Tech  /

Media społecznościowe to nie tylko rozrywka

Picture of the author

Media społecznościowe to nie tylko rozrywka, więzi międzyludzkie i pole dla internetowego marketingu. Wielomilionowe skupiska użytkowników są świetnym polem do obserwacji zachowań, gromadzenia informacji a nawet badań. Projekt Indigenous Tweets powstał, by skatalogować wiadomości z Twittera napisane w ginących językach. Na Facebooku istnieją grupy zrzeszające użytkowników posługujących się niemal zapomnianymi językami. O tej roli social mediów mówi się rzadko i zbyt mało. Rozrywkowe i użytkowe aspekty przysłaniają te ideowe, dzięki którym okazuje się, że portale społecznościowe nie są w ogólnym rozrachunku takim złym pożeraczem czasu, jak je malują.

Kto zdaje sobie sprawę, że wiadomości na Twitterze pisane są w ponad pięciuset językach? Zautomatyzowany proces rozpoznawania tego, który użytkownik tweetuje w jakim języku pozwala na wyłapanie tych rzadkich okazów, takich jak baskijski czy języki australijskich aborygenów. Przykładowo irlandzkim galijskim regularnie na Twitterze posługuje się ponad 1000 osób. Znaleziono nawet 5 wiadomości napisanych w Nawat, języku Ameryki Środkowej, którym posługiwano się przed przybyciem Hiszpanów. Indigenous Tweets zbiera wszystkie wiadomości, kataloguje je i pozwala na obserwację ponad 70 ginących języków. Biblioteka od marca nieustannie się powiększa, można też zauważyć, że sami użytkownicy po uruchomieniu projektu zwiększyli swoją aktywność i coraz chętniej tweetują w niemal zapomnianych językach.

Facebook jak na razie nie doczekał się tak scentralizowanej formy badań, za to ożywia ginące języki. Grupy, które zrzeszają fanów i nie tylko poszczególnych dialektów i języków działają prężnie i wymuszają na zainteresowanych używanie ich. Tak jest na przykład z walijskim – około 300 grup deklaruje znajomość walijskiego, a jedna z nich zebrała około 20 tysięcy członków. Według naukowców to bardzo pozytywne – nawet, jeśli ktoś zna język tylko pobieżnie, to dzięki uczestnictwie w takiej grupie ma większą motywację do nauczenia się go.

Dla lingwistów to niezwykle interesujące zjawisko, bo język używany przez internautów różni się od tego podręcznikowego. Według Marka Abley’a, brytyjskiego pisarza, co dwa tygodnie ginie jeden z zagrożonych języków. Według różnych szacunków w użyciu jest ich jeszcze około 6 tysięcy, ale zostają zapomniane coraz szybciej. Jako część historii i świadectwa kulturowego wymagają jeśli nie ochrony, to przynajmniej zapamiętania i zapisania. Projekty typu Indigenous Tweets i oddolne inicjatywy, jak te z Facebooka, znacznie ułatwiają to zadanie.

Zresztą nie tylko językowo sieci społecznościowe są warte obserwacji. Aktywność użytkowników jest genialnym wręcz materiałem do badań nad zachowaniami ludzkimi. Specjaliści już wyodrębniają pewne nowe, wyewoluowane z realnego życia zachowania i syndromy, jak na przykład nowy narcyzm. Nie jest to jeszcze zdiagnozowana jednostka, ale naukowcy coraz częściej określają widoczne symptomy. Nowy narcyzm polega na nadmiernym zaangażowaniu w tworzenie swojego wizerunku w mediach społecznościowych. Dziesiątki (a nawet setki) zafałszowanych, przerobionych zdjęć nie oddających rzeczywistości mają na celu uzyskanie aprobaty środowiska. Przejawia się to także wzmożoną aktywnością, gdy użytkownik upublicznia praktycznie każde swoje działanie (wyjście do klubu, na spacer czy nawet pójście do łazienki). To typowa przypadłość z serwisów społecznościowych – wcześniej użytkownicy nie mili po prostu możliwości tak szerokiej ekspozycji własnej osoby.

Kolejnym rozwiniętym przez sieci społecznościowe zachowaniem z rzeczywistości jest FOMO, “Fear Of Missing Out”. To ciągłe porównywanie siebie z innymi, a zwłaszcza sukcesów i obranej drogi życiowej. W czasach przed social mediami takich okazji było znacznie mniej – spotkania klasowe, przypadkowe wiadomości o znanych ze szkoły rówieśnikach czy byłych współpracownikach. Teraz można to robić nieustannie sprawdzając profile na Facebooku czy innych serwisach. Skutki są różne – pozytywne, gdy takie porównywanie motywuje do działania lub negatywne, gdy okazuje się, że inni osiągnęli to, co jednostce się nie udało.

Takie zachowań i syndromów jest mnóstwo. Dotychczasowe ich badania były trudniejsze, ale media społecznościowe znacznie je ułatwiły. Dla socjologów, psychologów i armii innych specjalistów to świetna pożywka, dzięki której szybciej i jaśniej mogą potwierdzać i obalać tezy, wgłębiać się w ludzką psychikę oraz złożoność osobowości.

Jednak media społecznościowe oprócz walorów czysto naukowych przynoszą także inne korzyści. Coraz częściej wykorzystuje się je jako kanał błyskawicznego powiadamiania. W Stanach Zjednoczonych uruchomiono lokalne grupy AMBER Alert, czyli systemu używanego przy poszukiwaniu zaginionych dzieci. Teraz rząd zastanawia się, czy nie wykorzystać Facebooka w celu ostrzegania o atakach terrorystycznych. W 2010 roku przeciętny amerykański internauta spędził na Facebooku 12,3% całego czasu spędzanego online, więc zasięg jest znaczny.

Facebooka używa się też na przykład do kontaktu z oficjalnymi komórkami urzędniczymi. General Services Administration z USA ma podpisaną umowę z Facebookiem i zapewnia petentom szybki kontakt i możliwość znalezienia odpowiedzi na podstawowe pytania bez potrzeby wchodzenia i szukania na stronach urzędu.

Pomysłów na wykorzystanie social mediów jest mnóstwo. Zaadaptowały się w krajobrazie internetowym tak szybko i naturalnie, że ich coraz częstsze użytkowe role przyjmowane są bez zdziwienia. I w tę stronę będzie podążał ich rozwój – sieci społecznościowe nie jako osobny twór rozrywkowy, a jako narzędzie czysto użytkowe.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst