Tech  /  Recenzja

Cudaczny laptop Asusa stał się jeszcze lepszy. Asus ZenBook Pro Duo 15 OLED - recenzja

Picture of the author

Jeśli już masz wydać kilkanaście tysięcy na komputer, to czy nie lepiej kupić coś, co będzie nie tylko szybkie i praktyczne, ale też… choć odrobinkę inne niż zwykły laptop?

Z takiego założenia musiał wyjść Asus, prezentując pierwszego ZenBooka Pro Duo. Maszynę cudaczną, przedziwną, na widok której wszyscy pukali się w głowę i mówili: to nie ma sensu.

A jednak ZenBook Pro Duo miał mnóstwo sensu i okazał się na tyle ciepło przyjętym sprzętem, że Asus postanowił dalej rozwijać koncepcję laptopów z dwoma wyświetlaczami, zarówno po stronie urządzeń konsumenckich, jak i urządzeń dla graczy.

Asus ZenBook Pro Duo 15 OLED UX582 to najnowsze rozwinięcie tej koncepcji. Spędziłem z nim trochę czasu i wciąż nie mogę wyjść z podziwu.

Asus ZenBook Pro Duo 15 OLED dowodzi, że czasem niewielkie różnice niosą ze sobą wielkie zmiany.

Jeśli przyjrzymy się nowemu ZenBookowi Pro Duo 15 OLED, na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że… nie zmieniło się nic istotnego względem pierwszego ZenBooka Pro Duo.

Ok, zmieniły się podzespoły. Nowy laptop Asusa jest dostępny w dwóch wariantach: z procesorem Intel Core i7-10870H oraz Intel Core i9-10980HK. Obydwa warianty są do tego wyposażone w 32 GB RAM-u, 1 TB SSD i kartę graficzną Nvidia GeForce RTX 3070.

Przyrost wydajności względem pierwszej generacji jest bardzo odczuwalny, zwłaszcza po stronie GPU. RTX-a 2060 i RTX-a 3070 dzieli przepaść, zwłaszcza w zastosowaniach gamingowych. Odczuwalny jest też przyrost szybkości internetu, jeśli tylko mamy kompatybilny router, gdyż nowy ZenBook Pro Duo UX582 obsługuje standard WiFi 6.

Poza tym jednak od strony konstrukcyjnej zmian nie ma wiele. Asus ZenBook Pro Duo 15 OLED nadal oferuje ten sam, rewelacyjny wyświetlacz OLED o przekątnej 15,6” i rozdzielczości 4K, oraz dodatkowy, matowy wyświetlacz IPS o przekątnej 14” i rozdzielczości 3840 x 1100 px. Główny panel to jeden z najpiękniejszych wyświetlaczy, jaki znajdziemy we współczesnych laptopach, choć szkoda, iż w tej generacji Asus nie przyłożył się bardziej do powłoki antyrefleksyjnej, gdyż ekran nadal jest bardzo błyszczący. To jednak drobny minus.

Nie zmieniła się też klawiatura ani gładzik, nie zmieniła się nawet dołączona do zestawu podpórka, z której radzę skorzystać, jeśli chcemy wygodnie pisać na laptopie, gdy ten stoi na biurku.

Nie zmieniła się nadspodziewanie solidna, aluminiowa obudowa, spełniająca standard wytrzymałości MIL-STD 810G i nie zmieniła się zanadto wielkość i masa urządzenia: to nadal sprzęt większy i cięższy od dowolnego innego 15-calowego laptopa, choć dzięki lekkim modyfikacjom konstrukcji udało się go odchudzić o 100 gram względem poprzednika.

Co zatem się zmieniło? Cóż, na prawej krawędzi znajdziemy teraz nie jeden, a dwa porty Thunderbolt 3. To bardzo dobra decyzja, pozwalająca jednocześnie podłączyć np. stację dokującą lub monitor oraz dysk zewnętrzny. Szkoda jednak, że nadal zabrakło miejsca dla slotu kart SD. W laptopie tego kalibru byłby to bardzo mile widziany port.

Najważniejszą zmianą jest jednak drugi wyświetlacz, który teraz nie jest osadzony płasko na pulpicie roboczym, lecz unosi się po otwarciu pokrywy laptopa pod kątem 9,5 stopni. Co to zmienia? Zaskakująco wiele.

Unoszony ekran rozwiązuje trzy bolączki pierwszego ZenBooka Pro Duo.

Pierwszy problem, jaki rozwiązał unoszony ekran, to oczywiście ergonomia. Korzystam z oryginalnego ZenBooka Pro Duo i przyznam, że spoglądanie na pomocniczy wyświetlacz bywa bardzo upierdliwe, bo wymaga każdorazowego pochylania głowy. Nowy ZenBook Pro Duo 15 OLED tego nie wymaga.

Wyświetlacz unosi się do takiej pozycji, że wystarczy opuścić gałki oczne, by dostrzec jego zawartość, a przy odpowiednim ustawieniu głównego wyświetlacza obydwa ekrany niejako „zlewają się” w całość. Efekt połączenia ekranów jest tu nawet lepszy niż w Asusie Zephyrus Duo 15, gdyż ZenBook Pro Duo nie ma tak grubej ramki pod ekranem. Do uniesionego wyświetlacza łatwiej jest też sięgnąć dłonią czy dołączonym do zestawu piórem i łatwiej jest go obsłużyć. Od strony użyteczności to spora poprawa.

Druga kwestia, w której unoszony pomocniczy wyświetlacz pomógł więcej niż tylko trochę, to kultura pracy.

Oryginalny ZenBook Pro Duo przez większość czasu nie jest maszyną ani przesadnie głośną, ani przesadnie nagrzewającą się, ale pod długotrwałym obciążeniem zaczyna robić się i głośno, i gorąco. Zwłaszcza ekran pomocniczy nagrzewa się momentami do alarmujących poziomów.

Co innego Asus ZenBook Pro Duo UX582. Jak mówi sam Asus, zastosowanie unoszonego wyświetlacza pozwoliło uzyskać o 36 proc. lepszy przepływ powietrza. To zaś w połączeniu z przeprojektowanym systemem chłodzenia znacząco polepszyło kulturę pracy. I widać to od pierwszego uruchomienia.

ZenBook Pro Duo 15 OLED przez znakomitą większość czasu jest po prostu bezgłośny. Wiatraki albo nie kręcą się wcale, albo robią to tak cicho, że nie da się ich usłyszeć w normalnych warunkach. Gdy zaś przychodzi pora odpalenia wymagającego programu do obróbki zdjęć czy montażu wideo, albo nachodzi nas chęć na granie w gry, szum wiatraków jest zauważalnie cichszy i niższy niż w modelu UX581. Ekran pomocniczy z kolei nie nagrzewa się przesadnie, bo jest dość daleko od powierzchni obudowy, na której wzrost temperatur jest największy.

Jakie ma to przełożenie na praktykę? Ano np. takie, że gdy na oryginalnym ZenBooku Pro Duo obrabiałem partię 100 zdjęć w wysokiej rozdzielczości, po około pół godziny komputer miał tendencję do zwalniania pracy i programy Adobe Lightroom i Photoshop zauważały odczuwalnie gorzej. Na ZenBooku Pro Duo 15 OLED identyczne obciążenie nie robi żadnego wrażenia, nawet podczas długotrwałej pracy.

Podobnie rzecz się ma w grach. RTX 3070 jest znacznie szybszym układem od RTX-a 2060 w pierwszej generacji, a mimo to wiatraki nie pracowały aż tak intensywnie, by go efektywnie schłodzić. Oczywiście jest to też w dużej mierze zasługa optymalizacji po stronie Nvidii, ale chyba można bezpiecznie przypisać część zasług Asusowi i przeprojektowanemu systemowi chłodzenia.

Trzeci problem, który rozwiązuje unoszony pomocniczy ekran to zaś… jakość dźwięku. Głośniki Harman/Kardon w tym laptopie nadal trudno nazwać wybitnymi, ale względem pierwszej generacji grają one dużo głośniej i czyściej, oferując jednocześnie słyszalnie głębsze brzmienie. Poziom MacBooka Pro 16 to to nie jest, ani nawet poziom Zephyrusa Duo 15 SE, który miał dedykowane woofery, ale ZenBook Pro Duo 15 OLED i tak gra ponadprzeciętnie.

Jak Asus ZenBook Pro Duo 15 OLED spisuje się na co dzień?

Słowem: rewelacyjnie. Jeszcze lepiej niż pierwsza generacja, za sprawą opisanych wyżej usprawnień.

Łatwo dyskredytować sens dwóch ekranów w laptopie, jeśli nigdy się na takim sprzęcie nie pracowało. Jeśli jednak raz się spróbuje takiego rozwiązania i wpisze je w swój codzienny workflow, to bardzo trudno jest wrócić do komputerów przenośnych z jednym ekranem.

Podwójny wyświetlacz otwiera szereg nowych możliwości, niezależnie od tego, czy pracujemy na samym laptopie, czy podłączamy go do dedykowanego monitora.

W tej generacji Asus też dołożył starań, by pomocniczy ekran potrafił jeszcze więcej. Przykładem tego jest Control Panel, który współpracuje z aplikacjami Adobe.

Dla każdej z dostępnych aplikacji możemy dowolnie przypisać makra do suwaków i pokręteł na wyświetlaczu, tworząc coś w rodzaju wirtualnego kontrolera Loupedeck.

Tak jak w każdym innym Asusie z dwoma ekranami możemy tu również przypisać skróty do aplikacji, które mają się otwierać na pomocniczym wyświetlaczu. Dla mnie jednak niezmiennie najbardziej użyteczną funkcją pomocniczego ekranu pozostaje używanie go po prostu jako drugiego wyświetlacza.

System Windows 10 rozpoznaje pomocniczy panel jako dodatkowy monitor, więc możemy swobodnie przeciągać okna i przypinać je do krawędzi ekranu. W codziennej pracy zwykle na dolnym panelu lądował u mnie komunikator Slack i Spotify, czyli dwie aplikacje, które lubię mieć zawsze na oku, ale nie chcę, żeby zajmowały mi główną przestrzeń roboczą.

Poza drugim wyświetlaczem Asus ZenBook Pro Duo 15 OLED działa też dokładnie tak, jak oczekiwalibyśmy po laptopie dla profesjonalistów klasy premium. To sprzęt nie do zajechania. Przy tej konfiguracji poradzi sobie z każdym wyzwaniem kreatywnym i udźwignie każdą grę, choć w grach dobrze jest zmniejszyć rozdzielczość do FullHD lub korzystać z technologii DLSS, by uzyskać większą płynność. Ekran ma jednak 60 Hz, więc nie ma potrzeby silić się na uzyskiwanie płynności idących w setki klatek na sekundę, bo i tak ekran nie będzie w stanie tego wyświetlić - tu potrzeba Zephyrusa Duo 15 SE.

Ekran sam w sobie jest też zachwycający. Żałuję trochę, że nie ma on proporcji 16:10 lub 3:2, ale jestem w stanie mu to wybaczyć w zamian za prawdziwe czernie OLED-a i walidację Pantone, która gwarantuje znakomite odwzorowanie barw… jeśli tylko trzymamy ekran na tym samym poziomie jasności. Taka specyfika OLED-a, że nasycenie kolorów zmienia się wraz z jasnością ekranu, więc chcąc uzyskać równomierne rezultaty podczas pracy z kolorem, musimy pilnować utrzymywania stałej jasności wyświetlacza.

Mam też wrażenie, że Asus albo wymienił kamerę na podczerwień, albo dopracował towarzyszące jej oprogramowanie, bo rozpoznawanie twarzy odbywa się natychmiastowo po otwarciu pokrywy. Zero laga, zero przestoju - otwieramy klapę i laptop w tej samej sekundzie nas rozpoznaje. Poprzedni ZenBook Pro Duo potrzebował 2-3 sekund na „namysł”. Tutaj tego nie ma.

Oczywiście nietypowe ułożenie klawiatury i gładzika wymaga przyzwyczajenia. Z doświadczenia z pierwszą generacją mogę jednak powiedzieć, że to kwestia kilku tygodni i mięśnie same przywykną do niestandardowego ułożenia urządzeń wskazujących. Bo samej jakości tych urządzeń nie sposób czegokolwiek zarzucić. Zwłaszcza klawiaturze, która jest bardzo sztywna, ma znakomity skok i responsywne klawisze. Gładzik ustawiony pionowo momentami sprawia trudności w obsłudze gestów Windows Presicion, ale to również kwestia wprawy.

ZenBook Pro Duo 15 OLED nie jest sprzętem dla każdego.

Pomimo tego, że z nowego Asusa korzystało mi się fantastycznie i jest to maszyna dosłownie do wszystkiego, tak ma ona kilka wad i cech charakterystycznych, które mogą skutecznie odstraszyć potencjalnych nabywców.

Pierwsza z tych cech to szeroko pojęta mobilność ZenBooka Pro Duo 15 OLED, czy raczej… jej brak. Ten komputer rozpatrywałbym raczej w kategorii DTR (desktop replacement) niż prawdziwie mobilnego laptopa, na którym popracujemy w kawiarni czy w samolocie. Utrudniają to trzy kwestie: rozmiar, ciężar i czas pracy.

Pod względem wielkości ZenBook Pro Duo 15 jest zauważalnie większy nawet od 16-calowego MacBooka Pro i mniej smukły niż jego gamingowy brat, Zephyrus Duo 15 SE. Dość powiedzieć, że nie jestem go w stanie wcisnąć do mojego plecaka fotograficznego od Peak Design, a do drugiego, który powinien zmieścić laptop 17”, wchodzi z ledwością.

Dwuekranowy Asus jest też ciężki. O ponad pół kilo cięższy od większości 15-calowych laptopów premium, przy masie blisko 2,5 kg. Na domiar złego, kolejny kilogram trzeba doliczyć na sporych rozmiarów zasilacz i przewody, które z kolei będą nam niezbędne prawie zawsze, bo z ZenBooka Pro Duo 15 OLED nie da się wycisnąć przesadnie wielu godzin z dala od gniazdka.

Choćbym nie wiem jak się starał, nawet przy oszczędnym użytkowaniu absolutnym maksimum, jakie udało mi się z niego wycisnąć, było 5 godzin przy średnim poziomie jasności, w zastosowaniach stricte biurowych. Przeglądarka, Slack, Spotify, Edytor tekstu. Nic więcej.

Dorzućmy do tego odcinek serialu na Netfliksie czy obejrzenie kilku filmików na YouTube, a czas pracy spadał do max 3,5 godziny. Nie ma też co marzyć o komfortowej pracy z wideo czy zdjęciami bez podłączenia do gniazdka. Raz, że wydajność komputera jest wtedy dramatycznie ograniczona (jak i każdego laptopa z Windowsem i dedykowanym GPU), a dwa, że zapas energii topnieje wtedy w oczach. Podczas korzystania z Adobe Lightroom Classic energii wystarczyło na raptem godzinę.

Problematyczne bywa też nietypowe ułożenie klawiatury. Nie jest to żaden problem na płaskiej powierzchni, jeśli możemy podłożyć dedykowaną podpórkę pod nadgarstki - wtedy pisze się na niej równie wygodnie co na dowolnej innej klawiaturze. Bardzo trudno jest jednak pisać na niej, trzymając laptop na kolanach lub na wąskim stoliku. Na dobrą sprawę można to robić tylko trzymając dłonie w powietrzu, co nie jest ani wygodne, ani efektywne.

Rozważając zakup ZenBooka Pro Duo 15 OLED trzeba mieć więc świadomość, że kupujemy maszynę raczej stacjonarną, z możliwością przeniesienia jej na inne miejsce bez większego problemu.

Ile to kosztuje?

Jak można się domyślić po samej specyfikacji technicznej, tanio nie może być. ZenBook Pro Duo 15 OLED to laptop dla kreatywnych profesjonalistów, sprzęt z najwyższej półki. I dokładnie tak jest wyceniony, choć na tle Zephyrusa 15 Duo SE czy podobnie wyposażonego MacBooka Pro 16 jego cena jest dość racjonalna.

Konfiguracja z procesorem Intel Core i7-10870H kosztuje 12999 zł, zaś wersja z procesorem Intel Core i9-10980HK - 13999 zł.

Czy warto dopłacać 1000 zł do mocniejszego procesora? Myślę, że tak, zwłaszcza że laptop tego kalibru domyślnie ma nam posłużyć długie lata, a Intel Core i9 nie tylko jest nieco szybszy „prosto z pudełka”, ale też ma odblokowany układ, co pozwala na „podkręcenie” i zwiększenie jego szybkości.

Ceny są co prawda wysokie, ale na tle komputerów o podobnej wydajności nie są wcale ani wyjątkowe, ani irracjonalne. Maszyna tego kalibru po prostu tyle kosztuje. Pozostaje tylko kwestia tego, czy sięgnąć po Asusa ZenBook Pro Duo 15 OLED, czy może po kosztujący podobne pieniądze „konwencjonalny” laptop. A to już zależy od realnych scenariuszy użytkowania.

Jeśli szukasz komputera naprawdę mobilnego, którego zabierzesz do kawiarni, na którym popracujesz w terenie bez dostępu do gniazdka - to nie to. Konwencjonalny laptop, jak MacBook Pro 16 czy nadchodzący Asus ROG M16 spisze się tu po prostu lepiej.

Jeśli jednak komputer będzie przez większość czasu w domu, w biurze lub w studio, a jeśli już go gdzieś zabierzesz, to zawsze będziesz mieć dostęp do prądu, definitywnie warto dać szansę temu cudakowi od Asusa. Bo od strony wydajności potrafi on wszystko to, co konwencjonalny laptop. Tyle że dodatkowo dokłada też całą warstwę „dziwności”, która jest szalenie użyteczna w codziennym użytkowaniu.

No a skoro już wydajesz kilkanaście tysięcy złotych na laptop, to… czy nie lepiej postawić na coś naprawdę wyjątkowego?