Foto  / Artykuł

Olympus OM-D E-M1 – król bezlusterkowców, ale czy tego potrzebujemy? Gdzie zmierza rynek aparatów bez luster?

146 interakcji
dołącz do dyskusji

Olympus w tym tygodniu zaprezentował swój najnowszy aparat bezlusterkowy: OM-D E-M1. Jest to obecnie chyba najbardziej zaawansowany bezlusterkowiec świata. Tylko czy aby na pewno tego oczekują klienci?

Olympus ze swoim OM-D E-M1 celuje bardzo wysoko. W założeniu ma on przełożyć ergonomię i osiągi zaawansowanych lustrzanek na świat bezlusterkowców. E-M1 dołącza do topowej linii Olympusa, tuż obok swojego starszego brata E-M5.

Parametry OM-D można podsumować krótko: OMG!

Nowy bezlusterkowiec to przede wszystkim nowa stabilizowana matryca, piekielnie szybki AF, wizjer optyczny i całe mnóstwo nowych technologii.

om-d em1

OM-D to konstrukcja, która aż krzyczy, że jest skierowana do profesjonalistów. Korpus nie boi się pracy w trudnych warunkach. Jest wykonany ze stopów magnezu, a wszystkie otwory są uszczelniane, podobnie jak w najdroższych lustrzankach. Dzięki temu można fotografować w sporym deszczu, w kurzu, czy w pyle. Jego kształt nawiązuje do starych lustrzanek Olympusa, choć robi to bardzo delikatnie. Design aparatu to połączenie popularnego ostatnio wzornictwa retro oraz współczesnych kształtów.

Olympus OM-D EM1-krople

Jako, że jest to przedstawiciel najwyższej linii Olympusa, na obudowie znajdziemy mnóstwo przycisków i pokręteł. Dzięki nim ma być ułatwiona bezwzrokowa obsługa aparatu, a po skonfigurowaniu przycisków właściwie nie będzie potrzeby odwiedzania menu. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest przełącznik 1-2. Za jego pomocą zmienia się funkcje przypisane do pokręteł.

Wewnątrz obudowy jest nie mniej ciekawie. Sercem aparatu jest zupełnie nowa matryca formatu Mikro Cztery Trzecie. Ma ona rozdzielczość 16 megapikseli i wykonano ją w technologii Live MOS. Matrycy nie przykrywa filtr dolnoprzepustowy AA – to odważne zagranie, dzięki któremu, zdjęcia będą dużo ostrzejsze. Co najważniejsze, sensor jest stabilizowany. Zastosowano tu 5-osiowy moduł stabilizacji znany z E-M5. Matryca oferuje zakres czułości ISO od 100 do 25600.

Olymps OM-D EM1 02

Asem w rękawie nowego OM-D EM1 jest nowy moduł AF. Rozpoznaje on czy podłączyliśmy do aparatu obiektyw Cztery Trzecie (poprzez adapter), czy dedykowany Mikro Cztery Trzecie. Dla tych pierwszych ostrość ustawiana jest poprzez detekcję fazy (rozwiązanie z lustrzanek), dla tych drugich uruchamia się detekcja kontrastu.

AF to obecnie największa bolączka bezlusterkowców, ale pierwsze testy EM1 pokazują, że szybkość jego AF zostawia w tyle lustrzanki entry-level.

Olymps OM-D EM1 01

Jeżeli chodzi o pozostałe parametry, producent nie oszczędzał na niczym. Mamy tu elektroniczny wizjer wysokiej klasy o rozdzielczości 2 360 000 punktów, migawkę z minimalnym czasem na poziomie 1/8000 s, duży, odchylany i dotykowy ekran, złącze lampy błyskowej (oraz gniazdo X do wyzwalania zewnętrznych lamp) oraz wbudowaną łączność Wi-Fi. Do aparatu przewidziany jest nawet osobny grip (pionowy uchwyt). Ba, producent podaruje go za darmo wszystkim, którzy zamówią aparat w preorderze.

Jak widać, Olympus postanowił pójść na całość. Także pod względem ceny.

Cena korpusu w Polsce została ustalona na poziomie 6990 zł. I właśnie w tym momencie powinna włączyć się czerwona lampka.

7 tysięcy złotych za aparat to dużo. Owszem, parametry EM1 są rewelacyjne, ale za tę kwotę można oczekiwać czegoś więcej. Aparat ma w założeniu konkurować z topowymi lustrzankami APS-C. Spójrzmy zatem, z kim przyjdzie mu się zmierzyć.

Najnowszy i obecnie najbardziej zaawansowany korpus APS-C Nikona to model D7100, który kupimy za 3800 zł. Nieco starszy, ale bardziej profesjonalny Nikon D300s to identyczny wydatek. Canon? Świetny EOS 7D kosztuje 4300 zł, a za nieco mniej zaawansowanego (ale nowszego) EOSa 70D zapłacimy dokładnie tyle samo. W takim razie może Sony? Cóż, zaawansowana Alfa 77 kosztuje 4600 zł. Z kolei topowy Pentax K-IIs to wydatek rzędu 4300 zł.

Jak widać, kwota dużo niższa niż 7 tysięcy złotych pozwala nam kupić dowolny topowy (i najnowszy!) korpus lustrzanki APS-C z oferty wszystkich producentów. Ba, w tym przedziale cenowym można już rozglądać się za aparatami z pełną klatką. W zasięgu jest Nikon D600 (6000 zł) i Canon EOS 6D (6500 zł).

Nikt nie przekona mnie, że Mikro Cztery Trzecie przebije pełną klatkę.

Przypominam, że Olympus OM-D EM1 ma matrycę w formacie Mikro Cztery Trzecie (M4/3). System ten jest bezpośrednią kontynuacją starszego Cztery Trzecie (4/3), który stosowany był w lustrzankach Olympusa. Kiedy pojawiła się techniczna możliwość przejścia na bezlusterkowce, Olympus zakończył produkcję lustrzanek i przerzucił się w 100% na aparaty bez luster. Użytkownicy systemu 4/3 zostali na lodzie, tkwiąc w martwym systemie. Korpusy się starzały, a szkieł nikt nie chciał kupować (no bo do czego je podpiąć?).

Na różowo - matryca M4/3, na niebiesko APS-C, na pomarańczowo pełna klatka. Kliknij, aby powiększyć.
Porównanie wielkości matryc. Na różowo - matryca M4/3, na niebiesko APS-C, na pomarańczowo pełna klatka. Kliknij, aby powiększyć.

Warto uzmysłowić sobie także, że matryce M4/3 i 4/3 są stosunkowo małe, jeśli mowa o poważnych zastosowaniach. System wyewoluował z czasów analogowych, konkretnie z filmu typu 110 o klatce wielkości 13 x 17 mm. Klisze te nie były traktowane przez nikogo serio, bo dawały dużo gorszą jakość obrazu od standardu 35 mm.

Podobnie jest teraz. M4/3, a pełna klatka (35 mm), to przepaść. Być może na obecnym etapie rozwoju głupotą jest narzekanie na słabe ISO czy małą dynamikę tonalną, ale faktem jest, że pod tymi względami pełna klatka wyprzedza obecnie wszystko. Nie wspominając już o małej głębi ostrości i plastyce obrazu, jaką oferuje full frame.

Gdzieś po drodze zatraciła się główna idea...

Idea bezlusterkowców jest mi bardzo bliska. Jestem użytkownikiem tego rozwiązania i kibicuję rozwojowi tej technologii. Uważam ją też za przyszłościową. Kiedyś być może aparaty bez luster zastąpią całkowicie lustrzanki.

Doceniam mały rozmiar i możliwości, jakie oferują bezlusterkowce. Jestem w stanie zrozumieć obecną politykę cenową, odpowiadającą cenom lustrzanek. Co prawda, bezlusterkowce to elektronika + soft, a w lustrzankach dochodzą jeszcze koszty całej mechaniki lustra, więc biorąc sprawę na logikę, bezlusterkowce powinny być tańsze od lustrzanek. No ale OK – bezlusterkowce są młode, nie są jeszcze tak popularne, więc koszty produkcji nie osiągnęły jeszcze poziomu lustrzanek. Na to obecnie się godzę.

Co innego jednak prezentuje najnowszy Olympus. Jest droższy niemal dwukrotnie od topowych lustrzanek APS-C i sporo droższy od podstawowych pełnych klatek. Nie wyobrażam sobie, że ktoś byłby w stanie dopłacić drugą równowartość aparatu za (wątpliwą!) miniaturyzację.

Zobaczcie sami, czy naprawdę zysk wielkości jest tak duży?

Olympus-EM1-vs-Pentax-K-5IIs
Nowy Olympus zestawiony z Pentaksem K-5IIs
olympus-om-d-e-m1-05
olympus-om-d-e-m1-07
olympus-om-d-e-m1-08

W ten sposób Olympus OM-D EM1 staje się karykaturą bezlusterkowca.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst