Kosmos  / News

80 lat świetlnych stąd znaleziono planetę, której nie powinno być tam, gdzie jest. Nie wiemy, skąd się tam wzięła

3024 interakcji
dołącz do dyskusji

Kosmiczny Teleskop TESS, którego głównym celem jest poszukiwanie planet pozasłonecznych w naszej Galaktyce, po raz kolejny załapał się na wyjątkowe odkrycie. Choć dotychczas astronomowie znaleźli ponad 4000 egzoplanet, widocznie wciąż można znaleźć planety, których nikt się nie spodziewał, w miejscach, w których nikt planet nawet nie szukał.

Wykorzystując dane zebrane przez TESS, ale także z niedziałającego już teleskopu Spitzer naukowcy odkryli planetę gazową krążącą wokół… białego karła.

Białe karły

Białe karły stanowią ostatnie stadium ewolucji gwiazdy podobnej do Słońca. Także nasze Słońce stanie się za kilka miliardów lat białym karłem. Zanim jednak do tego dojdzie, pod koniec swojego życia, Słońce stanie się czerwonym olbrzymem, gwiazdą wielokrotnie większą, aczkolwiek rzadszą. Zewnętrzne warstwy gwiazdy stopniowo będą przez nią odrzucane w przestrzeń kosmiczną tworząc przejściową mgławicę planetarną. Po gwieździe zostanie jedynie bardzo gęsty obiekt, który  wcześniej stanowił jądro czerwonego olbrzyma. Ten gorący obiekt, o masie równej połowie masy gwiazdy, a rozmiarach zbliżonych do rozmiarów Ziemi, to właśnie biały karzeł.

We wnętrzu białego karła nie zachodzą już procesy fuzji jądrowej, a więc stopniowo, na przestrzeni bilionów lat będzie sobie stygł z czasem przechodząc w stadium czarnego karła. To już jednak odległa przyszłość. Jak na razie we wszechświecie nie ma ani jednego czarnego karła – od Wielkiego Wybuchu minęło zaledwie 14 miliardów lat, więc potrzeba jeszcze dużo czasu, zanim pojawi się pierwszy czarny karzeł.

Wracając do planety

Zważając na proces prowadzący do powstania białego karła, w jego pobliżu raczej nikt nie powinien spodziewać się planety. Jakby nie patrzeć, zanim gwiazda przejdzie w stadium białego karła, jest czerwonym olbrzymem, który niszczy planety znajdujące się na jego drodze, rozrastając się do ogromnych rozmiarów. Podczas gdy nasze Słońce ma zaledwie 1,4 mln km średnicy, to w stadium czerwonego olbrzyma może rozrosnąć się na tyle, że pochłonie Merkurego, Wenus, Ziemię i dotrze nawet do Marsa.

Zanim jednak taki olbrzym odrzuci swoje zewnętrzne warstwy i odsłoni czerwonego karła, wewnętrzne planety Układu Słonecznego powinny ulec zniszczeniu. Nawet jeżeli w ten sposób planeta nie zniknie, to oddziaływanie grawitacyjne tak masywnego i kompaktowego obiektu powinno skutecznie niszczyć wszystkie obiekty, które się do niego zbliżą.

I tu wchodzi WD 1856 b

To planeta o rozmiarach Jowisza oraz masie nawet czternaście razy od niego większej. Najciekawsze jest w niej to, że znajduje się tak blisko białego karła, że okrąża go w zaledwie 34 godziny. Sam biały karzeł w tym przypadku jest niewiele większy od Ziemi – jego średnica to zaledwie 18 000 km.

Już wyobrażenie sobie tego układu jest dość trudne. Biały karzeł ma średnicę zaledwie 18 000 km, a okrąża go planeta o średnicy 140 000 km. Niemniej jednak to ten mniejszy obiekt ma wielokrotnie większą masę.

Według autorów odkrycia planeta musiała w jakiś sposób zbliżyć się do białego karła i mimo to utrzymać swój kształt. WD 1856 b jest pierwszym obiektem tego typu, jaki udało się zaobserwować.

Cały układ znajduje się „zaledwie” 80 lat świetlnych od nas, a więc stanowi doskonały  cel do dalszych obserwacji, które pozwolą ustalić, w jaki sposób planeta przetrwała podróż w pobliże pozostałości po swojej gwieździe macierzystej. Wstępne propozycje mówią, że być może interakcje między kilkoma gazowymi olbrzymami na pierwotnej orbicie planety pozwoliły jej przesunąć się do wnętrza układu planetarnego. Niemniej jednak, aby w taki sposób zmienić orbitę tak dużej planety, potrzeba równie masywnych planet znajdujących się w pobliżu.

Wyobraźnia naukowców pracuje

Analizując przykład WB 1856 b, astronomowie zaczęli się zastanawiać, czy w taki sam sposób śmierć swojej gwiazdy mogłyby przetrwać planety skaliste podobne do Ziemi. Czy byłyby w stanie utrzymać swoje atmosfery i warunki panujące na powierzchni? To temat przyszłych badań, ale teoretycznie nadchodzący Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba powinien być w stanie wykryć wodę i dwutlenek węgla w atmosferach takich planet.

Odkrycie takiej planety zmieniłoby postrzeganie przyszłości Układu Słonecznego. Być może planety skaliste mogą przetrwać śmierć swojej gwiazdy i utrzymać życie na swojej powierzchni. Odkrycie WD 1856 b może zatem mieć daleko idące konsekwencje dla naszej wiedzy o ewolucji układów planetarnych. Na wszystko jednak trzeba poczekać. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba znajdzie się w przestrzeni kosmicznej już w przyszłym roku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst