Sprzęt  / Felieton

Netbooki dostaną drugą szansę. Microsoft chce powalczyć z Chromebookami i może mu się to udać

Choć moim pierwszym komputerem osobistym był netbook, nie mam miłych wspomnień związanych z tego typu komputerami. Maszyny te były wyposażone w wyjątkowo wolne podzespoły, ekrany o małej szczegółowości i oraz niskiej jakości obudowy. Jednak mimo to warto dać im drugą szansę.

Należy to zrobić, bo ludzie najzwyczajniej w świecie ich potrzebują. Pokazuje to coraz większa liczba producentów tworzących Chromebooki. Co więcej, często są to te same firmy, które niewiele ponad rok temu wycofywały z rynku ostatnie modele netbooków. Sam jednocześnie rozumiem i nie rozumiem tej sytuacji. Jeszcze niedawno możliwe było kupienie ciekawych, 11-calowych komputerów opartych na starej-ale-jarej platformie AMD Brazos lub na nowszych modelach Atomów, które wystarczały do wykonywania codziennych zadań.

Teraz ludzie chcą kupować minimalnie tańsze Chromebooki, które co prawda działają o wiele dłużej na akumulatorze, ale w porównaniu z urządzeniami wyposażonymi w system Windows mają niemal zerowe możliwości. O tym, że nie można lekceważyć rynku Chromebooków świadczą już nawet statystyki. Według nich komputery z systemem Chrome OS to aż 35 proc rynku wszystkich sprzedanych w tym roku komputerów PC w USA. Dodatkowo Dell odwołał przyjmowanie zamówień na swojego nowego, 11-calowego Chromebooka, bo... nie jest w stanie dostarczyć na rynek odpowiednio dużej liczby urządzeń. Jest to zatem bardzo chłonny rynek, o który warto powalczyć.

I to właśnie zamierza zrobić Microsoft

Wiemy to po zapowiedziach nowych urządzeń wyposażonych w system Windows 8.1 with Bing, czyli wersję Windows 8.1 ze zintegrowaną wyszukiwarką Bing stworzoną z myślą o tanich urządzeniach. Jednym ze sprzętów, który będzie w nią wyposażony jest komputer Gigabyte Q21. Komputer ma całkiem ciekawe podzespoły. Zastosowano w nim 11,6-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 1366 x 768 pikseli, procesor Celeron N2807 oparty o architekturę Intel Bay-Trail, 2 GB pamięci RAM, dysk twardy o pojemności 500 GB oraz akumulator o pojemności 24 Wh.

Gigabyte Q21

Oprócz tego Gigabyte Q21 obsługuje najnowsze standardy łączności, takie jak USB 3.0 oraz Bluetooth 4.0. Sprzęt ma być również sprzedawany w droższej wersji, wyposażonej w droższą wersję systemu Windows, nieco szybszy procesor Intel Celeron N2930 oraz dysk hybrydowy składający się z napędów SSD oraz HDD. Oprócz tego pamięć operacyjną komputera można rozszerzyć do 8 GB. Niestety, Gigabyte nie zdecydował się na podanie ceny sprzętu.

Jednak po ostatnich zapowiedziach Microsoftu podejrzewam, że Gigabyte Q21 kosztował około 200 dol.

Taka cena umożliwi dosyć łatwą rozprawę z Chromebookami. Będzie to zadanie o tyle prostsze, że specyfikacja techniczna Gigabyte Q21 jest podobna, jak w przypadku tanich Chromebooków. Oznacza to, że producenci będą mogli wykorzystać już stworzone modele Chromebooków i na ich bazie zbudować tanie komputery z systemem Windows, a urządzenia wyposażone w system Chrome OS nie będą miały absolutnie czym zachęcić do siebie użytkownika. W końcu kto zdecyduje się na nabycie Chromebooka, gdy za identyczną lub zbliżoną cenę będzie mógł kupić komputer o znacznie większych możliwościach i ogromnej bazie gier oraz oprogramowania. Dodatkowo Microsoft też nie będzie na tym specjalnie stratny, gdyż odbije to sobie na zdobytych danych.

gigabyte q21

W końcu Microsoft, tak jak Google, żyje przede wszystkim z przetwarzania danych

Jasne jest, że w celu długofalowego rozwoju w świecie Internetu rzeczy musi pozyskiwać ich jak najwięcej. Teraz nie tylko zdobędzie nowych użytkowników (lub zatrzyma przy sobie starych), ale też zaoferuje im system, w którym będzie można korzystać przede wszystkim z Binga. Możemy  też podejrzewać, że w tej wersji oprogramowania zmiana wyszukiwarki nie będzie zbyt łatwa, więc Microsoft dostanie jeszcze więcej danych niż zwykle. A oprócz tego za rok duża część użytkowników komputerów zasili konta Microsoftu pieniędzmi za abonament Office 365. Firma z Redmond zapowiedziała bowiem, że system Windows 8.1 with Bing będzie dostarczany z jego roczną subskrypcją. To dostatecznie długi czas, by użytkownik uznał to za prezent i przyzwyczaił się do pakietu biurowego na tyle, by go następnie kupić.

Oznacza to, że Microsoft przełknął gorycz porażki, odrobił ważną lekcję, a teraz będzie próbował dobrać się do skóry Google’a jego własną metodą. Szczerze nie wiem, jak ta batalia się skończy, ale jednego jestem pewien. Będzie to ciekawe widowisko, a najwięcej skorzystamy na nim my, użytkownicy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst