Technologie  / Artykuł

Rolls Royce stawia na atom. Chce wybudować 16 minireaktorów w Wielkiej Brytanii

Nie tylko amerykański sektor energetyczny interesuje się mini-reaktorami jądrowymi. Brytyjskie konsorcjum z firmą Rolls-Royce na czele chce wybudować 16 takich reaktorów na terenie Wielkiej Brytanii. Pomysł jest doskonały.

Największą jego zaletą jest oczywiście ogromny krok w stronę neutralności klimatycznej, którą Brytyjczycy chcą osiągnąć do 2050 r. Plan ten został ogłoszony w zeszłym roku, sprawiając, że Wielka Brytania jest pierwszym z czołowych państw świata, które zdecydowało się na taki krok.

Osiągnięcie zerowej emisji netto gazów cieplarnianych (a na tym polega neutralność klimatyczna) zakłada oczywiście zamknięcie wszystkich elektrowni węglowych i innych źródeł energii produkowanej z paliw kopalnianych. Plan Wielkiej Brytanii zakłada rozwój odnawialnych źródeł energii, jednak zrealizowanie go nie jest takie łatwe. Obecnym rozwiązaniom spod znaku OZE brakuje bowiem stabilności, która byłaby w stanie zagwarantować Brytyjczykom bezpieczeństwo energetyczne.

I właśnie tutaj pojawia się wątek energii jądrowej. Taki pogląd przedstawia m.in. Richard Rhodes, jeden z najbardziej szanowanych ekspertów zajmujących się energią jądrową, który od wielu lat obala kolejne mity na temat energii z atomu. W jednej ze swoich publikacji autor przekonuje, że bez udziału elektrowni atomowych kompletne uniezależnienie się od energii węglowej jest po prostu niemożliwe.

W dodatku energia produkowana z atomu jest porównywalnie zielona do prądu wytwarzanego w elektrowniach wiatrowych czy na farmach solarnych - w trakcie jej generowania, elektrownie jądrowe nie emitują do atmosfery żadnych gazów cieplarnianych. Kolejną zaletą atomu ma być wydajność. Wszystkie inne sposoby produkcji energii, oparte o zielone rozwiązania, mają z tym problem.

Szczególnie w naszej części Europy, w której słoneczne dni czy odpowiednio silne wiatry nie są zjawiskami całorocznymi, przez co średnia wydajność większości elektrowni wiatrowych czy solarnych jest dość niska. Podobna sytuacja ma miejsce w Stanach Zjednoczonych (na te dane powołuje się Rhodes), gdzie elektrownie wodne pracują ze średnią wydajnością na poziomie 38,2 proc, turbiny wiatrowe - 34,5 proc, a wydajność farm solarnych wynosi zaledwie 25,1 proc. Wydajność elektrowni atomowych na tym samym obszarze wynosi z kolei 92,3 proc., co sprawia, że ten rodzaj energii można określić jako o wiele bardziej stabilny.

Mini-reaktory rozwiązują największy problem energii jądrowej

Budowa pojedynczego, tradycyjnego (czyli dużego) reaktora atomowego zajmuje (według danych World Nuclear Association) od 5 do 8,5 lat. Jeśli więc chcemy oprzeć dekarbonizację sektora energetycznego na energii atomowej, możemy być praktycznie pewni, że nie byłby to zbyt szybki proces.

Rozwiązaniem tego problemu wydaje się miniaturyzacja. Wyobraźcie sobie pomniejszony reaktor atomowy, a raczej pomniejszone reaktory, w których - właśnie dzięki miniaturyzacji - rdzeń reaktora, stabilizator ciśnienia i wytwornicę pary można umieścić w jednym zbiorniku, pełniącym jednocześnie rolę obudowy bezpieczeństwa.

Dysponując technologią produkcji takich minireaktorów, energetyka jądrowa mogłaby w dość krótkim czasie przejąć sporą część produkcji energii, za którą odpowiadają obecnie elektrownie węglowe i gazowe. I na tym mniej więcej polega właśnie plan konsorcjum z Rolls-Royce'em na czele, według którego na terenie Wielkiej Brytanii miałoby powstać 16 takich minireaktorów.

W swoim oświadczeniu Rolls-Royce zapewnia, że każdy z 16 reaktorów dysponowałby mocą 440 MW, co bez problemu pozwoliłoby na zasilenie 450-tysięcznego miasta. Żywotność reaktorów oszacowano na 60 lat, co jest całkiem niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę szybkość ich budowy i kompaktowość. Pierwsze reaktory miałyby zacząć działać w 2030 r.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst