Kosmos  / News

Po Marsie grasują diabły. Pyłowe, ale jednak diabły

328 interakcji
dołącz do dyskusji

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że powyższe ślady na gładkiej, rdzawej powierzchni Marsa zostały pozostawione przez jeden z łazików przemierzających powierzchnię planety. Nic bardziej mylnego.

Zdjęcie to nie przedstawia śladów pozostawionych przez cokolwiek, co mogło przybyć na Marsa z Ziemi. Jest to natomiast jeden z najlepszych dowodów na to, jak dynamiczna jest atmosfera Czerwonej Planety.

Mars to planeta pokryta rzadką atmosferą - ciśnienie przy powierzchni wynosi zaledwie 7 hPa, czyli jest ponad 100 razy niższe od ciśnienia atmosferycznego na powierzchni Ziemi. Co więcej, z uwagi na brak wody na powierzchni jest to bardzo sucha planeta pokryta ogromną ilością pyłu. Mimo niskiego ciśnienia w atmosferze marsjańskiej wieją wiatry. Połączenie drobnego pyłu na powierzchni oraz wiatru sprawia, że na Marsie często pojawiają się wiry pyłowe.

Zdjęcie wykonane kamerą HiRise 19 września 2018 r. z wysokości 256 km. Źródło: MRO

Prawdziwe pyłowe diabły

O istnieniu wirów wiemy nie tylko dzięki modelom atmosferycznym - mamy także zdjęcia przedstawiające je w akcji. Część z nich wykonały łaziki przemieszczające się po Marsie, a część sondy znajdujące się na orbicie wokół planety.

Na opisywanych tutaj zdjęciach widać ciemne ślady pozostawione właśnie przez wiry pyłowe, które przesuwając się po jasnych wydmach wypełniających dno Krateru Gale, unoszą pył, odsłaniając znajdujące się pod nim ciemniejsze warstwy gruntu marsjańskiego. Zdjęcia zostały wykonane przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) za pomocą kamery HiRise, która od 14 lat dostarcza na Ziemię jedne z najdokładniejszych zdjęć powierzchni Marsa.

Kogo obchodzą wiry pyłowe na Marsie?

Wbrew pozorom te osobliwe wytwory marsjańskiej atmosfery dostarczają geologom sporo informacji o tym, jak na Marsie powstają i ewoluują wydmy.

Wiry te mogą czasami być istnym przekleństwem, a czasami zbawieniem. Raz na kilka lat na Marsie obserwujemy burze pyłowe, które, choć zaczynają się od wirów, to w ciągu kilku tygodni są w stanie objąć swoim zasięgiem całą powierzchnię planety. Takie globalne burze pyłowe sprawiają, że w zwierciadłach teleskopów Mars zaczyna przypominać jednorodną pomarańczową kulę, na której powierzchni nie widać absolutnie żadnych szczegółów. Dzieje się tak, gdy w atmosferze unosi się tyle pyłu, ze nie jesteśmy w stanie przez niego zajrzeć na powierzchnię planety.

Z powierzchni Marsa taka burza pyłowa wygląda równie poważnie. Najlepiej o tym wie - a właściwie wiedział - łazik Opportunity, który jeździł na Marsie od 2004 do 2018 r. Choć jego misja była już wielokrotnie przedłużana, to w 2018 r. łazik nadal doskonale sobie radził i po 14 latach od lądowania nadal przemierzał rdzawe pustkowia Marsa. Gdy w czerwcu 2018 r. rozpętała się tam ogólnoplanetarna burza pyłowa, ilość światła docierająca do paneli słonecznych zasilających łazik nie była w stanie utrzymać przy życiu poszczególnych instrumentów. Burza z czasem przeszła, niebo się przejaśniło, ale łazik nigdy już się nie odezwał i jego misja została oficjalnie zakończona 13 lutego 2019 r.

Z drugiej strony w 2019 r. jeden z wirów pyłowych przeszedł bezpośrednio nad lądownikiem InSight, oczyszczając z pyłu jego panele słoneczne. Dzięki temu lądownik może pozyskiwać ze Słońca więcej energii elektrycznej niż przedtem.

Poza tym nie oszukujmy się, na zdjęciach te wiry wyglądają po prostu spektakularnie.

Wir pyłowy na Marsie sfotografowany przez sondę MRO.
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst