Motoryzacja  / Felieton

Autonomiczny samochód Google nie radzi sobie z dziurami w drodze, deszczem, słońcem i papierem. Mam wymieniać dalej?

Google to nie tylko wyszukiwarka, Android i reklamy AdWords czy też AdSense. Amerykańska firma inwestuje także w drony, medycynę, roboty, a także motoryzację. Jednym ze sposobów na zarobek ma być autonomiczny samochód, poruszający się po drogach bez pomocy człowieka. Jednak do realizacji tej wizji jest jeszcze bardzo daleko.

Serwis MIT Technology Review opublikował ciekawe spostrzeżenia na temat samojezdnego samochodu od Google. Wynika z nich, że pomimo tego, że auto przejechało już ponad 700 tys. mil po ulicach Californii, to wciąż bardzo daleko mu do wprowadzenia do normalnego użytku. Bardzo, bardzo daleko.

Wiele osób może odnieść wrażenie, że skoro samochód już przejechał ponad 700 tys. mil, to większość problemów zostało już rozwiązanych i chociaż wciąż jeszcze sporo pracy przed osobami odpowiedzialnymi za projekt, to generalnie auto mogłoby – pod pewnymi warunkami – poruszać się już po drodze. Zdaniem MIT nie jest to prawdą. Aby samochód mógł poruszać się pod danej drodze, musi ona wcześniej być zeskanowana przez inny pojazd, a dane następnie sprawdzone metr po metrze przez człowieka. Dopiero takie dane, w połączeniu z informacjami z Map Google, pozwalają samochodowi na poruszanie się po drogach. Auto nie jest w stanie nawet rozpoznać znaku, jeśli nie został on wcześniej oznaczony na Mapach.

Google oczywiście odpowiedziało na te zarzutu

Kelly Mason, odpowiedzialna za globalną komunikację w Google, napisała maila do Computer World, w którym twierdzi, że te słowa nie są prawdą. Jej zdaniem samochód Google w czasie rzeczywistym skanuje otoczenie, w tym znaki drogowe i jest w stanie rozpoznawać przeszkody. Napisała także, że pojazd porusza się zarówno dzięki zmapowaniu dróg oraz właśnie skanerom. Dopiero te dwie technologie pozwalają na bezpiecznie przemieszczanie się po drogach, ale jeśli na drodze znajdzie się niezmapowany znak, to auto bez problemu sobie z nim poradzi.

autonomiczny-samochod-google1

To jednak nie koniec problemów

Chris Urmson, człowiek, który szefuje zespołowi samochodowemu Google, twierdzi, że aktualnie auto nie radzi sobie jeszcze z wieloma rzeczami. I tak na przykład, o ile jest w stanie rozpoznać człowieka, np. przechodzącego przez jezdnię, to nie odróżni go od funkcjonariusza policji, który macha lizakiem, aby zatrzymać auto. Tak samo sensor nie odróżnia rodzajów przeszkód. Tak samo potraktuje głaz, jak i wielką, zwiniętą w kulkę kartkę papieru. Auto nie radzi sobie także z rozpoznawaniem koloru świateł drogowych, jeśli jest oślepiany przez słońce znajdujące się za sygnalizacją.

Spore problemy sprawiają także trudne warunki pogodowe, jak chociażby padający deszcz, nie mówiąc już o śniegu i lodzie. Nawet dziury w drogach są sporą przeszkodą, bo pojazd po prostu ich nie widzi. Tym samym wprowadzenie autonomicznego pojazdu do Polski wydłużyło się o jakieś… 50 lat.

Jak widać auto Google, czy bez konieczności wcześniejszego mapowania trasy, czy też z takim właśnie wymogiem, wciąż jest urządzeniem bardzo… ułomnym. Nie radzi sobie z wieloma, naprawdę podstawowymi czynnościami, które doświadczeni kierowcy wykonują bez mrugnięcia okiem. I w związku z tym nie warto chyba nawet wspominać o nieco bardziej wymagających i nieprzewidzianych sytuacjach na drodze, których przecież w codziennej jeździe nie brakuje…

Jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim autonomiczny samochód rzeczywiście wyjedzie na drogi i chociaż Urmson sam stawia sobie za cel 2019 rok, bo właśnie wtedy jego syn będzie mógł starać się o prawo jazdy, to jakoś wątpię, że to się uda.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst