Nauka  / Artykuł

Miniaturowe reaktory jądrowe zastąpią wielkie elektrownie. Właśnie powstaje 12 takich obiektów

Decyzja ta przejdzie do historii. Władze Stanów Zjednoczonych zezwoliły firmie NuScale na budowę mini-reaktorów jądrowych. 12 takich konstrukcji zasili sieć energetyczną stanu Idaho.

Firmy zajmujące się energetyką jądrową od lat szukały sposobu na zwiększenie konkurencyjności atomu względem chociażby coraz tańszej energii odnawialnej. Sposobem tym okazuje się być miniaturyzacja. Firma NuScale otrzymała właśnie zgodę od amerykańskiego urzędu dozoru jądrowego (Nuclear Regulatory Commission) na budowę 12 mini-reaktorów jądrowych konstrukcji modułowej, w których rdzeń reaktora, stabilizator ciśnienia i wytwornica pary umieszczone będą w jednym zbiorniku, pełniącym jednocześnie rolę obudowy bezpieczeństwa.

Mini-reaktory jądrowe

Wymiary takiego reaktora to 25 m wysokości i 4,6 m średnicy, a waga to 450 ton. Jeśli zaś chodzi o jego wydajność, to wynosi ona 50 MWe (brutto). 12 takich konstrukcji złoży się na pierwszą mini-elektrownię jądrową, której wydajność wynosić ma ok. 600 MWe (brutto). Co więcej, wszystkie komponenty potrzebne do konstrukcji reaktorów mają być produkowane na linii montażowej, co według NuScale ma zagwarantować całkiem sprawne tempo konstrukcji samych reaktorów.

Mniejsze jest lepsze, a elektrownie jądrowe są nam po prostu potrzebne

NuScale nie jest jedyną firmą, która chce zmienić wizerunek atomu i zamiast gigantycznych molochów produkować mniejsze reaktory. Nad bardzo podobnymi projektami pracuje również rosyjska firma Rosatom oraz chińskie przedsiębiorstwo państwowe China National Nuclear Corp.

Miniaturyzacja tego sektora energetycznego pozwoli na szybszą i o wiele łatwiejszą budowę reaktorów, a to właśnie te dwie kwestie do niedawna stanowiły największy problem atomu. Dysponując technologią produkcji mini-reaktorów, energetyka jądrowa mogłaby w dość krótkim czasie przejąć sporą część produkcji energii, za którą odpowiadają obecnie elektrownie węglowe i gazowe, których czas powoli dobiega końca. Odnawialne źródła energii stają się oczywiście coraz bardziej wydajne, ale oparcie na nich całego sektora energetycznego nadal pozostaje pieśnią przyszłości.

Taki pogląd przedstawia m.in. Richard Rhodes, jeden z najbardziej szanowanych ekspertów zajmujących się energią jądrową, który od wielu lat obala kolejne mity na temat energii z atomu. W swojej najnowszej publikacji, która ukazała się na stronie uczelni Yale, autor przekonuje że bez udziału elektrowni atomowych, kompletne uniezależnienie się od energii węglowej jest po prostu niemożliwe. W dodatku, energia produkowana z atomu jest porównywalnie zielona do prądu wytwarzanego w elektrowniach wiatrowych, czy farmach solarnych - w trakcie jej generowania, elektrownie jądrowe nie emitują do atmosfery żadnych gazów cieplarnianych.

Kolejną zaletą atomu jest wydajność. Wszystkie sposoby produkcji energii, oparte o prawdziwe zielone rozwiązania mają z tym problem. Szczególnie w naszej części Europy, w której słoneczne dni, czy odpowiednio silne wiatry nie są zjawiskami całorocznymi, przez co średnia wydajność stawianych w Polsce elektrowni wiatrowych, czy solarnych jest dość niska. Podobna sytuacja ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie elektrownie wodne pracują ze średnią wydajnością na poziomie 38,2 proc, turbiny wiatrowe - 34,5 proc, a wydajność farm solarnych wynosi zaledwie 25,1 proc. Wydajność elektrowni atomowych na tym samym obszarze wynosi z kolei 92,3 proc., co sprawia że ten rodzaj energii można określić jako o wiele bardziej stabilny.

Pozostaje jeszcze kwestia bezpieczeństwa

Dyskusja o energii jądrowej prędzej, czy później zahacza o temat katastrofy w Czarnobylu czy w Fukushimie. Oto kilka faktów na ten temat tej ostatniej: trzęsienie ziemi i wywołane nim Tsunami doprowadziło do stopienia się rdzeni w trzech reaktorach elektrowni w Fukushimie. Władze Japońskie ewakuowały wtedy 195 tys. ludzi znajdujących się w potencjalnej strefie zagrożenia. Wszyscy zostali potem przebadani pod kątem przyjęcia nadmiernej dawki promieniowania.

Wyniki tych badań zostały omówione w raporcie przygotowanym przez Atomic Energy Agency, z którego wynika, że zaledwie 10 osób przyjęło ponadprzeciętną dawkę promieniowania - wyższą niż 10 mSv/rok. Taka ekspozycja nie spowodowała jednak żadnych problemów zdrowotnych. U 98 proc. ewakuowanych ludzi, dawka promieniowania była mniejsza, niż 5 mSv/rok. Dodajmy jeszcze, że Japonia nie leży w tak spokojnym miejscu, jeśli chodzi o ruchy płyt tektonicznych, jak na przykład Polska.

Jeśli zaś chodzi o mini-reaktory, na razie możemy tylko spekulować, że ich mniejszy rozmiar oznacza mniejsze potencjalne zagrożenie z ich strony. W teorii, w przypadku uszkodzenia takiego mini-reaktora można go też przetransportować do miejsca, w którym nie będzie nikomu zagrażał. Na razie projekt reaktora NuScale został zatwierdzony przez amerykański urząd dozoru nuklearnego, więc możemy założyć, że spełnia wszystkie wymagane kwestie bezpieczeństwa.

Jeśli okaże się, że modułowe elektrownie atomowe złożone z mini-reaktorów przyjmą się w Stanach, niewykluczone, że zainteresuje się nimi również Europa. Liczę też, że projektem NuScale zainteresują się też polskie władze. Może mini-reaktory dałoby się zainstalować u nas nieco szybciej, niż planowaną od nikt-nie-pamięta-kiedy elektrownię atomową.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News. (

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst