Angry Birds wylatują z mojego telefonu

Mateusz Nowak swojego czasu opisał bardzo ciekawe narzędzie do analizy aplikacji na Androidzie, pozwoleń im przydzielonych, informacji, do których mają dostęp itp. Ad Network Detector poinformował mnie wczoraj o bardzo ciekawej rzeczy – płatne Angry Birds, czyli te bez reklam, korzystają aż z 6 różnych sieci reklamowych, które zbierają dane o urządzeniu, sieci i użytkowniku, a 3 z nich bezpośrednio o lokalizacji.
JumpTap, AdMod, InMobi, Millennial, Burstly i GreyStripe, bo tak nazywają się owe rozwiązania reklamowe, zbierają informacje o unikalnym ID Androida, modelu urządzenia, sieci, jakiej używamy, lokalizacjach, IMEI telefonu… Sporo tego. I nie miałabym dużych pretensji, jeśi nie dwie rzeczy: fakt, że zapłaciłam za aplikację po to, by nie wyświetlały mi się reklamy, a co za tym idzie by nie być śledzona w celach reklamowych i to, że w Angry Birds używane jest aż 6 niezależnych, różnych rozwiązań reklamowych! Nie jedno, nie dwa, nawet nie trzy, a sześć.
Smutna prawda jest taka, że jesteśmy tylko mięsem, któremu można wyświetlać reklamy. Teraz, za tydzień w innej aplikacji korzystającej z tej samej sieci reklamowej – nieważne. Potrzeba informacji o nas, żeby można było nas “stargetować”, najlepiej jak najbardziej precyzyjnie. Gdyby urządzenia mobilne miały takie możliwości, to pewnie zbierałyby po cichu informacje o rozmiarach naszych butów, wymiarach, kolorze oczu, skóry, a najlepiej o naszych myślach i reakcjach. Dopasowana reklama – to jest to!
Wielu z nas woli, gdy wyświetla się reklama czegoś, co lubimy, niż kompletnie przypadkowa i niedopasowana reklama (pozdrawiam Facebooka, który uparcie reklamuje mi otwarcie Klubu Swingerskiego w Warszawie – oprócz tego, że z takimi klubami nie mam nic wspólnego, to na dodatek w Warszawie bywam bardzo rzadko i nie przepadam za tym miastem) rzeczy od czapy. Tylko, że takie zbieranie informacji o nas może wywoływać całkiem słuszny niepokój odnośnie prywatności. Najgorsze, że osoby takie, jak ja – które chciałyby zapłacić, żeby nie otrzymywać reklam i nie być śledzonym – nie mają praktycznie żadnego wyjścia.
No bo co z tego, że zapłaciłam te kilka złotych, skoro 6 różnych podmiotów zbiera sobie o mnie dane i część z nich przesyła nawet niezaszyfrowaną, ot tak. Angry Birds wylatują z hukiem z mojego telefonu i obiecuję sobie, że więcej nie zagoszczą w moim telefonie. Darmowe aplikacje, które też zbierają o mnie dane zostają, bo to część naszej umowy: korzystam bez opłat w zamian za reklamy etc. To podobnie jak z usługami Google’a czy Facebooka, dopóki są za darmo to zgadzam się na oddanie części swojej prywatności.
Jednak też bez przesady. W momencie, w którym ktoś zaczynie analizować moją mimikę, robić mi w tym celu zdjęcia czy nagrywać, to mam prawo poczuć, że moja prywatność jest naruszana w byt dużym stopniu – a Microsoft złożył podanie o przyznanie patentu na wyświetlanie reklam zgodnie z nastrojem reklamobiorcy przeanalizowanym przez Kinecta. Pewnie to się sprawdzi, ale… Gdzie jest granica?
Najgorsze jest to, że wpadliśmy w błędne koło. Im więcej kolorowych, nachalnych reklam, lub reklam w treściach, wyświetla i podaje się nam, tym rzadziej w nie klikamy i stajemy się niechętni. Więc reklamodawcy próbują podawać nam je jeszcze bardziej dopasowane, co szybko wychodzi nam uszami… Błędne koło.
Angry Birds gra według mnie nie fair i może jestem mało nowoczesna, ale nie mam zamiaru tolerować takich zagrywek.