Tech

Tablet za 100 dolarów

Projektowi laptop dla każdego dziecka (OLPC – one laptop per child) udało się w zasadzie jedno – otworzyć oczy świata na małe komputerki. Wprawdzie do tej pory nie udało się zapewnić każdemu dziecku na świecie dostępu do komputera, ale udało się wypromować kategorię netbooków. Dzisiaj OLPC ma pomysł na coś nowego – tablet za 100 dolarów.

Inicjatywa OLPC ruszyła w 2005 r. jako wielkie przedsięwzięcie, którego celem była walka z analfabetyzmem, także tym cyfrowym, na świecie. Wierzono, że da się zbudować komputer za 100 dolarów, który mógłby trafić pod strzechy w każdym zakątku świata. Dzięki temu szanse edukacyjne dzieci i nastolatków z różnych części świata miały się zrównywać. Udała się średnio – wprawdzie po wielkiej kampanii Give One, Get One w 2007 r. sprzedano ponad 160 tys. tanich laptopów (choć nie za 100 dol.), to jednak dzieci w bezkresnych otchłaniach Afryki, czy Azji ciągle mogą o nim jedynie pomarzyć.

Teraz One Laptop Per Child ma nowy pomysł, który ponoć tym razem rzeczywiście zostanie przekuty w realne przedsięwzięcie – tablet za 100 dolarów dla dzieci. Ogłoszono właśnie partnerstwo z firmą Marvell, która ma wyprodukować urządzenie w 2011 r. Cena ponoć kompletnie nie gra roli, bo da się tablet wyprodukować za 75 dol. Jeśli wierzyć słowom jednego z szefów Marvella, to tablet będzie wyposażony w system Google Android.

Koncept robi naprawdę świetne wrażenie: jest ultra cienki i ma mieć wyświetlacz dobrze wyświetlający treści zarówno podczas słonecznego dnia, jak i w nocy, ale znając życie na tym ciekawym pomyśle się skończy?, choć warto się przyglądać projektowi, który ma zadebiutować już w styczniu 2011 r. podczas targów Consumer Electronics Show.

Sprawa cyfryzacji edukacji szkolnej to śliska sprawa, także i w Polsce. Dosłownie kilka dni temu Polskę obiegł pomysł (wyborczy – to ważne) Waldemara Pawlaka, który rzucił podczas jednego z wywiadów pomysł, że fajnie by dzieciom i studentom w Polsce zapewnić takie urządzenia jak iPad. Po mediach przetoczyła się fala żywiołowych dyskusji, w których przeważający głos krytykował naszego zakochanego w technologii wicepremiera – że to kolejny pomysł z gatunku science-fiction, że trzeba by się uczyć obsługi, a to zajmie lata, a że na pewno ktoś by na tym zarobił i o to w zasadzie chodzi, a że na co to komu skoro takie fajne są książki w tornistrach.

Zarówno OLPC, jak i Waldemar Pawlak w swoim wyborczo-PRowym tricku zapominają jednak o najważniejszym – najpierw trzeba społeczeństwo technologicznie edukować; pokazywać przeciętnym członkom społeczności, że technologiczne nowinki to nie antychryst, lecz przydatne narzędzia do nauki, pracy i rozrywki. Bo tak, nawet jeśli dzieci w Kongo dostaną dotykowe tablety za 75 dol, a polscy siedmiolatkowie iPady, to nie będzie wiadomo co z nimi w ogóle zrobić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst