SW+

Zapomnijmy o starej szkole. Wykorzystajmy doświadczenie pierwszych zdalnych lekcji, by zmienić ją na lepsze

Zmęczeni, wyobcowani i na pożyczonych laptopach. Tak czują się uczniowie i nauczyciele po pierwszych doświadczeniach zdalnego nauczania, które koronawirus zafundował polskiej oświacie. Czy z chałupniczej teleszkoły możemy jednak zrobić taką, która zaoferuje edukację na miarę XXI wieku? 

– Stres, ogrom prac pisemnych zadawanych przez e-mail i ilość zadań, które przerosłyby niejednego pracownika korporacji – tak Gosia, uczennica jednego z warszawskich liceów, wspomina początki zdalnej edukacji. – W pewnym momencie miałam już dość. Zapłaciłam swojej koleżance za odrobienie części lekcji z języka polskiego. I bez tego przy komputerze spędzałam po 10-12 godzin dziennie – opowiada nastolatka. 

Ta męczarnia miała potrwać tylko do końca roku szkolnego. Miała. Jednak druga fala pandemii na nowo zmusza rząd do zamykania szkół. Wraz z lawinowym wzrostem zachorowań stało się jasne, że próba całkowitego powrotu do nauczania w murach szkół jest skazana na porażkę. Przed ekrany komputerów zamiast do szkolnych ławek trafiają kolejne klasy, szkoły, a nawet całe roczniki. 

Sytuacja po wiosennym lockdownie nie jest tak nowa. Ale to i tak nie oznacza, że tym razem teleszkoła przyjmie się dużo łatwiej. Wnioski i rekomendacje dotyczące tego, co zrobić, by zamiast męczarni była nowoczesna edukacja, przedstawia raport „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” przygotowany przez Fundację Dbam o Swój Z@sięg, Fundację Orange i Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej. 

Owszem, krytycznie diagnozuje skutki przeniesienia edukacji do domów, ale daje też nadzieję i konkretne pomysły na to, jak przygotować się do takich wyzwań.

Nowe nierówności społeczne 

Badanie zostało przeprowadzone wśród 34 szkół z całej Polski tuż przed wakacjami – między 12 maja a 12 czerwca. Wówczas wydawało się, że pierwszy lockdown będzie tylko nieprzyjemnym epizodem. Takim kubłem zimnej wody wylanym na polską oświatę, po którym będzie można zawinąć się w kocyk i stopniowo wracać do swojej strefy komfortu, czyli szkolnych, murów, ławek i dzwonków wzywających na lekcje. 

fot. Fundacja Orange

Nic z tego. Choćby i pandemia się skończyła, to trzeba sobie jasno powiedzieć: nauczanie zdalne i hybrydowe zostanie z nami co najmniej na najbliższe miesiące, jeśli nie lata. A dziś wraz z nową falą zachorowań uczniowie i nauczyciele wracają dokładnie w to samo miejsce, które opuścili wraz z dzwonkiem obwieszczającym koniec poprzedniego roku szkolnego. Przyjrzyjmy się więc dokładnie temu „krajobrazowi po bitwie”.

Choć na początku lockdownu wydawało się, że największym problemem dla teleszkoły będą braki sprzętowe zarówno w domach uczniów, jak i u nauczycieli, to okazuje się, że jednak ten kłopot był i tak jednym z łatwiejszych do rozwiązania. Gdy uczniom brakowało laptopów, to sytuację ratowały po prostu smartfony. 

Tyle że nie jest to oczywiście rozwiązanie doskonałe. Trudno jest przecież prowadzić zajęcia, mając do dyspozycji kilkucalowy telefon lub laptop o niewystarczających możliwościach. Na brak laptopa z kamerą narzekało aż 14 proc. nauczycieli i 29 proc. uczniów. Kolejnych 8 proc. pedagogów i 23 proc. ich podopiecznych miało w mieszkaniu tylko jeden taki sprzęt i musiało go dzielić z resztą domowników. Efekt? Mniej więcej co czwarty uczeń i nauczyciel musiał po prostu kupić nowy sprzęt.

Nie lepiej sytuacja wygląda z jakością połączenia internetowego. Co drugi ankietowany miewał problemy z pobieraniem dużych plików i oglądaniem wideo. Nauczyciele, uczniowie i ich rodzice zaczęli nerwowo wertować oferty operatorów telekomunikacyjnych. Ok. 20-30 proc. musiało inwestować w dodatkowe pakiety transferu danych. 

Zdaniem Juliena Ducarroza, prezesa Orange Polska edukacja w dobie COVID-19 obnażyła nierówności. W wielu domach nie udało się zapewnić podstawowych warunków do nauki zdalnej. W rezultacie niektórzy uczniowie dosłownie zniknęli z systemu edukacyjnego na całe miesiące – mówił podczas konferencji on-line „Jutro w szkole. Szkoła Jutra” zorganizowanej przez Fundację Orange.

– Pamiętajmy, że to wszystko dzieje się po kilku latach masowych inwestycji w infrastrukturę telekomunikacyjną, w kontekście budowy sieci światłowodowej i powszechnie dostępnej sieci 4G – dodaje prezes operatora.

Komputer 24/7

– Nauczyłam się organizować swój czas wolny – to jedno z twierdzeń, jakie padło w trakcie konferencji on-line „Jutro w szkole. Szkoła Jutra”. Nauka zdalna wymagała od wszystkich jej uczestników kompletnego przewartościowania swojego myślenia na temat edukacji. Teleedukacja uwidoczniła ważny problem: choć byli nauczyciele, którzy się starali, to jednak brakowało im kompetencji do umiejętnego przeniesienia dydaktyki ze szkolnych ław do biurek w domach uczniów. 

Podpięci pod smartfony, tablety i laptopy nauczyciele zapominali o działaniach przekładających się na ich dobrostan psychiczny. Ponad połowa przyznała, że poświęcała mniej czasu na uprawianie sportu, a ponad jedna trzecia ograniczyła wspólne spędzanie czasu z rodziną. Wraz z edukacją zdalną zaczęli natomiast przesiadywać do późnych godzin nocnych (40 proc.).

Problem z oderwaniem się od komputerów mieli również uczniowie. Połowa z nich po zakończeniu lekcji i odrobieniu prac domowych zmieniała po prostu zakładkę w wyszukiwarce i włączała seriale. 

Autorzy badania wskazują, że wraz z wdrożeniem pracy zdalnej w polskich szkołach lawinowo wzrosła ilość czasu, jaką nauczyciele (90 proc.) i uczniowie (62 proc.) poświęcali na wykonywanie swoich obowiązków. Do nauki wciągnięci zostali także rodzice. Co drugi z nich przyznawał, że w czasie pandemii musiał poświęcać więcej czasu na pomoc swojemu dziecku.

Psychika siada

Problemy z wyraźnym zaznaczeniem godzin swojej dyspozycyjności w połączeniu z brakiem ruchu i wszechobecnym chaosem odbiły się na psychice i uczniów, i nauczycieli. Co dziesiąty ankietowany uczeń przyznawał, że często chce mu się płakać, czuje się wyalienowany i po prostu smutny. Najgorzej przeżyła tę zmianę młodzież w okresie dojrzewania. Niemal co czwarty licealista opowiadał o nasileniu nastroju depresyjnego.

– Jestem przeciążona, zestresowana, żyję w ciągłym lęku i chciałabym już mieć normalną ilość zadań, bo obecnie nie potrafię sobie poradzić – tłumaczyła 17-letnia Magda.

Cytowana w raporcie uczennica wskazywała, że nauczyciele zasypują ją i jej kolegów zadaniami, nie zauważając przy tym problemów, z jakimi borykają się uczniowie. 

– Dla nich najważniejsze są oceny, a o prywatnych sprawach typu problemy w domu, problemy psychiczne, oceny oraz braki zadań chcą rozmawiać na forum klasy, co w moim odczuciu jest upokarzające – narzekała nastolatka. 

Pogorszenie samopoczucia deklarowało również 3-6 proc. nauczycieli. Ogółem o pogorszeniu nastroju otwarcie powiedziało 48 proc. uczniów i aż 65 proc. pedagogów. W tym samym czasie tylko od kilku do kilkunastu procent ankietowanych stwierdziło, że czuje się lepiej niż przed wprowadzeniem nauki na odległość.

Budujmy nowe na tym, czego doświadczyliśmy

– Wnioski z tego doświadczenia nie są rzeczywiście szczególnie budujące. Ale kluczowe, że je mamy. Teraz powinniśmy jak najszybciej na ich podstawie wprowadzać konkretne rozwiązania. W końcu przecież mówimy o edukacji, a ta musi się zmieniać i sama uczyć – podkreśla Magdalena Bigaj, współautorka raportu, wiceprezeska Fundacji Dbam o Mój Zasięg. 

Podstawowy wniosek, który już wszyscy specjaliści wyciągnęli: zdalna edukacja mocno różni się od tej praktykowanej na żywo. By była sprawna i dawała pozytywne efekty, nie może być lustrzanym odbiciem starego typu lekcji. Symulowanie lekcji klasowych w sytuacji domowej kończy się klęską, 45 minut w szkole na żywo nie jest tym samym co 45 minut przed ekranem, a sprawdzanie listy obecności z dziennika, gdy przecież nauczyciel widzi, kto jest dostępny on-line tylko ośmiesza samego nauczyciela. 

fot. Fundacja Orange

Część pedagogów zupełnie zignorowała możliwości, jakie daje im komputer. Lekcje wyglądały schematycznie – wykład i podyktowanie pracy domowej. Na wykorzystanie edukacyjnych gier on-line i quizów decydowali się nieliczni. Nic dziwnego, że uczniowie szybko zaczęli narzekać na problemy z koncentracją. Trudności w skupieniu się na przemowie nauczycieli miało 27 proc. ankietowanych.

Zagubienie nadrabiano zwiększając liczbę prac pisemnych. Liczba nauczycieli, którzy robili to „co najmniej często”, poszła w górę o 10 punktów procentowych (z 32 do 42 proc.). – Metody pracy stosowane w klasie szkolnej przenosimy do klasy wirtualnej – podsumowuje te wyniki prof. Grzegorz Ptaszek, jeden z autorów raportu.

Naukowiec dodaje, że edukacja zdalna wymaga innej metodyki, innego sposobu myślenia o uczniu, relacjach pomiędzy nim a nauczycielem i innego doboru narzędzi, dzięki którym można kształtować kompetencje potrzebne uczniom w XXI wieku. – To jest przede wszystkim czasochłonne, bo wymaga zmiany naszych belferskich nawyków – kwituje prof. Ptaszek.

Ale także konkretnej pomocy w odnalezieniu się w tej sytuacji. – Konkretnej, czyli pokazującej, jak pewne mechanizmy z tradycyjnej szkoły przełożyć na zdalne nauczanie, jak realizować podstawę programową w nowych warunkach – tłumaczy Bigaj i dodaje, że nie chodzi o ogólne doradztwo i szkolenia, tylko np. wykaz ile godzin przed ekranem podczas nauki maksymalnie dziennie powinny spędzać dzieci w danym wieku. – Dzięki temu nauczycielom łatwiej by było zaplanować ten zdalny tryb – dodaje ekspertka. 

Podstawę programową w nowych warunkach łatwiej tworzyć, kiedy nauczyciele zyskają nowe kompetencje – cyfrowe. Nauczyciele mogą zgłaszać się do udziału w szkoleniach realizowanych w ramach projektu Lekcja:Enter. Cykl ten pomoże im przygotować się do prowadzenia zajęć z wykorzystaniem cyfrowych narzędzi i e-zasobów po to, aby dostosować lekcje do potrzeb młodych ludzi i tego, jak uczą się w czasach, kiedy dostęp do informacji i wiedzy jest tak szybki i powszechny. Wykaz szkoleń i dane kontaktowe placówek realizujących je w poszczególnych regionach można znaleźć na stronie projektu.

Szkoła przyszłości, czyli jaka?

Nauczyciele wiedzą, że zmiana jest potrzebna.

– Jako Orange wyraźnie odczuliśmy tę potrzebę zdobywania nowych kompetencji. Nasze webinaria i tutoriale z praktycznymi poradami na temat zdalnego nauczania przygotowane przez Fundację Orange obejrzało przeszło 40 tys. nauczycieli – opowiadał w trakcie konferencji Julien Ducarroz, prezes Orange Polska. 

Wielu nauczycielom brakuje jednak drogowskazu, który pomógłby wskazać kierunki transformacji. A więc starają się działać na własną rękę. Każdy z nich szuka metod na dotarcie do pokolenia, o którym mówi się, że urodziło się z telefonami w ręku.

Zyta Czechowska z Zespołu Szkół Specjalnych w Kowanówku, która w ubiegłym roku została tytułowana mianem Nauczycielem Roku, podpowiada, że jej szkoła zaczęła od drobnych kroków podnoszących kompetencje cyfrowe nauczycieli. Platforma Office 365 czy dziennik elektroniczny są używane w jej placówce od 3-4 lat. Pedagożka sama stara się również używać technologii w swojej codziennej pracy. Jej uczniowie mają dysfunkcje dłoni, przez co utrzymanie długopisu w ręce wiąże się z niemałym wysiłkiem. Aplikacje dają im tymczasem poczucie sprawstwa. Dzieci uzbrojone w tablety i monitory interaktywne każdy dzień zaczynają od sprawdzenia pogody w internecie za pomocą odpowiedniej aplikacji.

Marta Florkiewicz-Borkowska, Nauczyciel Roku 2017, wskazuje zaś na to, jak ważne jest dla uczniów poczucie, że są wspierani przez swoich nauczycieli. Jej zdaniem w obecnych czasach kluczowe jest to, by pozostać kreatywnym, elastycznym i otwartym na zachodzące zmiany. Trzeba pozbyć się lęku, że wydarzy się coś złego, że „świat się zawali”. – Bo się nie zawali. Podejmiemy refleksję, zastanowimy się i wyciągniemy wnioski – tłumaczy nauczycielka. 

Sama pokazuje też, jak kreatywność może przydać się w praktyce. Co ciekawe, do niedawna działała całkowicie off-line. Nauczycielka od lat organizuje dla uczniów warsztaty z szycia, nazwane przez nią „Pożeraczami Smutków”. Po wybuchu pandemii uznała jednak, że można je przenieść ze szkolnych sal na komunikatory. Podkreśla, że w jednym z ostatnich takich zajęć wzięło udział ponad 100 uczniów z różnych szkół. 

Samo szycie okazało się zresztą dobrym remedium na stres. Dzieciaki pracując ręcznie, uczą się cierpliwości, uważności i refleksji nad tym, co robią. Według niej szkoła przyszłości tak właśnie stosuje technologie nie jako jakieś specjalne rozwiązania, tylko jako naturalne, wręcz niewidoczne ułatwienie codziennych procesów edukacyjnych. 

Jowita Michalska, założycielka Digital University, kładzie natomiast nacisk na rolę rodziców, którzy, jej zdaniem, powinni aktywnie brać udział w edukacji swoich dzieci. – Musimy wiedzieć, że to, co jest w podstawie programowej, niekoniecznie przygotowuje nasze dzieci do świata przyszłości – dowodzi ekspertka. Co ma na myśli? Przede wszystkim programowanie, które staje się językiem przyszłości. 

Rodzice oczywiście nie są jednak w stanie całkowicie zastąpić nauczycieli. Magdalena Bigaj w rozmowie z SW+ radzi, by pedagodzy aktywniej zabiegali o wsparcie.

– Konieczne jest, by szkoły, ich dyrekcje i nauczyciele jasno sygnalizowali, jakiej pomocy oczekują, jakich kompetencji im brakuje. By sami analizowali, z czym w tej nowej cyfrowej rzeczywistości nie dają sobie rady. By można im bardzo praktycznie pomóc – podkreśla ekspertka. 

Oświata nowych cyfrowych czasów 

Jedno jest pewne: bez zmian systemowych transformacja polskiej oświaty może okazać się niemożliwa. Julien Ducarroz przestrzega, by nie iść za pokusą koncentrowania się na środków doraźnych, pozwalających opanować sytuację tu i teraz. 

– W edukacji nie możemy obyć się bez technologii. Koronawirus uzmysłowił nam, jak szeroko zakrojone kroki są potrzebne, by pokonać te problemy. Naszym zdaniem pandemia to impuls, którego nie wolno zignorować – podkreśla prezes Orange Polska. 

Tylko jak ten impuls przebić na faktyczne zmiany?

– Współpraca w zespole rozproszonym, tworzenie sieci społecznych, wykorzystywanie mediów społecznościowych do tego, by być w kontakcie z innymi: oto kompetencje przyszłości, które szkoła powinna zacząć wdrażać – właściwie na jednym tchu wymienia je Jacek Królikowski, prezes Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego.

Zdaniem Królikowskiego lekcje mogłyby być bardziej nakierowane na wspólne, kreatywne rozwiązywanie problemów. Wymagałoby to od uczniów umiejętności, które przydadzą im się później na rynku pracy, takich jak wyszukiwanie i weryfikowanie zdobytych informacji.

 – Gdyby uczniowie robili to on-line, być może ich relacje społeczne miałyby inny charakter. Wszystko byłoby ciekawsze – wskazuje ekspert, podkreślając, że przecież teleszkoła może faktycznie zaowocować rozwojem nowych, praktycznych i bardzo ważnych w dzisiejszym świecie kompetencji. 

– I to nie tylko u uczniów, ale przecież i u nauczycieli. Cała edukacja po prostu musi dostosować się do cyfrowych czasów i potraktować to nie jako utrudnienie i uciążliwość, tylko wyzwanie, które może naprawdę poprawić oświatę – podkreśla Bigaj.

*Artykuł powstał przy współpracy z Orange.

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst