Ekologia  /  Artykuł

Będą mandaty za nieposprzątane psie kupy. Policja zbada DNA i złapie winnego

Policja zbierze psią kupę i zbada DNA. Opiekun nie ucieknie przed mandatem

Rada miejska zdecydowała – będą badać DNA psich kup, aby ukarać właścicieli, którzy nie sprzątają po swoich pupilach. I bardzo, ku*wa, dobrze.

Rzecz oczywiście nie dotyczy Polski. U nas szczytem innowacji w dbaniu o sprzątanie po psach jest rozstawienie dedykowanych pojemników na odchody, względnie punktów z workami (w nielicznych miejscach). Mowa o Tel Awiwie, gdzie od kilku miesięcy rozpatrywano kontrowersyjny, acz innowacyjny sposób walki z tymi opiekunami, którzy nie sprzątają po swoich pupilach.

Teraz włodarze Tel Awiwu przegłosowali projekt, w ramach którego powstanie baza psiego DNA, na podstawie której rozpoznawane będą nieposprzątane odchody.

Ostra metoda walki z problemem psich kup.

Problem psich odchodów w Tel Awiwie jest podobno tak duży, że dla włodarzy skończył się czas „miękkiej gry”. Nie pomogła kampania społeczna w kwietniu 2021 r., wprost przeciwnie – jak donosi The Times of Izrael, po jej rozpoczęciu tylko wzrosła liczba raportowanych psich kup. W 2020 r. takich zgłoszeń było ponoć aż 6766 i mimo tego, iż Tel Awiw podniósł wysokość mandatów, problem nie zniknął. Teraz każdy opiekun psa będzie zobligowany do zarejestrowania pupila w bazie DNA – obecna dokumentacja psów przestanie być ważna w ciągu 6 miesięcy od wejścia projektu w życie, więc siłą rzeczy opiekunowie będą zmuszeni dokonać ponownej rejestracji psiaka.

Po stworzeniu bazy DNA służby porządkowe będą regularnie przeczesywać ulice w poszukiwaniu psich kup, pobierać z nich próbki i identyfikować delikwentów, którym trudno się schylić i posprzątać. Nie wiadomo, czy wraz z powstaniem bazy DNA wzrośnie też wysokość kar, ale władze Tel Awiwu zapowiadają, że niesprzątający po swoich psach mają być karani w taki sposób, który docelowo doprowadzi do całkowitego zlikwidowania problemu.

Nowe regulacje nie będą dotyczyć psów-przewodników oraz psów utrzymywanych w organizacjach ochrony zwierząt.

Baza danych psiego DNA? Poproszę w Polsce, najlepiej na już.

Często słyszę głosy ludzi, którzy psów nie lubią, że „ci psiarze to nie sprzątają po swoich psach”. Ale wiecie co? Jako opiekuna psa to niesprzątanie wkurza mnie jeszcze bardziej, z prostego względu – kiedy ktoś nie posprząta po swoim psie, to ja, jako opiekun innego psa, mam największe szanse w to wdepnąć. Nie mówiąc już o dzieciach, które mogą się potknąć i upaść wprost na taką „niespodzianką”, a może nawet ją zjeść – przecież to się zdarza. Ba, z perspektywy psiarza taka pozostawiona kupa to też potencjalnie duży problem; wiele psów, zwłaszcza w wieku szczenięcym, przejawia koprofagię (zjada odchody). Nigdy nie wiadomo, czy pozostawione przez nieodpowiedzialnego opiekuna odchody nie zawierają pasożytów lub bakterii, które potem mogą przejść na naszego pupila i doprowadzić do bardzo poważnych powikłań.

Dlatego jako opiekun psa bardzo bym chciał, aby podobna baza danych powstała w Polsce, może na początek na szczeblach lokalnych, ale żeby coś się działo. Żeby 14-letni chłopak, któremu rodzice każą wychodzić z większym od siebie owczarkiem, w końcu zebrał to, co ów owczarek zostawił. Żeby starsza pani z bloku obok przestała patrzyć obojętnie, jak jej pimpuś sra na środku chodnika i odchodzić jakby nigdy nic, pomimo wielokrotnego zwrócenia uwagi. Żeby ludzie, którzy karmią swoje psy resztkami ze stołu, przez co potem pies wydala z siebie coś, czego nawet nie dałoby się zebrać do woreczka, przemyśleli dietę swojego zwierzaka i zaczęli należycie o niego dbać.

Ale to oczywiście fantazja. Żyjemy w kraju, w którym za nieposprzątanie po swoim psie można dostać mandat w wysokości góra 250 zł i to dopiero od tego roku; wcześniej kara była znacznie niższa, nie mówiąc o tym, że egzekucja tego prawa jest fikcyjna – odpowiada za to zwykle straż miejska, a przynajmniej w moim mieście jest to organizacja-widmo. Żyjemy w kraju, gdzie większość miast nie ma regularnie rozstawionych śmietników (nie mówiąc o dedykowanych śmietnikach na psie odchody, ustawionych z dala od ławek i placów zabaw). W kraju, gdzie jak tylko powstają publiczne pojemniki z woreczkami na psie odchody, to albo znikają one natychmiast i nigdy nie są ponownie uzupełniane, ale demolują je chuligani. Brawo, Tel Awiw. Mam nadzieję, że ta bezprecedensowa inicjatywa zainspiruje włodarzy innych miast. Bo przecież nie możemy liczyć na to, że da do myślenia tym psim opiekunom, którzy uparcie nie sprzątają po swoich czworonogach. Przykład Izraela dobitnie pokazuje, że tego problemu nie rozwiążą ani wyższe mandaty, ani kampanie społeczne.