Gry  / Recenzja

Sprawdzamy TemTem na PS5, czyli takie Pokemony, ale bez Pokemonów

Picture of the author

TemTem, czyli gra klasyfikowana jako MMO i silnie inspirowana serią Pokemon, trafiła już na PS5. Sprawdziliśmy, czym te nowe kolorowe stworki różnią się od Pikachu i spółki.

  • Kupmy sobie Pokemony na Nintendo!
  • Mamy Pokemony na PlayStation…
  • Pokemony na PlayStation: TemTem

…przy czym zdaję sobie sprawę, że dowcipy o tym, że coś „mamy w domu” i ich parafrazy, zrobiły się suche, ale nic nie poradzę na to, ze w przypadku TemTem pasują jak ulał i aż się o nie prosi. Twórcy gry nawet nie kryją, że ich produkcja jest podobna do klepanych od dwóch dekad Pokémonów w takim stopniu, w jakim… pozwolili na to prawnicy.

Zarówno w Pokemonach, jak i w TemTem zbiera się kolorowe stworki i szkoli je, by walczyły za nas o pieniądze.

Już dawno słyszałem, że „TemTem to takie Pokemon MMO, ale bez Pokémonów”, bo gra dużo wcześniej trafiła w wersji rozwojowej na pecety, ale chociaż kolorowe stworki w wydaniu Nintendo i Niantic uwielbiam, tak jakoś nie było mi po drodze z ich naśladowcą. Traf jednak chciał, że podczas gdy Szymon Radzewicz udał się służbowo do Night City, mi przypadła wycieczka na Archipelag Podniebnych Wysp.

Płaska Ziemia? Okrągła Ziemia? Nie, to fruwająca Ziemia!

TemTem dostępne w ramach programu Early Access sprawdzałem przez ostatnie dni na konsoli PS5, gdzie gra zajmuje zaledwie około 2,5 GB (co mnie bardzo ucieszyło, bo w tej generacji ciągle brakuje mi miejsca…). Ten niewielki rozmiar jednak w ogóle nie dziwi, bo grafika w grze studia Crema wydanej przez Humble Bundle jest ascetyczna i jest w tej prostocie jest pewien urok.

Wiedzieć przy tym, że w przypadku TemTem mamy do czynienia z kopią Pokemonów, to jedno, ale zobaczyć ją w akcji, to coś zupełnie innego.

Jeśli spodziewaliście się takiej, hm, „silnej inspiracji” jak w przypadku The Outer Worlds i Fallout: New Vegas, Assassin’s Creed Origins i Wiedźmina 3: Dziki Gon czy The Legends of Zelda: The Breath of the Wild i Genshin Impact, to spieszę donieść, że to zupełnie inna liga. TemTem nawet nie próbuje ukrywać, że jego twórcy chcieli stworzyć Pokemony, ale nie mieli na nie licencji.

Tak jak w Pokemonach jesteśmy trenerami i łapiemy Pokemony w okrągłe Poke Balle, tak w TemTemie jesteśmy tamerami i łapiemy TemTemy w prostokątne TemCardy. Tak jak w Pokemonach leczymy stworki w Poke Center i walczymy w Poke Gymach, tak w TemTemie mamy Temporium i Dojo. Tu mamy Pokedex, a tam Tempedię, tu Potiony i Repele, tam Balmy i… już nawet nie pamiętam co, ale działa tak samo.

TemCard Is the New Pokeball

Ahoj, przygodo!

Dla fanów serii Pokemon nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że TemTem zaczynamy w rodzinnym domu od rozmowy z Mamą. Przypomina ona, że dziś czeka nas Wielki Dzień. Rezydujący w naszej małej mieścinie Profesor wysyła nas na szkolenie do miasta obok, ale ponieważ w trawie grasują dzikie stwory, to po spotkaniu z Rywalem możemy sobie wybrać na start naszego obrońcę.

Do wyboru są — a jakże — są trzy stworki, które… nie przypominają żywcem tych „prawdziwych” Pokemonów. Niezły plot-twist, nie powiem! Uniosłem też brew, gdy się okazało, że pierwszy z nich o zielonym kolorze wcale nie był typu trawiastego, tylko jakiegoś „kryształowego”. Do tego doszły dwa inne startery o typach melee (walka w zwarciu) oraz mental (psycho-cośtam).

TemTem dodając i usuwając typy, wywraca do góry nogami samą mechanikę starć znaną z Pokémonów i to jest najgorszy pomysł z możliwych.

Pokemony to z grubsza podniesiona do n-tej potęgi gra w kamień papier nożyce — zaczyna się od tego, że trawa pali ogień, a woda go gasi, ale w praktyce trzeba brać pod uwagę kilkanaście (!) różnych typów, które można do tego łączyć w pary (!!). Od kiedy gram w Pokemony, minęły już dwie dekady, a nadal się czasem mylę. Uczenie się kolejnej takiej tabeli zależności jest po prostu ponad moje siły.

Temdex tzn. Tempedia wygląda tak

Zmiany są zaś spore, bo tak jak w obu grach mamy co prawda typy Wodne i Ogniste, tak w TemTem zamiast Trawiastego mamy Naturę, a Latający zastąpił Wiatr… z czym dałbym sobie jeszcze radę. Niestety zniknęły takie typy jak Stalowy czy Mroczny, a dołączyły wspomniany Kryształowy oraz tajemniczy Cyfrowy (który jest podobno dużo mocniejszy od wszystkich pozostałych).

Ktoś tu albo zapomniał o zasadzie „jak działa, to nie rusz”...albo został zmuszony do ruszania przez dział prawny.

Ciężko co prawda uwierzyć, że akurat tej konkretnej mechaniki nie udało się deweloperom ze studia Crema skopiować bez ryzyka batalii prawnej z kolegami po fachu od Pokemonów, no ale to nieistotne. To, że TemTem wymaga nauczenia się od nowa całej tej sieci zależności, jest fatalną wiadomością. Na tym w dodatku takie mało subtelne zmiany w mechanice się nie kończą.

Na szczęście nie wszystkie autorskie pomysły deweloperów są do kitu — ba, niektóre są naprawdę świetne! Ten najlepszy związany jest mechaniką starć, które niemalże zawsze rozgrywane są tu w modelu 2 na 2 (TemTem był projektowany tak, by móc przechodzić go w co-opie). Wszystkie stworki mają dodatkowy parametr, jakim jest Stamina, czyli Wytrzymałość.

Atakują klony, będą nas miliony

Ten nowy parametr dokłada dodatkową warstwę taktyczną i jest najfajniejszym pomysłem studia Crema.

Każdy stworek opisany jest znanymi fanom Pokemonów parametrami takimi jak Atak, Specjalny Atak, Obrona, Specjalna Obrona i Szybkość (a bazowy parametr danego egzemplarza stworka może przyjąć wartości od 1 do 50, a nie od 1 do 31 i ze względu na online’owy charakter gry nie da się powtórzyć losowania). Do tego dochodzi Zdrowie oraz właśnie ta cała Stamina, która zastępuje punkty PP. 

W serii Pokemon każdy stworek miał do dyspozycji po cztery ataki i tutaj to się nie zmieniło, ale tam każdy z nich można było użyć ograniczoną liczbę razy wyrażoną przez PP. TemTem do każdego ataku dodał koszt energii możliwej do odnowienia zarówno za pomocą przedmiotów podczas walki, jak i automatycznie po jej zakończeniu. Jeśli zużyjemy całą, każdy atak odbiera zdrowie.

W dodatku po takim przemęczeniu się Pokemon musi przez turę odpocząć!

Dzięki temu gracz znacznie częściej wymienia stworki podczas walki i muszą więcej myśleć podczas starć. Każdy ruch poprzedza analiza, których ataków warto używać — czy tylko tych najsilniejszych, czy też może słabszy? Może tych zapewniających buffy naszej drużynie lub debuffy przeciwnikom? Potencjał tego rozwiązania jest ogromny i to jest ta zmiana z gatunku naprawdę fajnych.

Jak wypadł mój starter pod względem genetycznym? Not great, not terrible

Stamina sprawia, że jeśli ktoś wystawi tanka, a my przeszarżujemy, to sami się wykończymy. Z drugiej strony może to pomóc również nam, jeśli trafimy na zbyt pewnego siebie przeciwnika. Jak już przy ruchach zaś jesteśmy, to warto dodać, że TemTem nie trzeba nam kombinować, co zrobić, by przywrócić stworkowi jeden z poprzednich ruchów — jest lista, można z niej wybierać do woli.

Naraz można wybrać cztery ataki dla Temtema, ale w każdej chwili nasz podopieczny może sobie przypomnieć każdy ruch, który znał wcześniej.

Oprócz tego TemTem wprowadza wiele innych usprawnień, takich jak np. licznik tur pozostałych do usunięcia specjalnego efektu, podświetlenie ostrzegające, że użyty przez nas atak nie będzie efektywny (jeśli złapaliśmy przedstawiciela gatunku tego konkretnego stworka wystawionego przez naszego oponenta). Do tego dochodzą znacznie szybsze tempo poruszania się, minimapa, sidequesty…

Bardzo doceniam bowiem to, że np. nie trzeba już wracać „do bazy” co chwilę, by uleczyć swoich kolorowych wojowników i odświeżyć im ataki. Teraz, by przywrócić im pełną sprawność, wystarczą przedmioty, które można kupić w każdym sklepie… A jak o tym wszystkim myślę, to mam ogromną nadzieję, że twórcy Pokémonów zaczną te wszystkie rozwiązania kopiować od swojego naśladowcy.

