przemyśle growym, który wypływa na coraz szersze wody, a znowu The Economist nazwał Rafała Brzoskę polskim Stevem Jobsem, szukając naszego Apple. Mamy świetne, innowacyjne strartupy – szczególnie beaconowe i zajmujące się rzeczywistością wirtualną.
Czas zacząć sprzedawać za granicą polskiego wynalazcę i przedsiębiorcę, a nie tylko płody naszej ziemi. Jednak i z nich cieszyć się trzeba, bo jabłko do jabłka, a wyjdzie polifazowa maska.