Tech  /  Recenzja

Jestem czytelnikiem Spider's Web i przetestowałem dla was Oppo Reno4 5G

oppo-reno-4-pro-5

Właśnie przestałem należeć do grona osób, które mogą powiedzieć „nigdy nic nie wygrałem”. Kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia 2020 stałem się posiadaczem OPPO Reno4 Pro 5G dzięki napisaniu komentarza na Spider's Web z propozycją testu tego smartfona.

Autorem tekstu jest Piotr Deptuch.

Mogłem tylko wziąć swoją nagrodę, podziękować i na tym zakończyć swoją przygodę. Zapytałem jednak z grzeczności, czy nie chcieliby artykułu gościnnego z wrażeniami z użytkowania. Po cichu myślałem, że odmówią, ale tak się jednak nie stało. Dlatego oto mój tekst.

Oppo Reno4 może być moim przedostatnim smartfonem

Jeszcze kilka lat temu rozwój smartfonów był wyjątkowo szybki, a ja starałem się być na bieżąco, bo jestem gadżeciarzem. Przyrost wydajności w sprzętach tego typu był widoczny z generacji na generację. Pamiętam, jak ogromną różnicę można było odczuć między iPhone'em 4S i 5. Obecnie nie ma to kompletnie znaczenia, ponieważ zapas mocy jest wystarczający na co najmniej kilka lat do przodu.

Mam teorię, że za około 6-7 lat nastąpi przetasowanie na rynku urządzeń mobilnych i smartfony zostaną zastąpione przez sprzęty używające rozszerzonej rzeczywistości. Nie jestem też osamotniony w swoich poglądach, ponieważ nawet CEO Facebooka powiedział w wywiadzie (wrzesień 2020), że około co 15 lat następuje rewolucja i jedna kategoria sprzętowa zmienia się na inną. Podobnie jest ze smartfonami, które przy stosunkowo małych ekranach są wyjątkowo absorbujące.

Chociaż uwielbiam smartfony, to doskonale zdaję sobie sprawę jak bardzo niedoskonałym są rozwiązaniem. Wady w postaci małych ekranów są ograniczane poprzez usunięcie ramek oraz stosowanie składanych wyświetlaczy. To jednak nadal są półśrodki.

Zakładając więc, że statystyczny użytkownik kupuje wysokiej jakości smartfon na około 3 lata – kupując go w tej chwili, mamy przed sobą jeszcze jedną wymianę, zanim nadejdzie kolejna rewolucja w postaci AR i VR. Oczywiście pod warunkiem, że mam rację i nie będziemy jeszcze gapić się w małe ekrany przez kolejne 20 lat.

Czy zatem Oppo Reno4 Pro 5G poleciłbym jako przedostatni smartfon z czystym sumieniem? Tak, zdecydowanie. Smartfon ten ma cztery ogromne zalety.

1. Ładny i bezproblemowo działający Android.

Chyba wszyscy zgodzimy się, że nawet najlepszy smartfon na papierze można totalnie zepsuć słabym oprogramowaniem. To właśnie oprogramowanie odpowiada w większości, czy ze sprzętu korzysta nam się dobrze oraz przyjemnie.

Prywatnie używam dwóch smartfonów – iPhone'a 11 i Redmi Note 7. Smartfon Apple działa mi bez zarzutu od 2015 roku, gdy kupiłem model 5 (zmian w iPhone'ach jest zawsze tak mało, że czuję się jakbym używał jednego smartfona przez te wszystkie lata 🙃). MIUI z Androidem na Redmi Note 7 stał się dla mnie znośny dopiero po skonfigurowaniu tego, żeby powiadomienia dochodziły i bateria nie była na siłę oszczędzana kosztem synchronizacji e-maili. Dodatkowo zainstalowałem Nova Launcher, żeby wyglądało to stosunkowo schludnie.

W Oppo nakładka na Androida jest czytelna, pozbawiona zbędnych bajerów i działa dokładnie tak, jakbym tego oczekiwał. Nie ukrywam, że jestem tym pozytywnie zaskoczony.

Obawiałem się, czy smartfon chińskiego producenta, który jest na naszym rynku od dosyć niedawna, ma przygotowany soft na europejski rynek. Moje obawy okazały się kompletnie bezpodstawne, bo to oprogramowanie jest równie „europejskie” co to od Samsunga lub Apple. A zdecydowanie bardziej niż to w Xiaomi.

2. Wyjątkowo ładny ekran

Nie jestem człowiekiem, który zwraca specjalną uwagę na jakość wyświetlacza tak długo, jak ten jest czytelny oraz nie zmienia kolorów podczas oglądania go pod różnymi kątami. Przynajmniej do niedawna nie byłem.

W ekranie Oppo jest jedna rzecz, której nie da się „odzobaczyć” - odświeżanie 90 Hz. Tak jak nie robi na mnie wrażenia OLED lub wysoka rozdzielczość w smartfonie, tak częstotliwość odświeżania jest powodem, dla którego iPhone’a noszę już niemal wyłącznie ze względu na konieczność. Czytanie jakiegokolwiek artykułu na ekranie z takim odświeżaniem sprawia, że jest to „droga w jedną stronę”. Ekran ma jednak pewną dziwną przypadłość, którą wolałbym poprawić – zbyt duża jasność minimalna.

Często lubię przed zaśnięciem coś przejrzeć lub przeczytać na smartfonie w aplikacji Feedly. Jeżeli w pomieszczeniu jest ciemno, a podświetlenie zostało ustawione na minimum – nadal razi ona w oczy. Nigdy nie zwracałem na to uwagi, bo też nie było takiej potrzeby – ale teraz wiem, że to istotne. Nie jest to oczywiście sytuacja, w której telefon zamienia się w latarkę – jednak nie pogardziłbym trochę słabszym podświetleniem.

Zauważyłem też inny mały problem. Kiedy podświetlenie jest ustawione na minimalne w ciemnym trybie, to nie wszystkie elementy są dobrze widoczne pod względem kontrastu. Muszę wtedy lekko przesunąć suwaczek jasności w prawo i wszystko się wyświetla jak trzeba.

Wiem, że granie na malutkim ekranie w Cyberpunk 2077 to barbarzyństwo. Z drugiej strony, na szybką, pojedynczą misję wystarczy. Nie mam wiele czasu na gry, dlatego często zanim włączę Xbox, konsola przypomni sobie o „niezbędnej aktualizacji”, a potem wszystko się wczyta – to ja muszę już kończyć rozgrywkę, bo obowiązki wzywają. A taka Google Stadia w połączeniu ze świetną jakością wyświetlacza przekonał mnie do gry na smartfonie właśnie przez swoją prostotę.

3. Aparat daje poczucie komfortu

Ok, przyznam uczciwie, że jestem najmniej kompetentną osobą w robieniu i ocenianiu zdjęć, jaką można sobie wyobrazić. Czyli jak pewnie 99% społeczeństwa.

Jakość fotek oceniam w dwóch kategoriach – „ładne/brzydkie” oraz „wiadomo, o co chodzi/nie wiadomo, o co chodzi”. W aparacie w smartfonie najbardziej cenię sobie powtarzalność. Czyli widzę coś, czemu chcę zrobić zdjęcie, wyciągam telefon i po prostu WIEM, że fotka będzie co najmniej ładna i będzie wiadomo, o co chodzi.

Za taką powtarzalność cenię od zawsze iPhone’y. Może i są lepsze smartfony fotograficzne na rynku, ale odpalam aparat i jednym przyciskiem robię zdjęcie, które nie jest ani rozmazane, poruszone i tak dalej. Mi wystarcza.

W tym roku postanowiłem zaryzykować i na rodzinnej Wigilii uwieczniałem wspomnienia nowym smartfonem, zamiast tak jak zwykle – iPhone’em. Ryzyko było dosyć duże, bo mam 10-miesięczną córkę i to jej pierwsze święta. Sadzając ją pod choinką z mnóstwem lampek ryzykowałem, że moje kryterium oceny zdjęć „wiadomo, o co chodzi” nie zostanie spełnione.

Bardzo szybko okazało się, że Oppo Reno4 Pro daje wyjątkowo powtarzalne rezultaty i można na nim spokojnie polegać. Spokojnie mógłby to być mój jedyny aparat fotograficzny i w niczym nie ustępuje temu z iPhone’a 11. Przebija go natomiast liczbą ustawień, ale nie przewiduję, żebym chciał się nimi kiedykolwiek bawić. Tryby automatyczne są dla mnie stworzone.

4. Szybkie ładowanie jest naprawdę szybkie

Po otrzymaniu przesyłki od kuriera okazało się, że w zestawie nie ma ładowarki. Wiedziałem, że ładowarka od Oppo jest prawdopodobnie jedną z najlepszych rzeczy w tym smartfonie i koniecznie chciałem ją przetestować.

Faktycznie panowie zapomnieli spakować, ale szybka wiadomość do Dawida Kosińskiego i kilka dni później kolejna przesyłka była u mnie. SuperVooc 2.0 to autorska technologia Oppo pozwalająca ładować smartfon z mocą 65W. W porównaniu do „szybkiego ładowania” iPhone’ów to przepaść. Nie do końca wiem nawet, czy można określić ładowanie iPhone’ów mianem szybkiego po tym, co tutaj widziałem.  Jestem absolutnie zachwycony tą technologią, bo zmieniła moje przyzwyczajenia użytkowania smartfonów.

Nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że w moim przypadku to największa zmiana w smartfonie od wielu lat. Tak jak odetchnąłem z ulgą po przesiadce z fatalnego HTC One X w 2015 roku na iPhone’a 5, tak teraz odetchnąłem z ulgą, że kompletnie nie muszę się przejmować naładowaniem baterii.

Większość z nas ma swoje dziwne przyzwyczajenia. Jednym z moich jest to, żeby nie wychodzić z domu z naładowaniem baterii poniżej 50%. W końcu, jak uczą nas mądre filmy katastroficzne, telefon rozładowuje się właśnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebujemy i utknęliśmy pod lawiną.

Z SuperVooc podłączam telefon dosłownie na wypicie przygotowanej już wcześniej herbaty i umyciem zębów przed wyjściem z domu. Wtedy mam ponad 80%, czyli w sam raz.

Prawdę mówiąc, tak szybkie ładowanie baterii to droga w jedną stronę. Nie chciałbym już smartfona z wolniejszym ładowaniem, bo to uzależnia. Sytuacja, w której jest nam kompletnie obojętne, ile mamy baterii w telefonie, bo i tak naładujemy go w parę minut, to według mnie jedna z najlepszych rzeczy, jakie można było wdrożyć w smartfonach. Tym bardziej słowa uznania dla Oppo, że SuperVooc 2.0 zaczyna trafiać do smartfonów z różnych półek cenowych oraz że pracują nad wersją 3.0, która ma być jeszcze szybsza. Po ładowarce i po kablu widać zresztą, że nie ma tu miejsca na żarty i nikt w Oppo w tej kwestii nie idzie na kompromisy. Gdyby kabel był tylko odrobinę dłuższy, masowo kupowaliby go alpiniści na swoje wyprawy.

Wady? No oczywiście, że są, chociaż stosunkowo niewielkie

Nie ma rzeczy idealnych i zawsze każdy sprzęt będzie wymagał mniejszego lub większego kompromisu.

Największym minusem całego smartfona jest dla mnie zdecydowanie brak mocniejszego certyfikatu wodoodporności. Nie to, żebym pływał z telefonem – sytuacja jest podobna jak w przypadku aparatu. Chodzi o komfort psychiczny. Chcę, żeby smartfon był maksymalnie odporny na trudności codziennego życia i taki certyfikat np. IP68 prawdopodobnie podniósłby finalną cenę urządzenia, ale wolałbym gdybym, żeby telefon go miał.

Druga wada to bardzo duże pole do poprawy w przypadku silniczka wibracyjnego. Czytałem kilka recenzji Oppo Reno4 Pro 5G i praktycznie każda z nich zaznaczała, że jest bez rewelacji. Wibracje są na poziomie Redmi Note 7, który jednak jest smartfonem co najmniej trzykrotnie tańszym – tam wybaczę wiele rzeczy.

W tych dwóch elementach widoczne są oszczędności, które ewidentnie chciałbym, żeby były poprawione. Czyli jak dla mnie - smartfon ma dwa braki, które z mojej perspektywy dzielą go od ideału.

Za wadę natomiast nie uznaję obecności słabszego procesora niż flagowy w tym roku Snapdragon 865. Jeżeli coś działa świetnie, super płynnie i nie odnotowałem nawet najmniejszego spowolnienia animacji (zero, naprawdę) – nie wnikam co siedzi w środku. Jestem przekonany, że mocy nie zabraknie tu aż do wymiany na nowszy model przez większość zwykłych użytkowników, czyli te 3 lata.

Niektórzy mogą powiedzieć, że minusem jest brak ładowania bezprzewodowego. Jak już jednak mówiliśmy - podłączenie do ładowarki na dopicie herbaty i umycie zębów przed wyjściem daje około 30-40% baterii. Nie widzę ani jednego powodu, dla którego miałbym korzystać z wolniejszych ładowarek bezprzewodowych. Nie ukrywam, że jestem leniwy. Jednak jakieś tam minimum mogę z siebie dać i podpiąć ten kabelek w zamian za wyjątkowo szybkie ładowanie. Oczywiście, jeżeli w kolejnej generacji zrobią równie szybki SuperVooc bezprzewodowy – nie obrażę się.

Podsumowanie. Czy warto kupić Reno4 Pro 5G?

Nie mam wątpliwości, że jestem posiadaczem jednego z najlepszych smartfonów, jakie można kupić w obecnej chwili. Od świetnego ekranu 90 Hz, poprzez godny zaufania aparat, aż po technologię SuperVooc, która jest dla mnie autentyczną innowacją.

Producent doprowadził Androida do stanu, w którym system działa idealnie szybko, jest estetyczny oraz stabilny. Była to moja główna obawa, bo chociaż sprzęt na papierze prezentuje się imponująco, to oprogramowaniem nieprzystosowanym do europejskiego rynku, można wszystko zepsuć.

Teraz mogę pokusić się o stwierdzenie, że Oppo ma bardziej cywilizowaną nakładkę niż Xiaomi ze swoim MIUI. Aplikacje są trzymane w pamięci podręcznej całymi dniami. Wydajność jest bez najmniejszego zarzutu i ani jedna klatka animacji się nie zgubiła od pierwszego włączenia aż do tej chwili. Nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie coś miało się zmienić.

To jeden z tych smartfonów, który spokojnie posłuży te 3 lata do wszystkich zadań, jakie można postawić przed takim urządzeniem. A potem wymienimy go na nowszy (i jeżeli moje przewidywania się spełnią), ostatni już smartfon.

Zdjęcia umieszczone w tekście wykonał Marcin Połowianiuk.