Pole walki brzmi znajomo

Podczas zabawy w TemTem cały czas mam jednak wrażenie, że to po prostu mod do Pokemonów na sterydach.

Silnik co prawda został napisany od zera (a przynajmniej taką mam nadzieję…) i oprawa graficzna ma swój własny charakterystyczny styl, ale to nie jest w żadnym razie taki typowy w pełni autorski projekt z gatunku jRPG, który ma własną tożsamość. Rozczarowująca jest też warstwa wieloosobowa, która wymusza granie przy stałym podłączeniu do internetu, co ma swoje wady i… zalety.

Tyle dobrego, że dzięki temu gra zapisuje każdy nasz ruch, co jednak ma swoje minusy — jeśli przegramy pojedynek albo TemTem nam ucieknie, to nie da się załadować stanu gry i powtórzyć próby. Jeśli chodzi jednak o interakcje z innymi graczami, to poza tym, że widać ich na mapie (ale można przechodzić przez nich) to nic to nam nie daje — wyzywa się ich na pojedynek i tak z menu.

Menu i sterowanie pozostawia przy tym nieco do życzenia.

Zirytowałem się już na samym początku, gdy się okazało, że przejście do nowego wiersza w kreatorze awatara przenosi zawsze na sam jego początek, przez co spędziłem w nim dwukrotnie więcej czasu, niż planowałem. Do tego notorycznie na mapie świata, zamiast aktywować to, co chciałem, zagadywałem swojego kompana, czyli pierwszego stworka z sześciu noszonych przy sobie, który za mną łaził.

Na nudę nie ma co narzekać

Do tego tak jak w grach z serii Pokemon, chociaż można już w nich sterować analogiem, czuć pod stopami awatara niewidoczną siatkę (i to chyba z tego powodu zwracając się w stronę drzwi albo przedmiotu zawsze w nie trafiam) tak tu awatar wręcz płynie po mapie. Sama szybkość poruszania się to jednak spory plus — tak jakbym jeździł cały czas na pokemonowym rowerze.

Trzeba też pamiętać, że gra jest ciągle na etapie rozwoju.

Mechanika nie jest jeszcze gotowa, nie wszystkie stworki są dostępne, a niektóre budynki oraz drogi oznaczone są znaczkiem WIP (praca w toku). Miło zaskoczyła mnie natomiast wielkość mapy i długość dróg między miastami — wydaje mi się, że taka podróż trwa dłużej niż w Pokemonach, ale nie na tyle, żebym się znużył.

Niestety najbardziej rozczarowują… same TemTemy. Obiektywnie nie są zaprojektowane źle, ale nie mają tego uroku co te najlepsze Pokemony z pierwszych dwóch generacji i wyglądają jak wyjęte żywcem z fanartów. Przypominają mi to nieco zakurzone już Digimony, w które również nie mogłem się za dzieciaka wkręcić, bo czułem, że to nie to.

Ten z tyłu ciągle mnie zaczepia

Mam też wrażenie, że gra stara się za bardzo skopiować również klimat Pokemonów.

Kultowa już seria gier od Game Freak na konsole od Nintendo od zawsze starała się pokazać graczom, że są super. Przesłanie jest zawsze takie, iż świat zaakceptuje ich takimi, jakimi są, a jeśli tylko będą się naprawdę bardzo starać, to osiągną wszystko to, co sobie zamierzyli — złapią je wszystkie, zdobędą odznaki, zostaną czempionem tej czy innej ligi itd.

TemTem próbuje to wrażenie imitować, ale dość nieudolnie już na samym początku — gdy cała wioska przyszła mnie żegnać i prawiła mi niezasłużone komplementy, czułem zażenowanie. Czuć tu taką wymuszoną sztuczność w dialogach, a misje poboczne wyglądają jak z jakiegoś generatora. To, co twórcom Pokemonów uchodzi płazem, bo wpisuje się w konwencję, tutaj jakoś uwiera.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie jestem w stanie TemTem nikomu z czystym sumieniem polecić.

Jeśli tylko macie szansę zagrać w te zwykłe Pokemony, to będzie to zapewne znacznie lepsza decyzja — zresztą zwykle oryginały są lepsze niż ich takie „nieautoryzowane kopie”. TemTem to taka propozycja dla osób, które nie mają i w ogóle nawet nie planują zakupu Switcha, ale przy tym naprawdę, ale to tak naprawdę-naprawdę chciałyby mieć własne „Pokemony w domu”.

Inna grupa graczy, która może być zainteresowana TemTemem, to ci zapaleńcy, którzy już wszystkie części przeszli i nadal mają głód tego typu gier, a są znużeni odsłonami wydawanymi przez GameFreak. Tylko czy istnieją w ogóle tacy ludzie? Tego nie wiem, za to w każdym innym przypadku lepiej chyba będzie ten tytuł ominąć… lub chociaż poczekać na premierę pełnej wersji.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst