Tech

Ile kosztuje wypromowanie produktu przez Apple'a

Apple może cieszyć się największą ze wszystkich technologicznych firm na świecie atencją mediów, które zapewniają firmie darmową ekspozycję znaków towarowych. Apple może mieć najbardziej naturalny „PR” ze wszystkich globalnie rozpoznawalnych firm świata. To jednak nie oznacza, że Apple nie wydaje dużych pieniędzy na reklamę swoich top produktów.

Każdy debiut nowych produktów Apple’a jest okraszony sporymi budżetami reklamowymi. Wprowadzony w 2001 r. iPod dostał w pierwszym roku budżet 28,5 milionów dolarów na reklamę. Trafił on głownie do telewizora (16,3 mln) oraz prasy konsumenckiej (9,6 mln). iPhone, który cieszył się nie mniejszym naturalnym „buzzem” niż dzisiejszy wielce prawdopodobny debiut nowego cuda, dostał na wsparcie reklamowe 16,6 milionów dolarów w 2007 r., czyli pierwszym roku jego obecności na rynku. Większą część budżetu dostały ponownie stare media na czele z telewizorem – 9,3 mln dolarów oraz prasą konsumencką – 5,6 mln. Dla porównania można podać wartość 124,3 milionów dolarów, które Apple w tym samym roku wydał na reklamę? iPodów i iTunesa.

Można by powiedzieć, że 16,6 mln dolarów to nie dużo, jeśli porówna się to z całkowitym budżetem reklamowym Apple’a w 2007 r., który wynosił aż 467 milionów dolarów. Należy jednak pamiętać, że inwestycja reklamowa w nowy produkt, który jeszcze nie generuje przychodów jest zawsze nieco ryzykowna. W całym 2007 r. iPhone nie dodał Apple’owi więcej niż 700 – 800 mln dolarów do obrotów.

Na reklamę Apple wydaje jednak mniej niż rywale z najbliższego otoczenia konkurencyjnego. W 2009 r. budżet reklamowy Apple’a wyniósł 501 milionów dolarów, a to stanowiło 1,37% przychodów ze sprzedaży firmy. Microsoft przeznaczył na ten cel aż 2,40% całkowitych obrotów, przy nominalnym budżecie prawie trzykrotnie wyższym – 1,4 miliarda dolarów.

Ciekawe, czy ktoś podjąłby się oszacowania wartości reklamowego „buzzu”, które media za darmo robią Apple’owi i jego produktom przed, w trakcie i po ich debiutach. Liczba doniesień, spekulacji, przecieków, wykradzionych „niby-zdjęć”, rozmów, wywiadów, cytatów na temat niewydanego jeszcze nowego produktu Apple’a w 2010 r. ma przecież swoją wymierną wartość materialną. Z pewnością zrobiłaby ona wrażenie na niejednym przedstawicielu agencji reklamowych. Ma to bowiem bezpośrednie przełożenie na budowanie naturalnego (lub sztucznego jak kto woli) zapotrzebowania na nowy gadżet Apple’a.

Na kilka dni przed dzisiejszym keynote firma ChangeWave zrobiła badania, z których wynika, że 14% konsumentów w Stanach Zjednoczonych rozważyłoby zakup tabletu Apple’a, a 4% kupiłoby go na pewno. To dokładnie takie same wyniki jak 5 lat wcześniej przed wprowadzeniem na rynek komputerów Mac z procesorami Intela. Jeszcze bardziej optymistyczne wyniki badań przyniósł raport VoucherCodes z rynku brytyjskiego, na którym aż? 54% konsumentów rozważyłoby zakup tabletu Apple’a (choć bez wahania kupiłoby go mniej ludzi niż w USA, bo tylko 2%).

Oczywiście jakkolwiek przywiązywanie większej wagi do znaczenia powyższych „sondaży” (bo tak chyba należałoby je traktować) jest niewskazane, to o tyle wyniki te mogą sygnalizować jedno – rynek w postaci zaintrygowanego klienta jest przygotowany. I abstrahując już nawet od rewolucyjnych (bądź też nie) funkcjonalności nowego gadżetu Apple’a, to można być pewnym, że przy niegasnącym naturalnym wsparciu PR oraz niemałym zapewne budżetem reklamowym Apple’a przeznaczonym na debiut urządzenia, to jeśli sam produkt nie okaże się: a) wadliwy, b) ohydny w wyglądzie; c) skomplikowany w użyciu, sukces rynkowy ma jak w kieszeni.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst