REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka

Sprzedają interfejs mózg-maszyna do samodzielnego złożenia. Działa na Raspberry PI

W ostatnich latach określenie „interfejs mózg-maszyna” kojarzy się przede wszystkim z projektem należącej do Elona Muska firmy Neuralink, która planuje w przyszłości wszczepiać ludziom w kość czaszki specjalne czipy, które mają rozszerzać katalog ludzkich umiejętności. Problem w tym, że Neuralink jest wciąż na bardzo wstępnym etapie rozwoju.

interfejs-mozg-maszyna
REKLAMA

Weźmy na przykład projekt interfejsu BCI (ang. brain-computer interface) opracowany przez doktoranta i eksperta od sztucznej inteligencji, którzy przekonują, że już teraz chcą sprzedawać swoje urządzenie społeczności hakerów.

REKLAMA

No dobrze, warto zauważyć, że istnieją pewne znaczące różnice między tym co wyprodukował duet (interfejs Hacker BCI) a tym co chce osiągnąć Elon Musk. W przypadku Neuralinku mowa o urządzeniu wszczepianym w czaszkę i wprowadzającym elektrody bezpośrednio do mózgu. W przypadku Hacker BCI mówimy o noszonym urządzeniu opartym na popularnym komputerze Raspberry PI i to dostarczanym w zestawach do samodzielnego złożenia.

Jak przekonują twórcy tego drugiego, jest to komputer reagujący na sygnały przesyłane do niego przez czujniki elektroencefalograficzne PIEEG. Urządzenie jest na wskroś proste i koszt jego produkcji ma wynosić zaledwie ok. 350 dolarów za 24 elektrody. W efekcie użytkownik końcowy mógłby zakupić sobie takie urządzenie za około 500-600 dolarów.

Brzmi fantastycznie, aczkolwiek trzeba pamiętać, że nawet dobrej jakości urządzenie zakładane na głowę nie będzie dostarczało do komputera zbyt szczegółowych danych o wysokiej rozdzielczości, a więc z pewnością będą miały dość ograniczone zastosowanie.

Można zatem powiedzieć, że póki co będzie to ciekawostka, która być może pozwoli użytkownikowi np. kontrolować ruch kursora na ekranie, tudzież otwierać foldery mrugnięciem oka, ale na tym zdolności tego urządzenia się skończą. Sygnały otrzymane przez urządzenie z mózgu będą analizowane przez algorytmy sztucznej inteligencji, które będą wykonywały poszczególne polecenia. Tylko tyle i aż tyle.

Świat interfejsów BCI jest jednak znacznie większy

Firmie Neuralink jakoś szczególnie się nie powodzi. Od zorganizowanej przez Elona Muska konferencji, odbiór całego projektu, który w międzyczasie zebrał ponad 200 mln dol. od inwestorów jest co najmniej mieszany. Konferencja, na której zaprezentowano zwierzęta grające za pomocą interfejsu w prostą grę komputerową nie zrobiła na nikim szczególnego wrażenia. Co więcej przez ostatnie miesiace, Neuralink stanowi swoiste drzwi obrotowe, przez które co chwilę ktoś wchodzi i ktoś wychodzi z firmy.

Max Hodak był jeszcze do ubiegłego roku współzałożycielem Neuralinku. W ubiegłym roku jednak dość nagle z firmy całkowicie zrezygnował i… zainwestował swoje środki w dwie firmy konkurujące z Neuralinkiem: Science Corp. oraz Synchron. Ta druga firma, w przeciwieństwie do Muska, chce docierać do mózgu naczyniami krwionośnymi, w których będą kotwiczone elektrody. Dzięki temu urządzenie nie będzie musiało dotykać delikatnej tkanki, z której zbudowany jest mózg. Tak naprawdę opis projektu brzmi równie atrakcyjnie co projekt Neuralinku.

REKLAMA

Decyzja Hodaka o przejściu do innej firmy okazała się trafna, bowiem w przeciwieństwie do Neuralinku, Synchron już teraz rozpoczął testy urządzenia na ludziach. Co więcej, jeden z beta-testerów był w stanie w czasie testów myślą wysłać tweeta o klasycznej treści "Hello world".

Elon Musk jak na razie zapowiedział jedynie, że pierwsze testy na ludziach przeprowadzi w tym roku, ale jak to w przypadku Elona bywa, w rzeczywistości mogą pojawić się pewne opóźnienia.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA