Social media  /  Felieton

Jeśli masz wrażenie, że ostatnio internet stał się śmiertelnie nudny, nie jesteś sam

Picture of the author
357 interakcji
dołącz do dyskusji

Te same tematy, ci sami twórcy, ta sama muzyka, w kółko to samo. Jeśli masz wrażenie, że ostatnio internet stał się śmiertelnie nudny, nie jesteś sam.

Każdego ranka w ramach rozgrzewki przed pracą robię „prasówkę”. Przeglądam po kolei wszystkie kanały informacyjne i społecznościowe, w poszukiwaniu ciekawych tematów i interesujących nowości. I coraz częściej łapię się na tym, że robiąc taki przegląd… śmiertelnie się nudzę.

Nie dzieje się tak dlatego, że na świecie nic się nie dzieje, toż takie stwierdzenie byłoby absurdem. Świat jest wypełniony po brzegi ciekawymi wydarzeniami, inspirującymi ludźmi i wartościowymi treściami. Tyle że współczesny internet skutecznie nas przed tymi treściami chroni.

Internetowi giganci chcą nam dogodzić aż do przesady.

Chyba każdy rozumie dziś pojęcie „bańki informacyjnej” i jej negatywny wpływ na nasze zachowania społeczne. Kultura social-mediowych algorytmów skutecznie odcina nas od ludzi i treści o odmiennych poglądach, a to sprawia, że coraz mniej między nami pola do dialogu. W Polsce widać wyraźnie, że Internet podzielił nasze społeczeństwo na pół, na dwa równoległe światy bez punktów stycznych. W Stanach Zjednoczonych szef FBI powiedział wprost: social media rodzą ekstremistów.

Tyle że bańka informacyjna to nie tylko problem światopoglądowy. Te same algorytmy, które odcinają nas od każdej opinii mogącej się nam nie spodobać, odcinają nas też od każdej treści, która potencjalnie mogłaby się nam nie spodobać. Zamiast więc odkrywać w Internecie nowe rzeczy, algorytmy decydują się karmić nas w kółko tym samym.

Mogę opisać na własnym przykładzie, jak to wygląda w praktyce na bazie trzech platform, z których korzystam najczęściej: Instagrama, Spotify i YouTube’a.

Gdy w tej chwili zajrzę na Instagram i przejdę do sekcji wyszukiwania, gdzie zgromadzone są podpowiedzi, widzę tylko trzy-cztery motywy: gitarzystów, tatuaże, pieski i EDC.

Gdy zajrzę na YouTube’a, widzę jedynie kilka kategorii filmów: recenzje sprzętu technologicznego, poruszające historie adoptowanych piesków z The Dodo, urywki odcinków podcastu Joe Rogana i wybrane sceny z Dragon Ball Super.

Gdy przeglądam polecenia w Spotify, widzę ciągle tych samych artystów i te same gatunki muzyczne, których słucham zazwyczaj, pogrupowane w różne playlisty. Jest ogromna szansa, że playlista X i playlista Y będzie zawierać co najmniej kilka tych samych utworów i jeszcze większa, że nie znajdzie się na niej ani jeden wykonawca spoza mojej muzycznej „strefy komfortu”.

W efekcie przeglądając strony główne wyżej wymienionych serwisów… zwyczajnie się nudzę. I tu dochodzi do paradoksu - z tej nudy kliknę/obejrzę/odsłucham podsuwane mi nudne rzeczy, co sprawia, że… utwierdzam algorytm w przekonaniu, że dana rzecz mi się podoba. A skoro mi się podoba, to znaczy, że chcę jej widzieć więcej. A inne rzeczy? Takie, które mogą być powiązane z moimi zainteresowaniami, albo zupełnie od nich odmienne? One są spychane poza obrys bańki informacyjnej. Bo przecież może zaistnieć cień szansy, że jeśli trafię na coś, co mi się nie spodoba, przestanę zaglądać do danego serwisu i wyświetlać pokazywane w nim reklamy. A tego byśmy nie chcieli.

Algorytmy polecające tak bardzo wrosły w kulturę internetowej konsumpcji treści, że większość z nas w ogóle się nad nimi nie zastanawia. A przecież to kompletny absurd, że internet - ta niewyobrażalnie wielka skarbnica wiedzy i informacji - za sprawą kilku kliknięć staje się zamkniętą strefą. Spróbujmy sobie wyobrazić podobną sytuację w codziennym życiu.

Co byśmy zrobili, gdyby w bibliotece po kilku wypożyczeniach książek o zbliżonej tematyce bibliotekarka uznała, że nie należy nas wpuszczać do innych stref niż te, gdzie znajdziemy książki podobne do ostatnio wypożyczonych? Albo gdybyśmy będąc w muzeum mogli wejść tylko na jedno piętro z obrazami impresjonistów, ale piętro wyżej już nie, bo modernizm lub klasyka „na pewno” nie leżą w kręgach naszych zainteresowań. Absurd, absurd, absurd. Algorytmy profilujące zawężają spektrum podpowiedzi tak bardzo, że niemal niemożliwe jest natrafienie przy ich użyciu na coś naprawdę nowego.

Bo algorytm z czasem uznaje, że większą szansę na kliki (i wyświetlenia reklam) serwis ma wtedy, gdy podsuwa nam w kółko to samo.

I nawet zacznę mówić, jak ta kultura algorytmu wpływa na drugą stronę medalu, czyli na twórców, bo to temat na prace naukowe, nie krótki wywód w Internecie. Tl;dr - jest powód, dla którego na YouTubie łatwiej jest znaleźć cover piosenki niż coś oryginalnego. I nie jest to brak weny twórców.

Zero.

Tyle wynosi liczba nowych artystów, treści czy zainteresowań, które odkryłem w ostatnich miesiącach dzięki automatycznym poleceniom w internetowych platformach. Dosłownie zero. Nie trafiłem na ani jeden ciekawy profil na Instagramie, ani jednego nowego twórcę na YouTubie czy ani jednego nowego artystę na Spotify dzięki algorytmom profilującym.

Wszystkie „nowości”, na które trafiłem w ostatnich miesiącach, zostały mi polecone przez żywych ludzi. A to kolega wrzucił na Insta Stories aktualnie odtwarzaną playlistę z japońskim heavy metalem, a to usłyszałem w podcaście interesująco brzmiący tytuł książki, to znowuż obserwowany artysta na YouTubie zachęcił mnie, żebym sprawdził twórczość innego artysty.

Czasami natrafiam na nowe rzeczy w newsletterach twórców, których śledzę, czasem na Twitterze ktoś znajomy poleci coś ciekawego. Nie pamiętam jednak, kiedy ostatnio natrafiłem na coś naprawdę interesującego sam, przeglądając strony główne popularnych sieciowych serwisów.

Jak uciec od algorytmu?

To pytanie, które ostatnio nachodzi mnie częściej niż inne, bo i problem jest poważniejszy niż może się na pozór wydawać.

Bańki informacyjne dzielą nas na płaszczyźnie ideologicznej, politycznej i społecznej. Algorytmy polecające odcinają nas od nowych treści i skutecznie utrudniają życie twórcom, którzy muszą grać tak, jak algorytm zagra, by mieć choćby cień szansy na zaistnienie. Zamiast tworzyć to, co czują, artyści tworzą to, co się kliknie. Algorytmy social mediów w połączeniu z kulturą clickbaitu stopniowo i skutecznie zabijają nie tyle różnorodność, co naszą ciekawość i chęć obcowania z czymś nowym.

Czy w ogóle można uciec od algorytmu? Tak. Nie. Nie wiem. Może. Trudno powiedzieć.

Od strony technicznej przy odrobinie uporu można „zmusić” algorytmy, by pokazywały nam inne treści niż te, do których przywykliśmy. Wymaga to aktywnego i regularnego oglądania/lubienia/słuchania nowych rzeczy, które (to znowuż paradoks) najpierw sami musimy wyszukać. Sęk w tym, że po takiej zmianie bardzo prędko algorytmy mogą po prostu zacząć nam podsuwać więcej (nowego) tego samego, tak jak robiły to wcześniej. Tematyka inna, zasada działania ta sama.

Można też spytać, w czym w ogóle tkwi problem? Ludzkość dotąd radziła sobie z odkrywaniem nowych rzeczy bez algorytmów, może sobie radzić bez nich nadal. Wystarczy odrobina wysiłku, prawda?

Trochę tak, trochę nie. Oczywiście racją jest, że „na upartego” można się odciąć od tych wszystkich mechanizmów poleceń i wrócić do staroszkolnych metod, np. słuchania krytyków literackich czy sporządzonych subiektywną ludzką ręką rankingów. Tyle że to wcale nie jest rozwiązanie problemu, bo przy powstającym w dzisiejszych czasach zalewie treści (kolejny efekt uboczny algorytmu - wszystkiego powstaje więcej, sporadycznie w wyższej jakości) mechanizmów automatyzujących polecenia zwyczajnie nie da się uniknąć. Jesteśmy profilowani od pierwszego kontaktu z dowolną platformą, czy to poprzez wybranie początkowego zestawu ulubionych twórców (w przypadku serwisów streamingowych) czy poprzez wnikliwą analizę pierwszych kliknięć i podsuwanie proponowanych kont (w przypadku mediów społecznościowych).

Wyrwanie się z algorytmicznych szponów wymaga też siły woli i ciągłego świadomego podejmowania decyzji, co przy takim ogromie treści jest po prostu męczące.

Chciałbym zakończyć ten wywód jakąś górnolotną pointą i złotą radą, ale prawda jest taka, że sam rozkładam bezradnie ręce. Przeciętny Kotkowski jest za cienki w barach, by rywalizować z tęgimi umysłami z Doliny Krzemowej, którym płaci się setki tysięcy dolarów za tworzenie coraz bardziej zmyślnych mechanizmów sterowania ludzkim zachowaniem w sieci, w tym mechanizmów polecania treści. Mam tylko nadzieję, że w miarę jak rośnie społeczny bunt przeciw social mediom, wzrośnie też w nas świadomość tego centralnego sterowania poleceniami. I uda nam się otrząsnąć z ich wpływu, nim całkowicie zabiją w nas ciekawość świata, zamykając nas w swoich bańkach. Komfortowych, bezpiecznych, ale bezbarwnych i śmiertelnie nudnych bańkach.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst