Foto  / Artykuł

Manualne obiektywy na cyfrowych aparatach – poradnik

Ceny nowoczesnych obiektywów do lustrzanek i bezlusterkowców potrafią przyprawić o zawrót głowy. Najprostsze instrumenty kosztują kilkaset złotych, najdroższe – tego nie wie nikt. Na szczęście cyfrowe korpusy pozwalają na podłączenie starych, manualnych szkieł, które być może zalegają gdzieś na strychu u dziadka. A jeśli nie, ich oferta na serwisach aukcyjnych jest bardzo bogata.

Matryce nowoczesnych aparatów cyfrowych stawiają znacznie wyższe wymagania obiektywom, niż analogowy film. W dobie cyfry dużo łatwiej jest wychwycić nieostrość obiektywu, czy spadki rozdzielczości szkieł w specyficznych sytuacjach. Dlatego nowsze obiektywy to inne układy soczewek, często także elementy wykonane z rzadkich odmian szkła, które były niedostępne w produkcji w czasach analoga. To także znacznie lepsze powłoki pokrywające soczewki. Nie wspominając już o elektronice ukrytej pod obudową obiektywu, czyli systemach autofocusa i stabilizacji. Tego wszystkiego stare obiektywy z czasów analogowych nie posiadają. Mają jednak inną zaletę, którą potrafią zrównoważyć wszystkie braki – niską cenę.

Cena i dostępność to najważniejsze zalety

Na serwisach aukcyjnych i giełdach fotograficznych można znaleźć właściwie każde popularne szkło z czasów analogowych. Rynek wtórny jest niezwykle bogaty i można powiedzieć, że obiektywy manualne w dobie cyfry przeżywają swoją drugą młodość. Popyt na te szkła powoduje, że ich cena w ciągu kilku ostatnich lat znacznie poszybowała do góry. Ostatnimi czasy szkła niektórych systemów, takich jak np. Konica Hexanon podrożały kilkukrotnie, a to za sprawą bezlusterkowców, które nadają się idealnie do współpracy ze starymi szkłami.

W Polsce pierwsze skrzypce zdaje się grać system M42, który stosowany był m. in. w bardzo popularnych w Polsce rosyjskich Zenitach. Najpopularniejszym szkłem tego systemu jest bez wątpienia Helios 44M-4 o ogniskowej 58mm i światłosile f/2.0. Można go kupić już za ok. 50 zł, co jest ceną niezwykle małą jak na krótki obiektyw portretowy. Można też znaleźć całe mnóstwo obiektywów o ogniskowej 50mm, ponieważ było to standardowe szkło chyba wszystkich systemów fotograficznych. Drugą najpopularniejszą ogniskową jest 135mm, którą także większość producentów miała w swojej ofercie.

Rzecz kluczowa – odpowiedni bagnet

Nie ma róży bez kolców, dlatego przy zakupie manualnego obiektywu musimy zmierzyć się z pewnymi problemami. Głównym będzie najprawdopodobniej inny bagnet (mocowanie) obiektywu. Musimy się zatem wyposażyć w odpowiednią przejściówkę, za pomocą której podłączymy stary obiektyw do nowego korpusu. Istnieją przejściówki właściwie dowolnego typu, które umożliwią podłączenie „wszystkiego z wszystkim”. Jeżeli zakupimy np. przejściówkę Nikon F – M42, to za jej pomocą do lustrzanki Nikona podłączymy wszystkie obiektywy systemu M42. Każdy inny system wymagał będzie swojej własnej przejściówki.

Manualne obiektywy

Na tym polu bezlusterkowce spisują się znacznie lepiej niż lustrzanki. Wynika to z różnej odległości bagnetu od matrycy aparatu. W lustrzankach między matrycą a bagnetem znajduje się komora z lustrem, co zwiększa odległość obiektywu od matrycy. W bezlusterkowcach matryca jest zaraz za bagnetem. To drugie rozwiązanie pozwala podłączyć do bezlusterkowca manualne obiektywy właściwie każdego systemu. W przypadku lustrzanek może się okazać, że odległość matryca-bagnet jest większa, niż w manualnym systemie (np. M42), co spowoduje trudności w takim połączeniu.

Taka sytuacja występuje właśnie przy połączeniu body Nikona i szkieł M42. Zwykła przejściówka załatwi sprawę połowicznie, ponieważ nie pozwoli na ostrzenie obiektywem na dalekie odległości. Sytuację rozwiązuje specjalna przejściówka z soczewką, dzięki której możemy ostrzy ć na dalekie plany, ale soczewka powoduje spadek jakości obrazu. Nie ma róży bez kolców.

Niestety nie ma tu uniwersalnej rady co z czym można bezproblemowo połączyć. Trzeba takiej informacji poszukać w na własną rękę zanim zdecyduje się na jakiś system mocowania. Na tym polu bezpieczne pozostają bezlusterkowce, w których te problemy nie występują.

Z doświadczenia wiem, że przejściówek warto szukać na Ebayu. Dostawcy z Chin oferują ceny często nawet dziesięciokrotnie niższe, niż sprzedawcy na naszych rodzimych portalach aukcyjnych. Przy czym „polskie” przejściówki wcale nie są lepsze jakościowo – to dokładnie te same modele, które można znaleźć na Ebayu.

Brak elektroniki

Oczywisty brak elektroniki w manualnym obiektywie to także źródło problemów. Najbardziej oczywistym następstwem tego faktu jest brak autofocusa w manualnych szkłach. Ostrość będziemy ustawiać sami, kręcąc pierścieniem ostrości na obiektywie. Na lustrzance może to być skomplikowane, ponieważ małe wizjery stosowane w lustrach entry-level często nie pozwalają na precyzyjną ocenę ostrości sceny. Na tym polu lepiej sprawdzi się podgląd na wyświetlaczu.

Tutaj bezlusterkowce ponownie wygrywają. Paradoksalnie, za ich pomocą można dużo szybciej i precyzyjniej ustawiać ostrość jeśli mowa o manualach. Ekraniki umożliwiają powiększenie wybranego obszaru kadru, co ułatwi ustawienie ostrości. Ta funkcja może być aktywowana poprzez dotknięcie wybranego miejsca na ekranie, jeśli bezlusterkowiec ma ekran czuły na dotyk. Ponadto coraz więcej aparatów bez luster wyposażonych jest w focus peaking, który podświetla na wybrany kolor ostre obszary na zdjęciu. Funkcję tę mają bezlusterkowce Sony NEX, nowe Samsungi NX (m.in. NX300, którego niedawno testowałem), a także system Fuji X. Oto, jak to działa w praktyce:

Brak elektroniki w obiektywie może także oznaczać problemy z pomiarem światła. Najtańsze lustrzanki mogą nie oferować pomiaru światła z manuałami. Objawia się to tym, że aparat nie widzi nic przez obiektyw i nie może ustawić ekspozycji, co oznacza, że musimy fotografować w trybie manualnym i sami dobierać parametry ekspozycji. Taka sytuacja jest w najniższych lustrzankach Nikona, serii 3x00 i 5x00. Dopiero modele D7x00 mają pomiar światła z manualami. Problem ten, ponownie, nie występuje w bezlusterkowcach.

Jeżeli mamy lustrzankę, przed zakupem obiektywu sprawdźmy w specyfikacji, czy na pewno poradzi sobie ona z pomiarem światła. Funkcja ta może nosić nazwę „pomiar światła z obiektywami bez procesora (CPU)” lub po prostu „z obiektywami manualnymi”.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie

Obiektywy z czasów analogowych mają swoje lata i upływ czasu może być w nich widoczny. Z biegiem lat smar na pierścieniach może zasychać, a sam obiektyw może zasysać do wnętrza kurz. Dlatego ważne jest sprawdzenie przed zakupem stanu technicznego szkiełka. Musimy zwrócić uwagę na niemiłe niespodzianki jakie mogą czaić się na soczewkach, czyli grzyby i pleśń. To niestety dosyć częsta przypadłość tego typu obiektywów. Warto także sprawdzić, czy obiektyw jest sprzedawany z dekielkami. Z racji leciwego wieku, może być problem z ich dokupieniem dla niektórych obiektywów.

Równie ważny jest stan soczewek. Zdarte powłoki dyskwalifikują obiektyw. Trzeba pamiętać, że w pracy pod światło stare manuale i tak nie radzą sobie najlepiej. Zdarte powłoki sprawią, że w słońcu obiektyw będzie bezużyteczny.

Na koniec rzecz najważniejsza, czyli ogniskowa. Manualne obiektywy najpopularniejszych systemów współpracowały z aparatami na kliszę, czyli są dostosowane do pełnej klatki. Na lustrzankach i bezlusterkowcach z matrycą APS-C zmieni się ich kąt widzenia. Obiektywy staną się nieco węższe, niż były na analogu. Ogniskowa 50mm będzie się zachowywała tak, jak 75mm.

Jeśli jednak dysponujemy obiektywem do cyfrowych lustrzanek o ogniskowej 50mm, lub też np. obiektywem zmiennoogniskowym pokroju 18-55 lub 18-105mm, możemy sprawdzić jak zachowa się stary obiektyw na naszym korpusie. Ogniskowa 50mm ze starego manuala zachowa się tak samo, jak ogniskowa 50mm z naszego obiektywu zmiennoogniskowego.

Bardzo polecam zabawę ze starymi obiektywami. Za ułamek ceny nowego obiektywu można posmakować małej głębi ostrości i nowych sposobów fotografowania. Jest to opcja godna rozważenia zwłaszcza jeśli mamy już bezlusterkowca. Te aparaty są wręcz stworzone do takich eksperymentów. Jeżeli fotografowanie starym obiektywem nie spodoba nam się – nic straconego. Szkiełko i adapter można bez przeszkód sprzedać na rynku wtórnym, z zerową lub minimalną stratą.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst