1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech

To mógł być ideał, niestety nie wyszło. Asus ROG Zephyrus G15 - recenzja

To mógł być ideał, niestety nie wyszło. Asus ROG Zephyrus G15 - recenzja

Asus ROG Zephyrus G15 mnóstwo rzeczy robi dobrze. Ma potężne podzespoły, świetny ekran i długo pracuje na jednym ładowaniu. Do ideału jednak nieco zabrakło.

Miałem wobec tego sprzętu ogromne oczekiwania. Nowa generacja procesorów Ryzen, nowa grafika Nvidia GeForce RTX, wszystko to zamknięte w kompaktowej obudowie z potencjalnie genialnym ekranem 1440p przy 165 Hz. Jak to zwykle bywa, gdy oczekiwania konfrontują się z rzeczywistością, trzeba dokonać pewnej korekty. Na szczęście po korekcie oczekiwań wciąż mogę powiedzieć, że Asus ROG Zephyrus G15 to fantastyczny sprzęt, choć nie tak fantastyczny, jakim mógłby być, gdyby nie kilka irytujących wad i braków, których dałoby się uniknąć.

Czy to plastik? Asus ROG Zephyrus G15 zręcznie kamufluje swoją jakość.

Gdy pierwszy raz wziąłem ten laptop do ręki, byłem święcie przekonany, że jest z plastiku. Nie tylko dlatego, że dość „plastikowo” czuć go pod palcami, ale także dlatego, że obudowa potrafi niemiłosiernie zaskrzypieć, zwłaszcza gdy złapiemy pulpit roboczy jedną ręką, by np. przenieść laptopa. Takiego zachowania nie zaakceptowałbym w laptopie za 5 tys. zł, a co dopiero w sprzęcie kosztującym dwa razy tyle.

Okazuje się jednak, że konstrukcja Zephyrusa G15 wykonana jest miejscami z aluminium, a gdzie indziej ze stopów magnezu. Za „plastikowe” odczucia odpowiada zaś matowa farba, której nałożono tu aż cztery warstwy, by uniknąć odprysków i przebarwień, jakie mogą trapić białą farbę na elektronice.

A skoro już mówimy o białej farbie, to muszę powiedzieć, że bardzo mi się ona podoba i ogólnie, jak na gamingowy laptop Asus ROG Zephyrus G15 jest nadzwyczaj urodziwy. Ciekawe, czy z biegiem czasu pojawi się też wersja z LED-ami na klapie, jak w poprzedniej generacji; mój egzemplarz testowy niestety był ich pozbawiony.

Gdy przejdziemy do porządku dziennego nad okazjonalnymi skrzypnięciami, trudno się do czegoś przyczepić od strony jakości wykonania. Laptop waży 1,9 kg, ale dzięki dobremu wyważeniu zdaje się znacznie lżejszy. Pomimo 15-calowego wyświetlacza jego konstrukcja jest też tak zwarta, że zajmuje on nieco mniej miejsca od konwencjonalnego laptopa z ekranem o tej samej przekątnej.

Obudowa jest też bardzo solidna i w żadnym punkcie nie da się jej zauważalnie wgnieść, ani na klapie, ani tym bardziej na klawiaturze. Skoro zaś o klawiaturze mowa, to tu ponownie mam mieszane uczucia. Klawisze są duże i mają idealny skok, ale podczas pisania wydają dość nieprzyjemny dźwięk, i nie są przesadnie dobrze tłumione. Co więcej, ich białe podświetlenie w ciągu dnia przeszkadza w rozpoznawaniu znaków na klawiaturze - klawisze za dnia są o wiele bardziej czytelne bez włączonego podświetlenia. Wystukałem na nich tysiące słów w czasie testów i wiem, że mógłbym na takiej klawiaturze pracować na co dzień bez większego żalu. Wystarczyłaby jednak szczypta dopieszczenia, by była to klawiatura znakomita.

Nie mogę za to złego słowa powiedzieć o gładziku. Ten jest niemal tak duży jak w MacBooku Pro 16 i należy do ścisłej czołówki windowsowych trackpadów. Obsługa gestów i reakcja na dotyk są tutaj wzorowe.

Prawie wzorowe są też zastosowane porty w obudowie. Mówię „prawie”, bo z jakiegoś powodu zabrakło tu pełnowymiarowego portu na kartę SD - zamiast tego mamy bezużyteczny czytnik kart microSD, z których nikt prócz droniarzy nie korzysta. Poza tym jest jednak świetnie: mamy tu pełnowymiarowe złącze HDMI 2.0b, gniazdo słuchawkowe, port RJ-45, dwa porty USB-A 3.2 gen. 2 i port USB-C 3.2 gen 2 z funkcją Power Delivery. Tak, ten potężny, 15-calowy laptop możemy ładować ładowarką USB-C, albo nawet… odpowiednim powerbankiem, jeśli tylko jest on w stanie dostarczyć 100W mocy.

Wszystkie ważne porty ulokowano też po lewej stronie laptopa. To miły ukłon w stronę graczy, którym porty po prawej i wystające z nich kable przeszkadzałyby w swobodnym operowaniu myszką.

Nie sposób też narzekać na łączność bezprzewodową - na pokładzie znalazło się miejsce dla Wi-Fi 6 i Bluetooth 5.1.

Ponarzekać można za to na jakość audio, którą nie wiedzieć czemu inne redakcje chwaliły. Być może też bym chwalił, gdybym tuż obok Zephyrusa G15 nie miał na biurku MacBooka Pro 16 - postawiony obok laptopa Apple’a Asus gra co najwyżej średniawo. A to zaskakujące, zważywszy na zastosowany hardware: mamy tu do czynienia z układem czterech głośników średniotonowych o mocy 2,5W i dwóch tweeterów o mocy 2W. Mimo tego efekt końcowy jest co najwyżej „ok”.

Zephyrusa G15 trapi też problem typowy dla wielu laptopów z Windowsem: podczas odtwarzania krótkich, nagłych dźwięków (np. komunikatów systemowych), głośniki potrafią bardzo nieprzyjemnie przesterować. Przy dłuższym użytkowaniu przesterowanie znika, a dźwięk jest głęboki i dość szczegółowy, chociaż do MacBooka Pro 16 jest mu bardzo, bardzo daleko. Plus dla Asusa, że grill głośników umieszczono po bokach klawiatury, a nie na spodzie obudowy, jak w wielu laptopach konkurencji i we własnych konstrukcjach Tajwańczyków.

Ekran zachwyca. Tak po prostu.

Widziałem naprawdę wiele ekranów w laptopach. Ba, pisząc te słowa mam po prawej stronie MacBooka Pro 16 z pięknym IPS-em, a po lewej stronie ZenBooka Pro Duo z pięknym OLED-em 4K. Żaden z nich nie zachwycił mnie tak, jak zrobił to wyświetlacz w Asusie ROG Zephyrus G15.

Zastosowany tu panel IPS ma przekątną 15,6”, rozdzielczość WQHD (2560 x 1440 px), częstotliwość odświeżania 165 Hz i czas reakcji na poziomie 3 ms. Idealny do grania, ale nie tylko - odzwierciedla on 100 proc. przestrzeni barw sRGB i 100 proc. przestrzeni barw DCI-P3, co potwierdza certyfikacja Pantone. Wyświetlacz ma też fantastyczne kąty widzenia i bardzo wysoki kontrast, jest też pokryty powłoką antyrefleksyjną, więc nie emituje szkodliwych dla wzroku i nieprzyjemnych odblasków.

Wyświetlacz w tym laptopie jest naprawdę rewelacyjny w codziennym użytkowaniu, zarówno w graniu, jak i podczas obróbki zdjęć i wideo. Kolory są nasycone i wiernie odwzorowane, zaś gdy pracujemy na zasilaniu akumulatorowym, laptop automatycznie przechodzi w tryb odświeżania 60 Hz, by oszczędzać energię. Pełną płynność odzyskuje po podłączeniu do prądu.

Do ekranu mam tylko dwa „ale” - jedno subiektywne, drugie obiektywne. Subiektywnie bardzo bym chciał, by wyświetlacz miał proporcje 16:10, bardziej przydatne w pracy niż 16:9, ze względu na zwiększoną ilość przestrzeni roboczej w pionie. Obiektywnie ekran jest nieco za ciemny; jego maksymalna jasność to raptem 350 nitów, więc nie poużywamy go w pełnym słońcu, np. siedząc na ogródku. We wnętrzach jest to niezauważalne, ale jeśli ktoś (oczywiście nie w czasie pandemii) lubi pracować w kawiarniach, na tarasach czy w plenerze - to nie jest laptop dla niego.

Mówiąc o ekranie muszę też wspomnieć o jednym ogromnym minusie, który jeszcze rok temu o tej porze nie miałby znaczenia, ale dziś może zaważyć na decyzji zakupowej - otóż nad ekranem nie znajdziemy kamerki internetowej. Nie znajdziemy jej także w zestawie, jako odłączane akcesorium. Po prostu jej nie ma. Do logowania się używamy czytnika linii papilarnych w przycisku uruchamiania, a do wideorozmów na telepracy czy nauce zdalnej używamy… niczego. Trzeba sobie kamerkę dokupić. To bardzo duży brak i prawdę mówiąc jestem zdziwiony; Asus ma w portfolio niejeden laptop z równie cienką ramką wokół ekranu, w którym mimo to znalazło się miejsce dla kamery z Windows Hello. Decyzji o pozbawieniu laptopa kamerki nie można więc usprawiedliwić ani brakiem miejsca, ani tym bardziej cięciem kosztów, bo Zephyrus G15 tani nie jest. Dziwna to decyzja Asusa i wcale się nie zdziwię, jeśli przez wzgląd na ten brak wielu potencjalnych nabywców zrezygnuje z zakupu.

Wydajność na szóstkę. Chłodzenie na tróję z minusem.

Asus ROG Zephyrus G15 GA503 to absolutny potwór, niemal tak potężny, jak testowany niedawno Asus ROG Zephyrus Duo 15.

Trudno spodziewać się czegoś innego po laptopie napędzanym przez procesor AMD Ryzen 9 5900 HS, 32 GB RAM-u i grafikę GeForce RTX 3080. Do tego dochodzi 1 TB SSD na dane.

Zarówno RAM jak i SSD można do pewnego stopnia rozbudować; 16 GB RAM-u jest wlutowane w obudowę, zaś do reszty mamy swobodny dostęp. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zaoszczędzić kupując wariant z 16 GB RAM lub rozbudować obecną konfigurację, wymieniając kość na taką z 32 GB RAM-u i uzyskując tym samym max. 48 GB RAM. Co się zaś tyczy SSD, wewnątrz obudowy znajdziemy dwa sloty m.2, które łącznie mogą obsłużyć 2 TB pojemności.

Nie będę tu marnował czasu opisami, co zadziała, a co nie zadziała na tym sprzęcie. Zadziała wszystko. Od strony wydajności wyżej nie ma nic, co najwyżej jakieś specjalistyczne konstrukcje o urodzie cegły i czasie pracy na jednym ładowaniu krótszym niż przerwa śniadaniowa. Przez kilka tygodni testów bez najmniejszego problemu montowałem wideo 4K, obrabiałem i retuszowałem zdjęcia w wysokiej rozdzielczości, a laptop nawet nie dostawał zadyszki.

ROG Zephyrus G15 może też śmiało zastąpić gamingowego peceta, bo odpalimy na nim absolutnie każdy tytuł, chociaż… nie w aż tak wysokiej jakości, jak można by się spodziewać.

Otóż podobnie jak w Zephyrusie Duo 15, tak i tutaj laptopowy RTX 3080 okazuje się być o wiele wolniejszy od swojego desktopowego odpowiednika. Wynika to w dużej mierze z faktu ograniczonego poboru mocy, który w przypadku tego laptopa wynosi maksymalnie 100 W i to tylko jeśli wykorzystujemy funkcję Dynamic Boost, przydzielającą moc komponentom zależnie od zapotrzebowania. Gdy gramy w grę, która obciąża po równo GPU i CPU, karta graficzna dostaje jeszcze mniej prądu, co przekłada się na jej wydajność i temperatury pracy całego systemu.

W żadnym z nowych tytułów, które testowałem, nie udało mi się uzyskać klatkażu pozwalającego skorzystać z pełni potencjału 165-hercowej matrycy. Mogłem liczyć co najwyżej na okolice 80-100 FPS-ów na wysokich ustawieniach w rozdzielczości FullHD, lub na średnich ustawieniach w natywnej rozdzielczości ekranu.

Na szczęście w tytułach e-sportowych możemy liczyć na klatkaż dalece wyprzedzający częstotliwość odświeżania ekranu, co czyni Zephyrusa G15 naprawdę godną polecenia maszynką dla e-sportowców, zwłaszcza tych aspirujących, bo profesjonaliści mają do wyboru laptopy z ekranami o jeszcze wyższej częstotliwości odświeżania.

O ile jednak wydajność zasługuje na (niemal) same pochwały, tak chłodzenie to już zupełnie inna historia. Asus ROG Zephyrus G15 to gorący towar. Całkiem dosłownie.

Nie pomagają prominentne wloty i wyloty powietrza. Nie pomaga zawias ErgoLift, unoszący konstrukcję nad blat po otwarciu pokrywy laptopa. Asus ROG Zephyrus G15 pod obciążeniem robi się nieznośnie gorący, zwłaszcza w dwóch miejscach - na całym górnym panelu tuż pod ekranem i na samiutkim środku klawiatury.

Wysokie temperatury mają wpływ zwłaszcza na pracę CPU. Ryzen 9 5900HS teoretycznie pracuje z taktowaniem od 3,1 do 4,5 GHz, ale tę drugą wartość widziałem na monitorze aktywności tylko przez chwilę. Wystarczyło kilkanaście minut grania lub renderingu wideo, by taktowanie spadało do poziomu 3,8 - 4 GHz. Chociaż uczciwie muszę przyznać, że ten throttling nie spowalnia komputera w odczuwalny sposób. Taktowanie może i spada, ale responsywność maszyny nie maleje ani o jotę.

Obawiam się jednak, że tak wysokie temperatury mogą mieć negatywny wpływ na laptopa w perspektywie kilku lat użytkowania. Szczególnie jeśli chodzi o wyświetlacz, na którego bez przerwy wydmuchiwane jest bardzo gorące powietrze. Plastikowa ramka pod wyświetlaczem wręcz parzy po kilku godzinach grania i tak czuję, że z biegiem czasu zacznie się tam pojawiać coraz większy wyciek światła, a może nawet permanentne uszkodzenie matrycy, w miarę jak plastik będzie poddawany wysokim temperaturom.

Na szczęście kultura pracy w każdej innej sytuacji jest wzorowa.

Gdy nie gramy ani nie renderujemy wideo, Asus ROG Zephyrus G15 zachowuje się zupełnie nie jak potężny, 15-calowy laptop. Przede wszystkim, w normalnych biurowych zastosowaniach jest absolutnie bezgłośny przez większość czasu. Zdarza mu się zakręcić wiatrakiem np. podczas oglądania wideo 4K na YouTubie (albo 720p na HBO GO…), ale nawet wtedy pozostaje cichszy od dowolnego laptopa z o tych gabarytach, z jakim miałem styczność.

O największy szok i niedowierzanie przyprawił mnie jednak w czasie testów czas pracy tego laptopa. Przy takich podzespołach spodziewałem się góra 6-7 godzin. 8 max. Tymczasem w pracy biurowej, przy otwartej przeglądarce z kilkunastoma kartami, Wordem, Slackiem i Spotify, ROG Zephyrus G15 regularnie wyciągał ponad 10 godzin pracy bez ładowania. Gdy przeplatałem pracę oglądaniem odcinka anime czy serialu, czas spadał do 7-8 godzin. Nadal: fenomenalnie.

Nawet czas pracy pod lekkim obciążeniem jest zaskakujący - gdy próbowałem obróbki zdjęć 42 Mpix w Adobe Lightroom Classic i Photoshopie, korzystając wyłącznie z zasilania akumulatorowego, ogniwa o pojemności 90 Wh wystarczyły na niemal 4 godziny. To zaskakująco dobry wynik, marginalnie lepszy nawet od MacBooka Pro 16.

Asus ROG Zephyrus G15 - z wielką mocą wiąże się wielka... cena.

Poprzednia generacja Zephyrusa G15 zaskarbiła sobie rzesze fanów przede wszystkim fantastycznym stosunkiem ceny do jakości. Nawet teraz możemy dorwać w sklepach topowe konfiguracje w cenie nieprzekraczającej 8000 zł.

Jeśli zaś chodzi o nową generację… cóż, usiądźcie. Mój testowy egzemplarz kosztował będzie 12999 zł. Wariant z 16 GB RAM i identyczną resztą podzespołów - 10599 zł.

Nawet biorąc pod uwagę fantastyczną wydajność i kapitalny wyświetlacz, to zaporowe ceny, które odstraszą wielu. Tym bardziej, że ROG Zephyrus G15 ma wiele wad, które trudno przeoczyć (chłodzenie, brak kamerki, takie sobie głośniki), a nie jest też tak wyjątkowy jak Zephyrus Duo 15, by wysoką cenę tłumaczyć innowacyjnością.

Na szczęście w drodze są też tańsze warianty, z RTX-em 3070, a z czasem zapewne pojawi się również wersja z grafiką RTX 3060, choć ona prawdopodobnie otrzyma też matrycę o niższej rozdzielczości. Na razie jednak jest drogo. Bardzo drogo.

Z drugiej jednak strony… gdy przyjrzeć się krajobrazowi laptopów 15-calowych, nie tylko tych dla graczy, to Asus ROG Zephyrus Duo 15 zjada niemal każdego z nich pod względem wydajności. MacBook Pro 16 to przy nim zawodnik klasy piórkowej, a kosztuje jeszcze więcej. Dell XPS 15 czy 17 nie mają szans w bezpośrednim starciu. Razer Blade 15? Nie rozśmieszajcie mnie. ROG Zephyrus G15 wygrywa pod względem wydajności z każdym jednym laptopem w swojej klasie, w którego trzewiach wciąż pracują procesory Intela.

Sytuacja może się diametralnie zmienić, gdy inni producenci wypuszczą na rynek swoje konstrukcje z Ryzenami 5000 i RTX-ami 3XXX. Póki co jednak, jeśli szukacie najbardziej wydajnego, mobilnego laptopa z jednym ekranem (w przeciwieństwie do Zephyrusa Duo 15 SE) - niczego mocniejszego od Asusa ROG Zephyrus G15 nie znajdziecie. I choćby z tego powodu warto przymknąć oko na jego wady, ale od siebie prywatnie dodam, że mam ten model nieco za złe Asusowi. To mógł być ideał. W tym sprzęcie drzemie potencjał na wytarcie konkurencją podłogi pod każdym względem. Szkoda, że przez kilka pierdół się nie udało.