1. SPIDER'S WEB
  2. Kosmos
  3. Nauka
  4. Tech

Marsem co kilka dni trzęsie. A lądownik stoi i próbuje to ogarnąć

Mars. Cerberus Fossae to centrum aktywności wulkanicznej na Czerwonej Planecie
1196 interakcji
dołącz do dyskusji

Lądownik InSight, nasz najlepszy sejsmometr w przestrzeni kosmicznej nie siedzi bezczynnie. Od momentu lądowania na Marsie wykrył już ponad 500 delikatnych trzęsień ziemi na Czerwonej Planecie, dostarczając naukowcom pierwszych istotnych danych o wewnętrznej budowie planety.

Najnowsze informacje opublikowane przez naukowców analizujących na bieżąco dane z czujników wskazują, że po raz kolejny - odpowiednio 7 i 18 marca - udało się zarejestrować dwa znacznie silniejsze trzęsienia gruntu. Tym razem były to wstrząsy o sile 3,3 oraz 3,1 magnitudo. Jak dotąd w trakcie misji zarejestrowano tylko dwa tak silne wstrząsy (o sile 3,6 oraz 3,5 magnitudo). Co ciekawe, wszystkie cztery silne trzęsienia pochodziły z tego samego miejsca na Marsie zwanego Cerberus Fossae.

Lądownik InSight

Poznawanie wnętrza Marsa bezpośrednio na miejscu może dostarczyć naukowcom wielu informacji, które mogą się kiedyś przydać przy badaniu innych planet zarówno krążących wokół Słońca, jak i innych gwiazd.

Czym się różni Mars od Ziemi?

Fundamentalna różnica jest taka, że na Marsie nie ma płyt tektonicznych, natomiast wciąż istnieją tam regiony aktywne wulkanicznie, których aktywność może prowadzić do drżeń gruntu marsjańskiego. Wszystkie cztery „silniejsze” trzęsienia ziemi na Marsie bardziej przypominają trzęsienia rejestrowane na Ziemi. Przemierzają całe wnętrze planety, w przeciwieństwie do trzęsień rejestrowanych chociażby na Księżycu. Fakt, że ich źródło znajduje się mniej więcej w tym samym miejscu, wskazuje, iż to właśnie Cerberus Fossae pozostaje centrum aktywności wulkanicznej na Marsie.

Po zimie sejsmometr budzi się do życia

Nie, bynajmniej nie znaczy to, że sejsmometr SEIS nie pracował przez ostatnie miesiące, ale faktycznie zimą rejestruje się znacznie mniej trzęsień. Problem jednak w tym, że zimą na półkuli północnej - także w miejscu, w którym znajduje się InSight - mocniej wieją wiatry. Przy niezwykle wrażliwym sejsmometrze wiatr tworzy spory szum w danych, ukrywając wiele trzęsień ziemi, których z tego szumu nie da się wyłuskać.

Jakby tego było mało, teraz kiedy wiatry znacząco osłabły, nawet zmiany temperatury mogą wprowadzać zakłócenia. W ciągu doby temperatura może zmieniać się z -100 stopni Celsjusza do 0 stopni. Niby to znośny poziom, ale nawet przewody, w które wyposażono lądownik, rozciągają i kurczą się pod wpływem temperatury i od czasu do czasu SEIS rejestruje charakterystyczne trzaski. Dlatego potrzebna była interwencja.

Pamiętajmy jednak, że naukowcy z NASA mają doświadczenie w naprawianiu instrumentów wysłanych w kosmos, nie mając do nich fizycznego dostępu. Najlepszym przykładem może być tu misja Apollo 13, resetowanie łazików marsjańskich czy sond Voyager, które doświadczyły usterek setki milionów kilometrów od domu.

Tym razem do pomocy wykorzystano ramię robotyczne lądownika InSight, które przysypały piaskiem przewód łączący sejsmometr z lądownikiem. Rozwiązanie niezwykłe proste, jak z piaskownicy, ale gdyby ramienia na pokładzie nie było, nie do zrealizowania.

Choć lato na Marsie to dobra wiadomość, to jednocześnie Mars aktualnie znajduje się najdalej od Słońca na swojej orbicie. Panele słoneczne służące do zasilania sondy otrzymują mniej energii, szczególnie że są przysypane kurzem. Można zatem powiedzieć, że choć teraz można słyszeć więcej, to wkrótce trzeba będzie wyłączyć sejsmometr na kilka miesięcy, zachowując energię na później.

Misja lądownika InSight została niedawno przedłużona o kolejne dwa lata (jeden rok marsjański).