REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Ekologia
  3. Nauka

Susza odsłoniła smutną historię jeziora Solińskiego. Kości przypominają o dawnych mieszkańcach

Susza w wielu miejscach na świecie sprawia, że miłośnicy kryminalnych historii zacierają ręce. Obniżający się poziom wód doprowadził do tego, że zaczyna być zauważane to, co wcześniej ukryte było na dnie. W USA bywają to szczątki zaginionych, w Bieszczadach są to ruiny dawnych wsi i kości mieszkańców.

Jak powstało Jezioro Solińskie? Smutna historia mieszkańców
REKLAMA

Jezioro Solińskie znowu odsłoniło ludzkie kości dawnych mieszkańców w miejscu po cmentarzu jednej z zalanych wsi. Czaszki, piszczele, kości udowe i kości ramion - napisał Dariusz Ginter na jednej z facebookowych grup poświęconych Bieszczadom.

REKLAMA

W odróżnieniu od tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, nie chodzi tutaj o sensacje kryminalne czy nawet archeologiczne odkrycia. Znalezisko związane jest z całkiem niedawną historią jeziora Solińskiego. Tam, gdzie dziś jest woda - a raczej w związku z suszą powinniśmy stwierdzić: gdzie była woda - wcześniej znajdowały się wsie. Solina, Teleśnica Sanna, Horodek, Sokole, Chrewt i część Wołkowyi stanowią dziś dno zbiornika.

Wszystkiemu winne były powodzie, z którymi mieszkańcy musieli zmagać się w zasadzie od zawsze. Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej pojawił się pomysł, aby w Bieszczadach wybudować tamę. W 1937 roku okolice badała komisja, w skład której wchodził Maurice Lugeon, światowej sławy szwajcarski geolog. Zgodnie uznano, że Solina to dobry teren. Eksperci dali zielone światło, ale wojna uniemożliwiła prace.

Jezioro Solińskie zamiera

Jak powstało Jezioro Solińskie? Smutna historia mieszkańców

Temat odżył w latach pięćdziesiątych, a w 1960 roku rozpoczęto budowę zapory i jeziora Solińskiego. Podjęto konkretną decyzję: mieszkańcy do 1964 roku muszą opuścić swoje domy, bo lada moment nic z nich nie zostanie. Zrównany z ziemią teren zostanie zalany.

Ale przeniesienie żyjących - prawie trzy tysiące ludności - to jedno. Byli też umarli. Henryk Victorini, osiadły w 1962 roku w Sokolem, zapamiętał: - Pewnego dnia jechałem konno przez Teleśnicę Sanną. Tam również wykopywano zmarłych. Zobaczyłem kilka otwartych trumien, już częściowo zbutwiałych. Gdy się bliżej przyjrzałem, aż mnie zmroziło. Wszystkie były wypełnione jabłkami i gruszkami z miejscowych sadów. Robotnicy potraktowali te trumny jak skrzynki na owoce – czytamy we wspomnieniach opublikowanych na portalu sanok.naszemiasto.pl.

Pracujący na budowie długimi metalowymi prętami uderzali w ziemię, szukając trumien zakopanych głębiej. Czasami cel osiągali, innym razem nie, więc nie zawsze dochodziło do ekshumacji zwłok. Błędów było więcej. Woda miała nie sięgać do pagórka z nagrobkami na dawnym cmentarzu w Sokolem. Czaszki i piszczele woda "wyciągała" jeszcze przez wiele lat.

Obszar Jeziora Solińskiego przed ukończeniem budowy Zapory w Solinie / domena publiczna

Likwidowano cmentarze, zburzono cerkiew i kościół. Kazimierz Orłoś, pisarz zatrudniony wówczas jako radca prawny, dziwił się ludziom, którzy przychodzili do jego biura, próbując dowiedzieć się, czy jednak nie mogliby zostać na miejscu. Jego zdaniem przeprowadzka była szansą, by zacząć nowe, lepsze życie, pozostawiając za sobą marnej jakości chaty.

Może i drewniane, może i w kiepskim stanie, ale dom to przecież dom. Tak przynajmniej twierdzili mieszkańcy, którym niełatwo było upuścić znajome tereny.

- Niektórzy kupili domy, inni własnymi rękami murowali, a wdowom, starcom i chorym pobudowało państwo - mówił w reportażu "Opowieść o tym, jak się żyło w Solinie przed budową zapory" jeden z mieszkańców pamiętających tamte czasy. - Exodus tysięcy ludzi trwał kilka lat.

Władze nie kiwnęły palcem, by pomóc przenosić dobytek

Nie przyjechała nawet jedna ciężarówka. Jedyne, na co mogli liczyć mieszkańcy, to odszkodowania. W niektórych przypadkach raczej skromne. Suma uzależniona była od tego, z czego zbudowano dobytek. Za drewniany dostawało się więcej, za murowany - mniej, bo widocznie komisja uznała, że skoro kogoś stać było na taki dom, to znaczy, że bogaty.

Autochtoni znad Sanu nie mieli dużego wyboru co do nowego miejsca osiedlenia. Początkowo planowano likwidację PGR-u w Posadzie Leskiej i przeniesienia tam wszystkich mieszkańców Soliny. Ta koncepcja upadła. Później zaproponowano im Serednie Wielkie, jednak większość wybrała Berezkę, Bóbrkę, Łobozew i Równię. Nieliczni przenieśli się do Ustianowej, Polańczyka, Myczkowa, Leska i Uherzec - pisał Krzysztof Potaczała, autor cytowanego reportażu.

Po latach mieszkańcy z nostalgią wspominali dawne okolice. Chwalili ziemię, przyrodę, pomocnych sąsiadów, bez względu na to, czy ktoś był Polakiem, czy Ukraińcem. Niektórzy mimo wody, która potem zalała teren, byli w stanie wskazać miejsce, gdzie dawniej stał ich dom.

REKLAMA

Budowa zapory zakończyła się w 1968 roku. Ma 81,8 m wysokości i 664 m długości, co sprawia, że jest największą w Polsce. Z kolei zbiornik ma powierzchnię ok. 22 km² i największą w Polsce pojemność (472 mln metrów sześciennych).

zdjęcie główne: Gruszczyk/shutterstock.com

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA