Tech

Guild Wars 2 kolejnym "WoW-killerem" w dobie najsłabszego WoWa w dziejach

Killerzy w świecie technologii mają o tyle niewdzięczne zadanie, że na palcach jednej ręki można policzyć tych, którym się udało. Niewielu jest także killerów, którzy wprawdzie nikogo nie zabili, ale całkiem zręcznie poradzili sobie w walce. Jest też wreszcie cała rzesza zabójców od lat notujących porażki i jedną z takich nisz jest właśnie rynek gier MMO.

Kiedyś rynkiem MMORPG władała Ultima Online, w 2004 roku nastała epoka World of WarCraft. Nie chodzi o to, że pod względem statystycznym był bezkonkurencyjny – kilku rzuciło mu całkiem poważne wyzwanie. Znakomicie radził sobie jednak jako projekt komercyjny, sprzedający kolejne dodatki za niemałe pieniądze, a jakby tego było mało – pobierający każdego miesiąca abonament. World of WarCraft przejął część widowni Diablo, sporą rzeszę fanów WarCrafta i na długo zadomowił się w umysłach graczy.

Trudno nawet powiedzieć jak wielu różnych producentów przez te wszystkie lata odgrażało się, że przebiją WarCrafta. Już pomijam nawet zupełnie anonimowe ekipy ze Skandynawii i innych zakątków świata, tworzące nowe marki w oparciu o własne fanaberie. WarCrafta nie zdetronizowały nawet Matrix, Władca Pierścieni, a wreszcie i Gwiezdne Wojny, które zresztą przerzucają się właśnie z abonamentów na mikropłatności. Jest w tym zresztą pewna metoda, bo to właśnie darmowe gry szybko wyłudzające z graczy masę drobnych wydatków, zdają się być komercyjną przyszłością rynku.

Z drugiej strony nie sposób nie wspomnieć o tym, że World of WarCraft tak słabej prasy jak w ostatnich miesiącach nie miał od dawna. Część graczy rozczarowana była nieco dodatkiem Cataclysm, części się zabawa po prostu znudziła, kolejni odeszli do Diablo III, a jeszcze inni są załamani perspektywą Mists of Pandaria, które do świata WarCrafta na stałe wprowadzą grywalną rasę przesłodzonych pand i kilka innych umiarkowanie obiecujących zmian. Jeśli WoW kiedykolwiek był w kryzysie, to on ma miejsce właśnie teraz i być może Guild Wars 2 zada kolejny cios.

To swego rodzaju ironia losu, że właśnie w tym momencie debiutuje kolejna część Guild Wars. Pierwsza pojawiła się na rynku w 2004 roku, dosłownie kilka chwil po premierze World of WarCraft i zwróciła na siebie uwagę zauważalnej części jego fanów… i przeciwników. A przypomnę tylko, że w 2004 roku nikt chyba nie przypuszczał, że WoW zadomowi się w domach graczy aż na tyle lat.

Czemu Guild Wars okazały się (umiarkowanym) sukcesem? Nie będę mamił wam oczu. Powody były dwa: to była bardzo dobra MMORPG (są pewne spory co do określenia gatunku, ponieważ świat nie dla każdego był taki sam, a gra stawiała na aspekt drużynowy, to jednak tylko semantyka), a po drugie: nie miała abonamentu. Wyobraźcie sobie teraz te wszystkie setki tysięcy młodych głównie graczy, którzy od tygodni zazdrośnie patrzyli na plecy płacącej abonamenty burżuazji grającej w WoWa (albo im się zwyczajnie nie spodobało), a teraz mogą w końcu za dużo mniejsze pieniądze przeżywać przygody w dopracowanej, kompozycyjnie zamkniętej produkcji.

Guild Wars 2 abonamentu posiadać również nie planuje, zamiast tego wprowadzi jednak system mikropłatności, czym chyba nieco niesłusznie sprowadza się do rangi wielu darmowych i quasiamatorskich MMORPG. Tym razem zresztą mowa o MMORPG w pełnym tego słowa znaczeniu, twórcy dali sobie spokój z tzw. „instancjami”. Czy w tej sytuacji Guild Wars postrzegam jako potencjalnego WoW-killera? Znów będę brutalnie szczery – World of WarCraft może spać spokojnie. Bardziej zastanawiam się czy Guild Wars 2 samo się nie wykończy.

Jedna jest dla Guild Wars nadzieja, a mianowicie – perfekcyjne wykonanie. Już na pierwszy rzut oka widać, że gra będzie najpewniej najładniejszym MMO na rynku. Jeśli do tego dojdzie porywająca kreacja świata, dobrze skonstruowana fabuła i grywalność, a Mists of Pandaria okażą się niewypałem, spora część graczy World of WarCraft zacznie szukać alternatywy i raczej nie skłoni się w kierunku ogólnodostępnych, darmowych produkcji. To jednak bardzo dużo różnych czynników, które muszą się spełnić równocześnie. Być może przyjrzymy się Guild Wars 2 nieco bliżej, ponieważ ta premiera może mieć pewne konsekwencje dla całego gatunku MMORPG właśnie. A na pewno odpowie na kilka pytań.

Pikanterii dodatkowo dodaje fakt, że Guild Wars robi ekipa ArenaNet, dawni pracownicy Blizzarda. Na rynku hack&slashy jedynym realnym rywalem Diablo III jest seria Torchlight (choć niedawno zapowiedziano Sacred 3, które jednak robi studio prawdopodobnie kręcące dotychczas w niemieckich garażach niskobudżetowe filmy porno), również przygotowywana przez byłych pracowników Blizzarda. Jakby więc nie patrzeć – jeśli chodzi o RPG w warunkach sieciowych, mają w tym Blizzardzie po prostu dobre geny.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst