Tech

Życie prywatne i praca w mediach społecznościowych - sami prosimy się o zakazy

Media społecznościowe zacierają granicę między życiem prywatnym a zawodowym. Który użytkownik Facebooka czy Twittera nie spotkał się z wpisami na temat pracy? To bardzo niebezpieczne, bo niestety rozsądek nie jest mocną stroną części społeczeństwa. Kiedyś głośna była sprawa pracownicy która rzekomo miała problemy zdrowotne a firma ubezpieczeniowa przyłapała ją na przebywaniu na wakacjach – wszystko dzięki zdjęciom na Facebooku, które kobieta wrzucała sama. Wiadomo też, że część pracodawców przy przyjmowaniu kogoś do pracy sprawdza jego profile w społecznościówkach, a coraz więcej firm określa zasady zachowania w internecie (np. Apple). To konieczne, bo jak się okazuje ludzie nie traktują jeszcze internetu jako poważnego medium, które może narobić szkód.

W Wielkiej Brytanii za aktywność na Facebooku zdyscyplinowano 150 policjantów, dwóch zwolniono, a co najmniej 7 skłoniono do opuszczenia pracy. Problemem były komentarze i zdjęcia umieszczane na największym serwisie społecznościowym. Organy kontrolujące zaznaczyły “niebezpieczne rozmycie granic między życiem prywatnym i zawodowym, nieodpowiednie zachowanie, umieszczanie w sieci zdjęć i informacji z operacji policyjnych czy nagabywanie innych”. Aktywność angielskich policjantów w sieciach społecznościowych jest już monitorowana.

W zeszłym roku dosyć głośnym echem odbiła się też sprawa ze Stanów Zjednoczonych, gdzie pracodawca żądał od kandydatów do pracy i pracowników udostępnienia prywatnych profili na Facebooku czy Twitterze, a nawet udostępnienia hasła. Jeden z kandydatów złożył pozew sądowy i wygrał. Jednak to jeden przypadek – przypuszcza się, że takie praktyki w krajach najmocniej nasyconych Facebookiem są coraz popularniejsze. Poza tym coraz więcej firm wprowadza zasady zachowania w internecie. Nie są one zazwyczaj kontrowersyjne, i jak w przypadku Apple dotyczą tego, co wypada i co nie wypada, i wpojeniu świadomości, że informacja o zatrudnieniu w profilu oznacza jednoczesne reprezentowanie swoją osobą pracodawcy.

Na fanpejdżu Spider’s Web na Facebooku mieliśmy kiedyś nieciekawą sytuację, gdy pewien osobnik podający się za pracownika Microsoftu w niewybredny sposób komentował wpisy. Okazało się, że osobnik ów nie pracował w Microsofcie, ale sprawa świetnie pokazała, jak internet potrafi namieszać i zaszkodzić wizerunkowi pracodawcy (nawet nieprawdziwego).

Dlaczego dopiero w ostatnich latach o takich sprawach robi się głośno? Bo dotychczas jednostka nie miała tak łatwych możliwości przebicia się do opinii publicznej. Na pracę można było narzekać w kręgu rodziny czy znajomych, można było o niej opowiadać i nawet zdradzać “sekrety”, jednak nie rozprzestrzeniały się one globalnie. Obecnie jest to banalne – większość przecieków czy informacji o tym, jak wygląda praca w poszczególnych korporacjach z punktu widzenia zwykłego pracownika pochodzi właśnie z mediów społecznościowych.

Co jest więc problemem? To proste, chodzi o ludzką… nieświadomość i niedbałość. Taki policjant wrzucający zdjęcie skutego podejrzanego z niewybrednym komentarze nie zdaje sobie sprawy, jaki opłakany może mieć to skutek.

“Ludzie mają prawo być głupimi”, jednak z tej racji w możemy spodziewać się coraz częstszych szkoleń dotyczących zachowania w mediach społecznościowych, jak również zakazania określonych czynności w publicznej sferze internetu. Może nam się to nie podobać, ale sami aż prosimy się o takie regulacje.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst