Final Fantasy VII Remake Intergrade jest cudowne. Dodatek w starym stylu to wzór do naśladowania - recenzja

Final Fantasy VII Remake Intergrade to wzorowe DLC - recenzja

Do Final Fantasy VII Remake Intergrade siadałem z kwaśnym grymasem na twarzy, widząc w starym-nowym projekcie mało finezyjny skok na kasę. Wystarczyła jednak godzina z zupełnie nową zawartością, bym nie potrafił oderwać się od ekranu. Square-Enix serwuje rozszerzenie w starym, dobrym stylu, które powinno być obowiązkowe dla każdego fana serii.

No nie kupili mnie. Nie kupili ani trochę. Gdy Square-Enix zapowiedziało Final Fantasy VII Remake Intergrade, kręciłem nosem z niezadowoleniem. Oto bowiem dostajemy grę Final Fantasy VII Remake z technicznymi ulepszeniami dla konsoli PlayStation 5 oraz nową przygodę w postaci fabularnego dodatku Episode INTERmission. Wszystko to wycenione na 330 zł w pakiecie dodatek + podstawka lub 84 zł dla samego fabularnego DLC.

Byłem rozczarowany z kilku powodów. Po pierwsze, fabularne rozszerzenie koncentruje się na przygodach Yuffie - bohaterki Final Fantasy 7, która nie należała do grona moich ulubionych postaci. Yuffie zawsze wydawała mi się niezwykle infantylna, wręcz do stopnia bycia irytującą. Po drugie, bolał mnie powrót do miasta Midgar. Po rewelacyjnym zakończeniu Final Fantasy VII Remake byłem głodny nowych obszarów. Zwłaszcza tych o bardziej otwartej strukturze. Tymczasem wracałem na już znane ulice i do już poznanych magazynów. Nuuuda.

Final Fantasy VII Remake Intergrade jest cudowne. Dodatek w starym stylu to wzór do naśladowania - recenzja
Final Fantasy VII Remake Intergrade

Recykling lokacji i drugoligowa bohaterka. To nie mogło się udać. Właśnie dlatego udało się doskonale.

Z FF7R Episode INTERmission jest trochę jak z grą The Amazing Spider-Man: Miles Morales. Twórcy bawią się mniej znanymi bohaterami i przeciwnikami, wykazując się przy tym większą swobodą artystyczną. Całe to ciśnienie uleciało wraz z premierą podstawowej wersji gry, zostawiajac deweloperom więcej przestrzeni do eksperymentów, kreatywnej twórczości oraz nowych pomysłów. Miałem np. uśmiech od ucha do ucha, gdy zamiast epickiej muzyki bitewnej przygrywał mi… jazz, ze swoją pozorną nieregularnością i chaotycznością.

Jestem wręcz zdumiony, jak wiele nowości znalazło się w Final Fantasy VII Remake Intergrade. Square-Enix stworzyło nowy schemat walki dla Yuffie oraz jej partnera Sonona, z unikalną mechaniką synchronizacji ataków. Nowa bohaterka otrzymała serię unikalnych umiejętności, spersonalizowanych przedmiotów oraz dwie stylizacje. Nowi są bossowie stający na drodze młodej i porywczej ninja, z moim ulubionym robotem przypominającym stonogę. Walka z nim była tak przyjemna, że specjalnie ją powtórzyłem. Trudno o lepszą rekomendację dla systemu walki w grze wideo.

Final Fantasy VII Remake Intergrade jest cudowne. Dodatek w starym stylu to wzór do naśladowania - recenzja
Final Fantasy VII Remake Intergrade

Jestem także absolutnie pochłonięty nową mini-grą. Fort Condor bije na głowę Gwinta.

Yuffie trafia do Midgaru w momencie wielkiej ekscytacji grą figurową Fort Condor. Grają w nią wszyscy: dzieci, dorośli, nauczyciele, biznesmeni oraz elitarni żołnierze. NPC chętni do rywalizacji zalali mapę miasta. Sam bitewniak jest tak naprawdę prostą grą w stylu Clash Royale, w której celem jest zniszczenie fortecy wroga przy jednoczesnej obronie własnej warowni. Gracz rozstawia posiadane przez siebie jednostki, które następnie maszerują w kierunku celu, walcząc z napotkanymi po drodze jednostkami przeciwnika.

Same figurki zostały podzielone na trzy typy, w oparciu o system kamień-papier-nożyce. Bitewny zestaw powiększamy kupując figurki w sklepie bądź wygrywając je podczas starć. Fort Condor jest banalny w poznaniu i zrozumieniu, ale jednocześnie dosyć wymagający i zmuszający do szybkiego reagowania na ruchy przeciwnika. Zabawa bardzo wciąga, a budowanie własnego wymarzonego zestawu figurek znacząco wydłuża czas potrzebny na przejście dodatku. Mnie dotarcie do napisów końcowych zajęło prawie siedem godzin.

Final Fantasy VII Remake Intergrade jest cudowne

Final Fantasy VII Remake Intergrade potężnie zaskakuje w obszarze narracji. To nie jest wesoła, nieistotna przygoda.

Nie będę zdradzał fabularnych szczegółów, ale fani FFVII mogą się przygotować na gigantyczną niespodziankę. W trakcie wielkiego finału Square-Enix wytacza potężne działa, silnie łącząc FF7R Episode INTERmission z zakurzonymi klasykami Crisis Core oraz Dirge of Cerberus. Dla starszych fanów Siódemki będzie to wspaniały prezent, wykraczający daleko poza prostą historię o młodej ninja chcącej wykraść skarby wrogiej korporacji. Początkowo infantylna i pytka, z czasem historia staje się naprawdę świetna, a bohaterowie ciekawi i dający się lubić.

Jednocześnie dodatek FF7R Episode INTERmission umiejętnie przeplata się z wydarzeniami z podstawowej wersji gry. Nowa historia ma ręce i nogi, jest solidnie osadzona w szerszym świecie Final Fantasy VII Remake i przyjemnie rozwija niektóre motywy Siódemki. Najważniejsze, że gracz nie ma wrażenia uczestniczenia w przygodzie powstałej na siłę, będącej niczym innym jak odcinaniem kuponów od już wydanej produkcji. Z INTERMission bawiłem się tak samo dobrze jak z Remake.

Final Fantasy VII Remake Intergrade

Płacąc 84 zł otrzymałem dodatek w starym, dobrym stylu. Innowacyjny, odważny i treściwy.

Final Fantasy VII Remake Intergrade jest chlubnym dowodem na to, że branża gier wciąż potrafi tworzyć świetne fabularne DLC. Spodziewałem się nudnej i powtarzalnej historii na cztery godziny wymuszonej zabawy. Otrzymałem przygodę na prawie dwa razy tyle, wypchaną zupełnie nowymi postaciami, pomysłami oraz systemami. Nigdy bym nie przypuszczał, że powrót do wirtualnego Midgaru będzie aż tak przyjemny i tak satysfakcjonujący.

Square-Enix świetnie bawi się formą, uwalniając wielkie pokłady kreatywnej energii.