Tech  / Recenzja

Obiecanki-cacanki. Huawei Freebuds Studio - recenzja

Picture of the author

Huawei bardzo dużo obiecuje w opisie słuchawek Freebuds Studio. Miałem ponad miesiąc, by się przekonać, czy te obietnice mają odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Wchodząc na tak zatłoczony rynek, jakim jest rynek wysokiej klasy słuchawek bezprzewodowych z ANC, trzeba być gotowym na ostrą walkę. Huawei Freebuds Studio kosztują 1399 zł, co stawia je tuż obok gigantów pokroju Bose NC 700, Sennheiser Momentum Wireless 3 czy niepokonanych w swojej klasie Sony WH-1000XM4. Jednocześnie cena plasuje je znacznie wyżej od tak znakomitych słuchawek Sony WH-1000XM3 czy Sennheiser PXC-550 II.

Pozostaje więc pytanie - czy Huawei Freebuds Studio są na tyle dobre, by wygrać z rywalami na tej samej półce cenowej lub nakłonić do dopłaty względem tańszych modeli?

Huawei Freebuds Studio w pierwszym kontakcie wzbudzają mieszane uczucia.

Przy pierwszym otwarciu pudełka jest świetnie. Słuchawki trafiają do klienta w znakomitym etui, które ma dodatkowo zamykaną przegródkę na przewody.

Same słuchawki po wyjęciu z etui również robią dość dobre wrażenie - konstrukcja jest solidna, nic nie trzeszczy, a regulowany pałąk stawia należyty opór.

Pierwszy zgrzyt pojawia się, gdy dotkniemy przycisków. Na tle reszty konstrukcji przyciski na puszkach robią fatalne wrażenie. Są tanie, trzeszczące i trudno wyczuwalne. Ten fakt jest o tyle irytujący, iż oprócz niskiej jakości przycisków do sterowania muzyką wykorzystujemy panel dotykowy, który jest niezbyt responsywny i ma niewielką powierzchnię. W praktyce obsługa tych słuchawek nie należy do najprzyjemniejszych.

Kolejnym minusem widocznym od razu jest zakres ruchu nauszników. Można je co najwyżej obrócić - nie sposób ich złożyć. Oznacza to, że nawet bez dedykowanego etui słuchawki Huawei zajmą sporo miejsca w plecaku.

Komfort jest dobry, ale nie najlepszy.

Po założeniu słuchawek i sparowaniu ich z jednym lub nawet dwoma urządzeniami jednocześnie czuć, że Huawei poświęcił mnóstwo czasu na optymalizację komfortu. Słuchawki są bardzo wygodne w pierwszym kontakcie. Nauszniki i tworzywo pokrywające pałąk są miękkie i wygodne, choć przy masie 260 g czuć te słuchawki na głowie.

Problem pojawia się dopiero przy dłuższym słuchaniu. Nauszniki przylegają do głowy na tyle ciasno, że dookoła uszu buduje się nieprzyjemny ucisk, zaś nauszniki zaczynają się „pocić”. Po dwugodzinnej sesji słuchania włosy przy uszach miałem całe mokre.

Dźwięk jest dobry, ale nie najlepszy.

Przechodząc od razu do tego, jak słuchawki Huawei grają - jest… dobrze.

Czterowarstwowe membrany o średnicy 40 mm są w stanie odwzorować częstotliwości w zakresie 4 Hz do 48 kHz i to słychać. Bas jest bardzo głęboki, a góry śpiewne i otwarte. Co istotne, nawet na wysokich poziomach słuchawki nie przesterowują i zachowują odpowiednią dynamikę dźwięku.

Niestety jak na słuchawki z tej półki cenowej szczegółowość brzmienia jest poniżej przeciętnej. Separacja instrumentów nie należy do najlepszych, podobnie jak rozpiętość sceny i obrazowanie stereo. Prawdopodobnie można rozwiązać ten problem, stosując autorski kodek L2HC, zdolny transmitować audio nawet w 960 kbps. Sęk w tym, że nie dane mi było tego sprawdzić, gdyż najwyższa jakość audio jest dostępna wyłącznie na najnowszych smartfonach Huawei z EMUI 11.

W połączeniu z iPhone’em czy smartfonem z Androidem innego producenta Huawei Freebuds Studio grają dobrze, ale w żadnym wypadku wybitnie.

Podobnie rzecz się ma z rozmowami telefonicznymi - słuchawki Huawei wykorzystują aż 6 mikrofonów, by wychwytywać głos i jednocześnie niwelować zakłócenia. W praktyce jednak nie poczułem żadnej różnicy względem dowolnych innych słuchawek nie tylko z tej samej półki, ale też tańszych.

ANC jest dobre, ale nie najlepsze.

Niejako w ramach pokuty za przeciętny dźwięk słuchawki Huaweia oferują ponadprzeciętną redukcję hałasu. ANC we FreeBuds Studio potrafi dynamicznie dostosowywać się do otoczenia, równie dobrze tłumiąc stałe, równomierne odgłosy co np. odgłosy rozmów czy stukanie w klawiaturę. Jest też oczywiście funkcja hear-through, umożliwiająca wpuszczanie do wnętrza słuchawek dźwięków otoczenia po wciśnięciu przycisku na puszce.

ANC możemy też regulować manualnie w trzech stopniach: najwyższym, ogólnym i komfortowym. I gdyby nie istnienie słuchawek Sony i Bose, mógłbym zachwalać ANC we Freebuds Studio, ale trzeba powiedzieć to jasno - słuchawki Huawei nie mają tak dobrego ANC jak Sony WH-1000XM3/XM4 czy Bose NC 700.

Muszę też powiedzieć, że ANC w bardzo wyraźny sposób wpływa na jakość odtwarzanej muzyki. Bez włączonego ANC słuchawki Huawei grają o wiele lepiej, słyszalnych jest znacznie więcej szczegółów. Z włączonym ANC cały dźwięk jest mało selektywny i ściśnięty.

ANC nie pozostaje też bez wpływu na czas pracy. Producent deklaruje 20 godzin na jednym ładowaniu z włączonym ANC. W czasie testów udało mi się jednak wycisnąć z tych słuchawek góra 15 godzin.

Huawei Freebuds Studio to dobre słuchawki, ale nie najlepsze.

Powiem inaczej - te słuchawki mogłyby być uznane za znakomite, gdyby nie wysoka cena, która nie ma przełożenia na rzeczywiste korzyści. Tuż po premierze Huawei Freebuds Studio były dostępne w sklepie Huawei za 999 zł, ale nawet ta kwota jest za wysoka w stosunku do tego, co oferuje produkt Huawei na tle konkurencji.

W sytuacji, gdy na jednej półce w sklepie obok siebie stoją znakomite słuchawki Sony lub Bose i produkt Huawei, nie znajduję powodu, by sięgnąć po ten ostatni. Tym bardziej że, aby cieszyć się pełnią ich możliwości, potrzebny jest kompatybilny smartfon lub tablet Huawei, które z wiadomych względów nie cieszą się u nas aż taką popularnością jak kiedyś.

Jeśli kiedyś słuchawki Huawei Freebuds Studio potanieją do kwoty poniżej 1000 zł, można je traktować jako znakomitą opcję. W obecnej cenie nie mają jednak szans w starciu z konkurencją.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst