Tech  / Felieton

Miałem kupić iPhone'a 12, ale patrząc na listę wpadek, sam już nie wiem

223 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie kupiłem iPhone’a 12 Pro na premierę i coraz bardziej się cieszę z tego powodu. Liczba wpadek nowego smartfona Apple’a rośnie dosłownie z dnia na dzień.

Po tym, jak nieopatrznie potrzaskałem iPhone’a 11, postanowiłem nabyć nowy model, gdy tylko się ukaże. Potem jednak przeczytałem tekst Piotrka Grabca i musiałem przyznać mu rację - z każdym tegorocznym modelem coś jest nie do końca w porządku.

iPhone 12 Mini? Zanosi się żenujący akumulator. iPhone 12? Za drogi, by nie dopłacić do iPhone’a 12 Pro. iPhone 12 Pro? Akumulator gorszy niż ubiegłoroczny iPhone 11 Pro do tego z gorszym aparatem niż iPhone 12 Pro Max. iPhone 12 Pro Max? Duży i jeszcze droższy niż reszta stawki.

Którego by nie wybrać, zawsze będzie COŚ nie tak, więc uznałem, że skoro już mam żyć z którąś wadą iPhone’a, to będę żył z dużym rozmiarem. Ostatecznie nie jest on większy niż przeciętne smartfony z Androidem, z którymi obcuję na codzień.

Okazuje się jednak, że z nowymi iPhone’ami jest więcej „nie tak” niż się początkowo wydawało. Od pierwszego dnia, gdy nowe smartfony Apple’a trafiły do recenzentów i konsumentów nie milkną głosy mówiące o istotnych wadach. I to wadach konstrukcyjnych.

Ekran nadal wykonany jest z masła. Tyle że masła odpornego na upadki.

Pierwsze testy wytrzymałości potwierdzają - nowy ekran o górnolotnej nazwie „ceramic shield” istotnie jest o wiele bardziej odporny na upadki niż szkło pokrywające ubiegłoroczne iPhone’y 11. Niestety jest tak samo jak ono podatne na zarysowania.

Przekonał się o tym boleśnie m.in. Jaime Rivera z serwisu Pocketnow, który popełnił ten sam błąd, jak redakcja Spider’s Web rok wcześniej - położył jednego iPhone’a na drugim, tylko po to, by odkryć głębokie przetarcie na ekranie spowodowane przez szafirowe szkło chroniące obiektywy:

Problemy z rysami potwierdzili też inni recenzenci, którym iPhone 12 i 12 Pro zaczęły rysować się niemal w dniu wyjęcia z pudełek. Wiem, jak po roku użytkowania wygląda mój iPhone 11. Nie chcę tego powtarzać, nigdy w życiu nie miałem styczności z tak podatnym na zarysowania ekranem. Uprzedzając uwagi o naklejeniu szkła hartowanego - ta opcja niestety odpada. Zbyt często bywam na plaży, a piach włazi w otwory w szkle i zatrzymuje się na krawędzi przyklejonego szkła. Przerabiałem to już z innymi smartfonami.

Nie tylko ekran w iPhone’ach 12 rysuje się od patrzenia.

Jeśli wierzyć doniesieniom z Państwa Środka, błyskawicznie rysuje się nie tylko ekran, ale także ramka. I to nie w tańszym modelu iPhone 12, lecz w droższym wariancie Pro.

Na zdjęciach widzimy iPhone’a 12 Pro z oskrobaną farbą z ramki wykonanej ze stali nierdzewnej. Nie wiadomo, co spowodowało uszkodzenia.

Podobnie jak nie wiadomo, co mogło spowodować pęknięcie szkła na obiektywach iPhone’a 12 Pro należącego do innego recenzenta, Maxa Weinbacha. Weinbach twierdzi, iż uszkodzenie powstało podczas odkładania telefonu na stół. Nawet gdyby zrobił to z impetem, takie pęknięcie nie powinno w żadnym razie powstać.

Komentatorzy pod tweetem Maxa sugerują potencjalną przyczynę problemu - jak zauważają, pęknięcie rozpoczyna się na wysokości wcięć na anteny, które stanowią strukturalne słabe punkty konstrukcji. iPhone 12 - w przeciwieństwie np. do podobnie zaprojektowanego iPhone’a 5s - pozbawiony jest plastikowego „bufora” między obudową i ramką. Szkło styka się więc bezpośrednio z aluminium lub stalą nierdzewną, z której wykonane jest obramowanie iPhone’a 12 i 12 Pro. Możliwe więc, że wibracja powstająca w wyniku odłożenia telefonu jest na tyle silna, iż przenosi się na szkło i powoduje pęknięcie.

Oby to jednak nie była prawda, gdyż gdyby podejrzenie to okazało się słuszne, to o ile przednie szkło iPhone’ów 12 byłoby odporne na upadki, tak plecki pękałyby z równą łatwością co plecki iPhone’a 4s, który był legendarnie wręcz delikatny. Serio, dla tych, co nie pamiętają - iPhone’a 4s wystarczyło upuścić na miękki dywan z wysokości kolan, by plecki potrzaskały się w drobny mak.

iPhone 12 Pro ma rozczarowujący czas pracy na jednym ładowaniu.

Arun Maini, znany szerszej publiczności na YouTubie jako MrWhosetheboss, opublikował znakomite porównanie wydajności energetycznej nowych iPhone’ów w porównaniu z poprzednimi modelami. Z jego testu wynika, że chociaż iPhone 12 i 12 Pro mają nieco lepszy czas pracy niż ubiegłoroczny iPhone 11, tak prezentują znacznie gorsze wyniki od ubiegłorocznego iPhone’a 11 Pro.

Ponadto inni recenzenci zwrócili uwagę, iż przewaga topnieje w oczach jeśli korzystamy z sieci 5G. Wtedy czas pracy nowych iPhone’ów maleje o dobre 2-3 godziny.

Czas pracy na jednym ładowaniu w iPhonie 11 jest jednym z głównych powodów, dla których tak lubię ten telefon. Bez wysiłku wyciskałem z niego dwa dni z dala od gniazdka (choć po aktualizacji do iOS 14 coś się w tej materii zepsuło i teraz trzyma nieco gorzej). Po nowym iPhonie oczekuję co najmniej równie dobrego wyniku, a wiele wskazuje na to, że iPhone 12 Pro mi tego nie zaoferuje.

Do tego dochodzi wszystko, czego iPhone 12 wciąż nie ma.

Dla mnie koronnym brakiem w nowych iPhone’ach jest wyższa częstotliwość odświeżania ekranu. Ktokolwiek spędził dłuższą chwilę z ekranem 90 lub 120 Hz ten wie, że nie da się tego odzobaczyć. Nawet najbardziej płynny interfejs na 60 Hz nie wygląda tak dobrze, jak przeciętny średniak z Androidem wyposażony w odświeżanie 90 lub 120 Hz. Po ponad roku testowania rozmaitych urządzeń z szybkimi ekranami wyświetlacze 60 Hz wyglądają po prostu biednie. A dziwnie tak powiedzieć o smartfonie, którego cena jest tak wysoka, iż przeciętny Polak musiałby przeżyć 4 tygodnie bez jedzenia, by go kupić.

iPhone nadal nie oferuje też prawdziwego szybkiego ładowania. Mało tego, w typowo Apple’owskim stylu nawet to szybkie ładowanie, które jest dostępne (o mocy do 20 W) wymaga nowej ładowarki. Stara „szybka” ładowarka o mocy 18 W nie zapewnia bowiem tej samej prędkości ładowania, co nowa. Choć powinna.

W świecie, w którym Realme za 1299 zł oferuje ładowanie 65 W, brak chociażby dwukrotnie wolniejszego ładowania w smartfonie kosztującym od 3600 do 7199 zł jest po prostu nieśmiesznym żartem.

To wszystko sprawia, że coraz bardziej poddaję w wątpliwość zakup iPhone’a 12 Pro Max.

Nie było chyba dotąd premiery iPhone’a, która nie byłaby obarczona jakąś aferą. Cośtam-gate występuje prawie zawsze, więc na swój sposób nie powinniśmy być zdziwieni, a jednak… po tylu generacjach produktu i przy tak wysokiej cenie mamy prawo jako konsumenci oczekiwać czegoś więcej. A tu już od samego początku nagromadzenie potencjalnych braków i problemów sprawia, że zacząłem kwestionować sensowność zakupu nowego modelu.

Z zakupu iPhone’a nie rezygnuję. Żaden smartfon z Androidem nie jest w stanie zapewnić mi takich synchronizacji z MacBookiem jak iPhone, a tym bardziej CarPlaya w aucie. Na tym etapie czekam jednak (nie)cierpliwie na rynkowy debiut iPhone’a 12 Pro Max, by przekonać się, na ile „niesamowity” jest zupełnie nowy aparat w smartfonie Apple’a.

Jeśli różnica nie będzie kolosalna, bez żalu poczekam jeszcze kilka tygodni i kupię na promocji iPhone’a 11 Pro Max, którego sklepy będą się niebawem pozbywać z zapasów magazynowych. Może nie będzie to decyzja najbardziej godna entuzjasty nowych technologii, ale jeśli iPhone 12 Pro Max nie będzie miał dużo lepszego aparatu od iPhone’a 12 Pro (i 11 Pro Max), to zakup iPhone’a 11 Pro Max będzie decyzją, po której będę miał do siebie najwięcej szacunku.

Podobał się tekst? Polub go lub podaj go dalej na Facebooku.

przeczytaj następny tekst