– Mam znajomych lekarzy z prowincji, którzy właśnie przeżywają najgorsze stresy w swoim życiu. Te ciągłe badania, dezynfekowanie siebie i otoczenia, budowanie jakiś śluz z kartonów, bo nic innego im nie zapewniono. Odsyłanie chorych, brak sprzętu, brak łóżek. To jest jak warunki frontowe. Oni po tym wszystkim będą mieli potężny syndrom stresu pourazowego – wzdycha Murawiec. Niestety, na scenariusz z PTSD u pracowników ochrony zdrowia wskazują wszystkie badania zajmujące się psychologicznymi skutkami pandemii.
– Nie mogą zapewnić wszystkim chorym pomocy, a to jest dewastujące dla psychiki. Obawialiśmy się tego już w marcu i dlatego wtedy przez pewien czas funkcjonował taki nocny dyżur dla ratowników, pielęgniarek, pielęgniarzy, lekarzy. Tyle że było zaskakująco mało zgłoszeń – podkreśla Libman-Sokołowska. A było ich mało, bo lekarze i ratownicy po prostu nie mają czasu, by zadbać o samych siebie. Wypierają osobiste problemy, skupiając się na pracy, są bardzo zadaniowi.
Ministerstwo Zdrowia ma na to raczej skromną radę: – Wszystkim osobom, w tym także pracownikom ochrony zdrowia, przysługuje możliwość uzyskania wsparcia z zakresu ochrony zdrowia psychicznego świadczonej przez specjalistów udzielających świadczeń zdrowotnych ww. ramach świadczeń gwarantowanych.