Sprzęt  /  Felieton

Samsung Galaxy S21 bez ładowarki w pudełku. A tyle było śmiechu z Apple’a...

Samsung Galaxy S21 bez ładowarki w pudełku. A tyle było śmiechu z Apple’a...

Mam już dość. Linia telefonów Galaxy S jest od lat moją ulubioną, zaś Galaxy S21 to mój nowy obiekt cichych westchnień. Telefon ten, tak jak iPhone, jest sprzedawany bez ładowarki w imię walki z elektrośmieciami. I super – choć mam ogromny niesmak po tym, jak działał dział marketingu firmy.

Nie ukrywam: jestem nieco walnięty na punkcie ekologii. Nie wynika to jednak z jakiejś ideologii czy stylu życia, a z egoistycznego strachu o los mój i moich najbliższych. Uznaję świat nauki za autorytet, a ten bije na alarm. Naukowcy zgodnie twierdzą, że mamy przekichane. I jeżeli natychmiast się jako ludzkość nie ogarniemy, nasz świat może przestać być zdatnym do życia dla naszego potomstwa.

Dlatego też gdy Apple ogłosił, że do nowych iPhone’ów nie będzie dołączona ładowarka, byłem absolutnie zachwycony. Producent ma rację twierdząc, że większość jego klientów to klienci lojalni, którzy niemal na pewno mają już w domu kilka ładowarek do telefonów i że nowa to niepotrzebny elektrośmieć. W razie potrzeby ładowarkę można kupić osobno. Większość konsumentów nie będzie jednak jej potrzebować. Jeden elektrośmieć mniej na naszej planecie.

Nie bądźmy naiwni. W tej decyzji jest sporo cynizmu.

Sceptycy zauważają, że przecież ceny telefonów nie maleją o koszty produkcji ładowarek. Na dodatek urządzenia zwykle są drogie. Strzyżenie klientów przez producenta? Zdecydowanie tak. I to na dwa sposoby. Nie tylko można w ten sposób na nas zarobić dodatkowe pieniądze, to na dodatek można je zaoszczędzić. I to więcej, niż się zapewne niektórym wydaje.

Niestety nie wiemy, ile kosztuje wyprodukowanie ładowarki Apple. Sam producent wycenia zestaw zasilacz+przewód na nieco ponad 100 zł, jednak jest w to wliczona ogromna marża. Powiedzmy, że rzeczywisty koszt produkcji takiej ładowarki to dwa dolary. W 2018 r. niemal 218 mln iPhone’ów trafiło do klientów. Gdyby już wtedy nie miały ładowarki oznaczałoby to około pół miliarda (sic!) dolarów w kieszeni Apple’a. Na oko i licząc bardzo ostrożnie.

Ja jednak w swoim ekonarwaniu jestem ponad ten cynizm. iPhone – i ogólnie telefony z półki premium – to i tak zwierciadła naszego konsumpcjonizmu. Niech będzie jeszcze drożej, byle elektrośmieci było mniej. Brawo Apple. Co robi konkurencja?

Śmiechom nie było końca.

iPhone jako modny produkt to łatwy i oczywisty cel dla wszelakiej konkurencji. Ta nigdy nie odpuszcza Apple’owi kontrowersyjnych decyzji i często mobilizuje swoje marketingowe zasoby, by wytykać je na oczach konsumentów. Często zresztą bardzo trafnie. Dlatego też jak tylko dowiedzieliśmy się, że ładowarkę to do iPhone’a będziemy musieli kupić sobie osobno, w mediach społecznościowych aż zawrzało.

Najwięcej do napisania na temat ładowarek iPhone’a miały Xiaomi i Samsung. Już wtedy wiedziałem, że to zdumiewająca wręcz krótkowzroczność. Apple to firma, czy to się komuś podoba, czy nie, która wyznacza trendy i modę na rynku elektroniki użytkowej. Chyba wszyscy pamiętamy szaleństwo w formie wycięć w wyświetlaczu – bo iPhone je ma, to my też musimy – nawet w telefonach, które nie mają nic co choćby przypomina Face ID. Kwestią czasu było podjęcie decyzji o byciu eko, jak Apple.

Stawiam wyzwanie. Odnajdźcie proszę powyższe wpisy na oficjalnych profilach obu firm. Ale tylko jeśli macie dużo wolnego czasu, bo po długich poszukiwaniach będziecie musieli się poddać. Na social media Samsunga i Xiaomi nie znajdziemy już ani jednego komunikatu szydzącego z decyzji Apple’a. Śmiejąc się z producenta iPhone’a musiałyby bowiem śmiać się z samych siebie.

Najpierw pokory nabrało Xiaomi. Stworzyło telefon, który mi kojarzy się z Windowsem XP edycją N. Przepraszam, już tłumaczę.

Wiele lat temu Microsoft za sprawą ugody w postępowaniu antymonopolowym zmuszony był opracować system Windows w edycji N. Owa edycja ukrywała przed użytkownikiem Internet Explorera i Windows Media Playera, by skłonić go do szukania alternatywy i przełamać monopol obu rozwiązań. Edycji N Windowsa nie kupił niemal nikt. Większość klientów uznała zapewne, że lepiej tego Explorera i Playera mieć pod ręką. Najwyżej nie będzie się ich używać.

mi 11 bez ładowarki

Spodziewam się podobnej historii w przypadku najnowszego sztandarowca Xiaomi. Klienci mogą wybrać wersję z ładowarką lub bez. Różnicy w cenie nie ma przy tym żadnej, nawet symbolicznej złotówki. Nie wiem tego, ale intuicja mi podpowiada, że Xiaomi nie wyprodukuje za wiele zestawów bez ładowarki. Jestem przekonany, że prawie nikt nie wybierze wybrakowanej wersji, skoro za identyczną kwotę można mieć bogatszy zestaw. Niewykluczone, że zrównanie cen było wręcz świadomą decyzją, by pchnąć przytłaczającą większość nabywców do pudełek z ładowarką i nie komplikować sobie procesu technologicznego dużą liczbą ekozestawów.

Galaxy S21 bez ładowarki w pudełku, czyli mały smrodek przy dużej premierze.

W ślady iPhone’a poszedł również Galaxy S. I w zasadzie powinienem się cieszyć. Przecież jako ten ekoświr powinienem być usatysfakcjonowany ostateczną decyzją Samsunga. Galaxy S21 nie tylko zapowiada się cudownie, ale na dodatek wpłynie negatywnie (czyli że korzystnie dla nas i naszego świata) na produkcję elektrośmieci. Tyle że to nie jest takie proste.

Ekologia to taki dość specyficzny temat. Niestety, zahaczający również o ideologię. Co z tego, że świat nauki bije na alarm i każe nam niezwłocznie zmienić styl życia, skoro go ignorujemy? Mamy 2021 r., a ja nadal toczę – i póki co przegrywam – batalię z bliskim członkiem mojej rodziny o sortowanie odpadów. Ktokolwiek decyduje się na edukowanie społeczeństwa w kwestii stanu naszego ekosystemu czy na bezpośrednie angażowanie się w poprawę sytuacji powinien być w tym konsekwentny.

Samsung tymczasem rozegrał to w sposób zbyt cyniczny, by być w efekcie wiarygodny. Najpierw komunikuje masowemu klientowi, że Apple’a to z grubsza coś walnęło na głowę i że Apple kosi kasę na swoich klientach. Następnie robi dokładnie to samo. Jaki wniosek ma wyciągnąć trzeźwo myślący konsument? Nic, tylko westchnąć i stwierdzić, że Samsung stał się równie chciwy co Apple.

Najgłupsze jest w tym wszystkim to, że to przecież Samsung.

Rozumiem pewną formę kombinowania u, za przeproszeniem, Xiaomi. To firma, która nadal szuka innej tożsamości niż tanio a dobrze. Apple jest jej naturalnym wrogiem. Samsung to jednak na dziś jeden z liderów innowacji i technologiczny gigant nie tylko w świecie telefonów. Zgodzi się z tym chyba każdy, nawet ktoś, kto nie przepada za produktami tej firmy z takiego czy innego względu.

Tym bardziej ten kompleks Apple’a staje się męczący. Taki Galaxy S21 wyposażony jest w jedne z najlepszych – jeśli nie najlepsze – podzespoły na rynku, w tym w rewelacyjne wyświetlacz i aparat. Jego Android z One UI to fantastycznie zaprojektowany system operacyjny. Zresztą ogólnie linia Galaxy w zasadzie nie ma się niczego wstydzić.

Wystarczyło się nie śmiać z Apple’a. Wystarczyło nie być krótkowzrocznym w swoich drwinach. Wystarczyło, by dział marketingu nie zapominał, że za kilka miesięcy Samsung musi wprowadzić do sprzedaży nowy telefon. Galaxy S to produkty, które nie potrzebują iPhone’a na swoim tle, by lśnić – to po prostu rewelacyjne sprzęty. Niech ktoś to w końcu powie samsungowym szefom od reklamy. Bo z poważnego dla mnie i wielu ludzi na całym świecie tematu zrobiono farsę.