Tech  / Felieton

Nowe szaty Binga, czyli Microsoft chce być w centrum uwagi

177 interakcji
dołącz do dyskusji

Czy za zmianą wizerunku wyszukiwarki Microsoftu kryje się coś jeszcze? Wbrew pozorom: tak. Microsoft uruchamia całą wielką kampanię informacyjną, której główny komunikat jest bardzo ciekawy.

Co wybrać, Google czy Binga?

W Polsce odpowiedź na to pytanie nie jest trudna. Bing w naszym kraju jest wciąż tak ułomny, że nawet jeżeli zaprzemy się nogami i rękami, to i tak będziemy się wspomagać Googlem. W wielu krajach wybór nie jest już tak oczywisty. Wystarczy spędzić chwilę czasu w Stanach Zjednoczonych z komputerem z Windows 8 i smartfonem z Windows Phone 8. Bing wtedy zaczyna wyglądać cholernie atrakcyjnie. Wiem, bo zrobiłem taki eksperyment będąc niedawno w USA.

Microsoft jednak nie do końca uważa Binga za bezpośredniego konkurenta Google Search. I korzysta z okazji „rebrandingu” swojej wyszukiwarki, by to przekazać. Oczywiście, nie ma się co czarować. Microsoft śni o wielkiej klęsce Google’a i życzy mu wszystkiego co najgorsze (nawet za cenę milionów dolarów, jakie zarabia dzięki opłatom patentowym za wykorzystywanie niektórych rozwiązań w Androidzie). Faktycznie jednak korzystając z Windows 8 (a zwłaszcza z Windows 8.1) i aplikacji Bing na Windows Phone 8 można odnieść wrażenie, że to zupełnie inny produkt, mimo iż cel jest dokładnie taki sam: wyszukanie odpowiedniej informacji.

Nowe logo Binga ma symbolizować jego integrację z innymi produktami Microsoftu.

Bing ma być przestać postrzegany jako witryna internetowa, która prezentuje listę linków powiązanych z wpisanymi słowami kluczowymi. Bing ma symbolizować, cytując Scotta Ericksona z Microsoftu, „markę, która łączy techniki wyszukiwania informacji we wszystkich produktach których używasz na co dzień, by zapewniać ci odpowiednie informacje”.

Tłumacząc z górnolotnego na polski: Microsoft robi z Bingiem dokładnie to samo, co swego czasu z Internet Explorerem. Integruje związane z nim techniki we wszystkich swoich produktach. Kinect wykorzystuje bingowe rozpoznawanie mowy. Office potrafi umieszczać informacje pobierane bezpośrednio z Binga. Windows Phone i Windows wyposażone są w aplikacje, które informują nas o wiadomościach dnia, kursach walut czy prognozach pogody czerpiąc informacje bezpośrednio z Binga. To tylko nieliczne z dziesiątek przykłądów

Magia nie wynika z serwowania listy bimbaliona linków. Ludzie mogący robić rzeczy dzięki temu, co znajdą, to jest magia. Zapewnienie konkretnych informacji, tych istotnych, wynikających z kontekstu sytuacji. Znalezienie najszybszej drogi do celu, najnowszej gry na Xboksie, Bing to zapewni, tak jak zapewniał do tej pory – czytamy marketingową papkę na blogu Microsoftu.

Ta marketingowa papka przy okazji zmiany logo na nowe (swoją drogą: moim zdaniem jest paskudne) i kampanii reklamowej jest jednak bardzo istotna dla Microsoftu. Bing bowiem od dawna zmierza w kierunku bycia czymś bardziej na kształt Siri czy Google Now niż zwykłą wyszukiwarką. Nie potrafi jeszcze tak dobrze rozpoznawać kontekstowo mowy (to ma zmienić projekt Cortana), ale celem Binga jest konkurowanie z Googlem ale na własnych warunkach.

Korzystając z Surface’a i Lumii w San Francisco wykorzystywałem Binga intensywnie.

Prawie nigdy nie przeniósł mnie na listę linków. Chciałem coś zjeść? Bing zaproponował mi knajpy, w których moi znajomi z tego miasta lubią bywać. Chciałem dotrzeć na konferencję, nomen omen, Microsoftu? Od razu wiedziałem jaki środek transportu wybrać. Chciałem zrobić elektroniczne zakupy? Bing od razu mi mówił co dane urządzenie potrafi i jakie są alternatywy.

To, rzecz jasna, nie jest unikatowa cecha Binga. Google Now i Siri oferują podobne możliwości (a nawet większe, chociażby dzięki lepszemu kontekstowemu rozpoznawaniu mowy). Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z możliwości rozwiązania Microsoftu, które jest wyjątkowo elegancko wplecione w inne jego produkty.

Są jednak dwa problemy.

Po pierwsze, Microsoft nie po raz pierwszy promuje w ten sposób Binga i jak dotąd nie może się pochwalić spektakularnymi sukcesami. Windows 8.1 to właściwie jedyne, co się zmieniło od tego czasu. Nie ma więc powodów, by myśleć, że tym razem ci „biedni, nieświadomi konsumenci” w końcu pojmą „wspaniałość Binga”. A po drugie: te rozważania mają dla nas, Polaków, charakter czysto akademicki. Bo w Polsce Bing działa tak:

bing-1

Albo, co gorsza, tak:

bing-2

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst