Tech  / Felieton

Internet z rachunkiem za prąd - wreszcie

Czytałem wczoraj o tym, że Orange będzie współpracował z PGE "w zakresie wspólnej oferty i kanałów sprzedaży". W październiku ubiegłego roku podobną współpracę, choć kierowaną do klienta biznesowego podpisali Netia i RWE. To najpewniej wstęp do tego, aby internet od Orange był dostępny razem z prądem PGE i tym samym w końcu stał się naprawdę powszechny - tak jak na medium powszechnego dobra przystało. Oby jak najszybciej.

Czekam na tę chwilę z utęsknieniem, bo dziś internet to wciąż medium dla wybranych - najczęściej z miast, tych z nieco grubszymi portfelami. Jest ich dziś 16 milionów w Polsce, co oznacza, że co najmniej drugie 16 milionów albo nie ma w ogóle dostępu, albo nie korzysta. Pozostałe 6 milionów rezerwuję dla dzieci, które jeszcze nie potrafią czytać i dla starców, dla których pojęcie internetu do końca pozostanie abstrakcyjne.

Internet wciąż nie jest traktowany jako medium o podobnym znaczeniu jak woda, prąd, czy gaz. Wciąż przy budowie nowych domów i osiedli nie ma wymogu prawnego, by w przyłączu medialnym znajdował się także kabel z dostępem do globalnej Sieci. Wciąż wiele polskich szkół na tzw. prowincji nie jest podłączonych, a edukacja w zakresie podstawowej wiedzy na temat internetu i jego narzędzi nie jest standardem w polskim szkolnictwie. Dla wielu hoteli internet to wciąż dodatkowy luksus, za który trzeba słono płacić, a w zdecydowanej większości urzędów brakuje otwartych sieci WiFi dla gości.

Takie współprace jak ta Orange z PGE mają szansę to zmienić, choć nie łudzę się, że w tym konkretnym przypadku bardziej niż o szerzenie idei internetu jako podstawowego medium w życiu człowieka chodzi o aspekt czysto biznesowy. Ale niech i tak będzie, jeśli ma to skutkować tym, że więcej naszych Rodaków wejdzie do Sieci i w niej zostanie.

W idealnym scenariuszu, którego mam nadzieję, że doczekam, powinno być tak, że internet w domu powinien być zapisany ustawowo, a klient - dokładnie tak samo jak w przypadku wyboru dostawcy prądu - powinien mieć możliwość wyboru dostawcy internetu do swojego domu. Pamiętam, jak pewnego razu w mojej dzielnicy nastąpiła awaria, w wyniku której zabrakło wody dla kilkuset mieszkańców. Gmina z urzędu organizowała wtedy specjalne beczkowozy, które dwa razy na dzień dojeżdżały na moją ulicę, by dowieźć mieszkańcom wodę. Chciałbym doczekać tego samego, gdy zdarzy się awaria i padnie sieć.

Jesteśmy w przededniu kolosalnej rewolucji związanej z "internet of things". Większość urządzeń w naszych domach będzie wkrótce podpiętych do sieci, a smartfon ze stałym dostępem do mobilnego internetu stanie się centrum dowodzenia naszym domostwem. Dla coraz większej liczby osób internet będzie miejscem pracy, a to z kolei spowoduje, że fizycznie nie będą musieli udawać się do pracy, bo pracę będą mieli w domu. Coraz więcej spraw urzędowych będziemy załatwiać via internet. Zamiast zebrań w szkole, nauczyciel będzie urządzał hangouty z rodzicami. Do lekarza zapiszemy się w wirtualnej kolejce. I tak dalej, i tak dalej - tego akurat Czytelnikom Spider's Web tłumaczyć nie trzeba.

My już rozumiemy, że internet to nie fanaberia i luksus. Ważne, by zrozumieli to wszyscy inni. Takie projekty jak ten Orange/PGE mają szansę to spowodować, więc ja temu głośno przyklaskuję.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst