REKLAMA

Apple Car trafia tam, gdzie jego miejsce. Trwało to 10 lat i kosztowało miliardy

Apple Car nie powstanie, a Projekt Tytan, który miał go przynieść na świat został ostatecznie skasowany. Cieszę się, że miałem rację. Można robić świetne urządzenia, genialny ekosystem, ale samochód jest na tyle skomplikowanym produktem, że nie wystarczy bycie największą firmą technologiczną świata. Dojście do tych wniosków zajęło firmie całą dekadę i kilka miliardów dolarów

28.02.2024 15.41
Apple Car trafia tam, gdzie jego miejsce. Trwało to 10 lat i kosztowało miliardy
REKLAMA

Telenowela pod nazwą samochód Apple wreszcie dobiega końca. Ciągnie się już od 2014 r., kiedy to Apple powołał do życia Projekt Tytan, który miał stworzyć samochód producenta elektroniki użytkowej. Ale w kuluarach mówi się, że ten projekt tak naprawdę wystartował w 2008 r., kiedy to sam Steve Jobs miał sugerować, że Apple potrzebuje samochodu.

REKLAMA

Przez lata przedsięwzięcie było owiane tajemnicą. Mówiło się o zatrudnianiu najlepszych ekspertów samochodowych i inżynierach, którzy z zamkniętymi oczami są w stanie zaprojektować przełomowy samochód, ściągnięto nawet ludzi, którzy opracowali autopilota dla Tesli. Inni twierdzili, że auto Apple zmieni oblicze motoryzacji, tak jak zrobił to 100 lat wcześniej Ford Model T. Aura tajemnicy sprzyjała plotkom - czytałem o autonomicznym samochodzie, o mobilnym biurze, o rewolucji z zakresie produktywności, a nawet o samochodzie bez kierownicy i pedałów. Miał wyjechać na ulice w 2025 r., ale nigdzie nie pojedzie.

Apple Car trafia do kosza

Bloomberg poinformował, że decyzją giganta projekt rozwoju elektrycznego samochodu autonomicznego zakończył się, a większość z 2000 pracowników została przekierowana do działu zajmującego się generatywną sztuczną inteligencją, bo to ona jest teraz na topie i gwarantuje ogromne zyski. Dotychczas wydawało się, że Apple stoi w miejscu jeżeli chodzi o rozwój AI, ale zmiany wskazują na to, że żarty się skończyły i już niedługo zobaczymy co potrafi generatywna sztuczna inteligencja przeszkolona w Cupertino.

Rynek zareagował entuzjastycznie, bo po informacji Bloomberga, ceny akcji Apple wzrosły. Z decyzji ucieszył się również Elon Musk, który zrobił to w typowy dla siebie sposób:

Przez 10 lat trwania projektu firma wielokrotnie zmieniała założenia projektu, ale i wyniosła z niego wiele rozwiązań, które przydadzą się jej w przyszłości. Samochody używane do testów przemierzyły dziesiątki tysięcy kilometrów po publicznych drogach, co może przydać się projektowaniu oprogramowania dla innych producentów.

Czemu nie wyszło? Apple zakombinował, nie wiedział sam, czym ma być jego pojazd i nie chciał wejść w kooperację z innymi producentami. Skutkowało to problemami technicznymi, niejasną wizją rozwoju, a w ostatnim czasie samochody elektryczne przestały być atrakcyjne. Producenci coraz głośniej mówią, że będą teraz rozwijać samochody hybrydowe, bo mają więcej sensu niż elektryczne i tego oczekują klienci. Pojawiły się zatory produkcyjne, a łańcuchy dostaw są na tyle skomplikowane, że Apple po prostu nie zdążył ich należycie zabezpieczyć, a przecież to właśnie łańcuchy dostaw stały się jednym z fundamentów finansowego sukcesu firmy. W trakcie projektu zrezygnowano z pełnej autonomii na rzecz mniej zaawansowanej. Projekt zmierzał donikąd, ale kosztował miliardy, więc firma postanowiła go zakończyć.

Jak Apple będzie chciał zrobić samochód, to kupi sobie producenta

2023 r. zakończył się dla producenta bardzo dobrze - zysk netto wyniósł 97 mld dolarów. To wystarczająca suma, żeby w razie powrotu kaprysu po prostu wybrać się na zakupy i kupić sobie jednego z dużych chińskich producentów. Od początku Apple powinien był podążać taką drogą, a nie próbować wymyślać koło na nowo. Samochód jest na tyle skomplikowanym urządzeniem i drogim, że mało kto rzeczywiście kupiłby produkt designed by Apple in California. Przez lata wielu producentów próbowało przebić się do świadomości konsumentów, ale tak naprawdę udało się to tylko Tesli i w pewnym sensie Rimacowi. Ale każdy z nich na początku swojej działalności współpracował z tradycyjnymi producentami.

Więcej o Apple Car przeczytasz w:

Osobną kwestią są chińscy producenci, ale tam mamy mariaż ogromnych pieniędzy z jeszcze większą pomocą państwa, więc to zupełnie inne warunki rynkowe, niż te, w których działa Apple. W Chinach przeciętnej wielkości wioska, licząca około 3 mln mieszkańców ma własnego producenta samochodów elektrycznych, ale to lokalna specyfika, która nie wytrzymuje starcia z wyśrubowanymi normami bezpieczeństwa, które muszą spełniać samochody. Ostatnio poważne problemy ma producent futurystycznych samochodów Hiphi, który pomimo innowacji niecodziennego wyglądy

Zakup samochodu różni się od zakupu tabletu, laptopa czy smartfona - nawet klasy premium. Jeżeli udajesz się do salonu kupić samochód, to producenta wybierasz ze względu na renomę marki, albo cenę, a jak chcesz coś świeżego i nowoczesnego to idziesz do Tesli. Kto miałby pójść kupić obrzydliwie drogi samochód Apple? Producenta, który może robi świetną elektronikę, ale nie ma żadnego pojęcia o samochodach. Gdyby przebranżowienie się było takie łatwe i przynosiłoby zyski, to pisałbym ten artykuł z laptopa Mercedesa, a internet przeglądał na smartfonie BMW.

IDŹ DO SKLEPU
Media Expert
MacBook Air

A co z samochodem Xiaomi?

Musiał się tu pojawić. Otóż wygląda niesamowicie, ma świetne osiągi, ale pojawiły się problemy z patentami i homologacją i nikt nie wie, czy uda się go sprzedawać gdziekolwiek poza Chinami. Poza tym samochód powstał przy udziale BAIC, czyli najstarszej motoryzacyjnej chińskiej firmy, która jest na rynku od 1958 r. Nigdy zapewne nie dowiemy się ile w nim jest zasług BAIC, a ile Xiaomi. Apple Car miał z kolei być samodzielnym projektem giganta z Cupertino, który miał zrewolucjonizować podejście do samochodów. Gdyby Apple od początku poszedł do dużego producenta, wyłożył pieniądze i zamówił samochód, który sygnowałby swoim logo, to ten artykuł brzmiałby inaczej.

fot. Piotr Grabiec

Ale nie martwcie się, wszyscy będziecie jeździć samochodem Apple

Nie, to nie jest rozdwojenie jaźni autora, tylko zwrócenie uwagi na system operacyjny w samochodach. Google rozwija swoje Google Automotive, które można znaleźć z samochodach Renault, Xiaomi swoje Hyper OS, więc dla Apple też znajdzie się miejsce. Obecnie możemy mieć namiastkę w postaci CarPlay, ale jak wiemy z przecieków i wniosków patentowych, firma pracuje nad własnym oprogramowaniem do samochodów, a gdy już będzie miała działającą wersję, to producenci samochodów sami przyjdą, bo oprogramowanie, to dziedzina, w której tradycyjni producenci mocno kuleją. Przechodził przez to Volkswagen, który miał problem z wprowadzeniem samochodów z serii ID na rynek, bo oprogramowanie płatało figle. Inni producenci też mają spektakularne wpadki Tymczasem system Google, którego używa Renault jest szybki, wygodny i intuicyjny, przypomina trochę Androida, jakiego znamy ze smartfonów. Podejrzewam, że taki sam system, tylko zaprojektowany przez Apple szybko podbiłby serce klientów, zwłaszcza gdyby był częścią dobrze znanego i funkcjonującego ekosystemu. Zapamiętajcie moje słowa - przed upływem 5 lat na drogi wyjedzie pierwszy samochód, którego oprogramowanie dostarczy Apple. Marka będzie samochodu nie będzie miała takiego znaczenia.

REKLAMA

A na koniec żart, który ma sens tylko po angielsku: Apple has cancelled plans to make a car after realizing it would require Windows. Uśmiałem się.

IDŹ DO SKLEPU
Media Expert
iPhone 15
REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA