Kosmos  / Artykuł

Musk dowiózł astronautów na orbitę. Teraz może zająć się Starshipem i misją na Marsa

1447 interakcji
dołącz do dyskusji

Skoro start pierwszego komercyjnego załogowego statku kosmicznego mamy już za sobą, to być może czas najwyższy spojrzeć na dalsze plany Elona Muska i jego firmy. Wyobraźmy sobie załogowy lot na Marsa.

Nie mówię tutaj o planach na kolejną misję załogową czy wysyłaniu na orbitę kolejnych Starlinków. Spójrzmy dalej - na plany wysłania człowieka na Marsa, wszak to jest ostatecznym celem firmy, o czym z resztą mieliśmy okazję usłyszeć z ust samego Muska na konferencji po udanym starcie Crew Dragona.

Co do zasady, w idealnym świecie Elon Musk chciałby stworzyć na Marsie całe miasta, w których mogłaby samodzielnie - czyli niezależnie od dostaw z Ziemi - rozwijać się i ewoluować społeczność licząca jeżeli nie miliony to setki tysięcy ludzi.

Wszyscy doskonale wiedzą, że jest to niesamowicie ambitne wyzwanie, którego realizacja - jeżeli w ogóle będzie możliwa - zajmie wiele dekad raczej niż wiele lat. Elon Musk nie byłby jednak sobą, gdyby nie pałał przesadnym optymizmem, dlatego też sam wspomniał o tym, że pierwsza misja bezzałogowa mogłaby mieć miejsce już w 2022 roku.

Czym na Marsa? Oto Starship.

Podstawowym środkiem transportu, który mógłby umożliwić regularne transportowanie ludzi (i ładunków) na powierzchnię Ziemi 2.0... wróć... Marsa, będzie rakieta Starship, która będzie wynoszona w podróż międzyplanetarną na szczycie dodatkowego członu Super Heavy. Czyli można powiedzieć, że początkiem marsjańskiej przygody byłby start z Ziemi na pokładzie statku Super Heavy Starship. Trzeba przyznać, że nazwa brzmi tak, że człowiek aż chciałby nim polecieć.

Choć, póki co firma jeszcze nie zbudowała żadnego pełnych rozmiarów prototypu takiego zestawu, to jednak w Boca Chica w Teksasie trwają niezwykle intensywne prace rozwojowe nad kolejnymi prototypami Starshipa (w ostatnim tygodniu maja eksplodował czwarty prototyp statku, ale budowa piątego jest już na ukończeniu).

Póki co nie powstał także ani jeden prototyp segmentu Super Heavy, ale według wszystkich dostępnych informacji można stwierdzić, że będzie to powiększona wersja doskonale już znanego i przetestowanego pierwszego członu Falcona 9.

Według przedstawicieli SpaceX pierwszy zestaw SHS już w 2022 r. będzie w stanie wykonać pierwszy, oczywiście bezzałogowy, lot testowy w kierunku Marsa.

Jak będzie wyglądał lot na Marsa?

W przeciwieństwie do lotów księżycowych sprzed pół wieku, lot na Marsa będzie przedsięwzięciem wieloetapowym. Po starcie z Ziemi za pomocą pierwszego członu Super Heavy i po dotarciu na orbitę okołoziemską, Starship połączyłby się z innym Starshipem pełnym paliwa i wysłanym na orbitę odpowiednio wcześniej. Po zatankowaniu, nasz właściwy Starship skierowałby się w stronę Marsa.

Nie wiem jak zareagują na to pasażerowie późniejszych załogowych statków, ale po dolocie do Marsa (wyobrażacie sobie ten widok zbliżającej się Czerwonej Planety?) Starship wpada w jego rzadką atmosferę, podczas lotu odwraca się tyłem do kierunku lotu, odpala silniki i ląduje pionowo niczym Falcon 9 na barce Of Course I Still Love You. Zakładam jednak, że nikt nie będzie narzekał na przypadłości żołądkowe podczas lądowania, jak tylko sobie uświadomi, że nie zginął podczas lądowania i faktycznie za chwilę postawi stopę na Marsie.

Niemniej jednak, podczas pierwszego lotu bezzałogowego najprawdopodobniej zostaną jednocześnie wysłane dwa Starshipy z ładunkiem.

Jeżeli loty bezzałogowe przebiegną bez problemów i zgodnie z planem, można by było wysłać w kolejnym oknie startowym (takie okno otwiera się co 26 miesięcy) statek załogowy, któremu towarzyszyłyby kolejne statki transportowe.

Choć docelowo Starship ma mieć miejsce na nawet 100 pasażerów podczas każdego lotu, to SpaceX zakłada, że w pierwszych lotach załogi będą znacznie mniejsze, a pozostałe miejsce będzie wypełnione zapasami niezbędnymi do ustanowienia pierwszego obozu, pierwszej osady na Marsie.

Sama podróż na Marsa mogłaby trwać około 6 miesięcy, choć SpaceX będzie starało się skrócić ten czas o miesiąc czy dwa, aby zminimalizować ilość czasu, w jakim astronauci będą wystawieni na działanie niezwykle szkodliwego promieniowania kosmicznego.

To nie będą wakacje na Marsie

Pierwsze załogi, które dotrą na powierzchnię Marsa będą miały dużo pracy, aby w ogóle mogły przetrwać w tym niesprzyjającym środowisku.

Choć Mars jest planetą skalistą i przynajmniej ze zdjęć przypomina Ziemię, to jednak niemal każdy aspekt tej planety, będzie chciał zabić każdego, kto odważy się postawić tam nogę. Wystarczy wspomnieć, że atmosfera nie nadaje się do oddychania, ciśnienie atmosferyczne jest ponad 100 razy niższe niż na Ziemi, temperatury wahają się od -100 do 20 stopni Celsjusza, a na powierzchni nie ma wody w stanie ciekłym.

No nie jest to fajne miejsce i większość z nas po zrobieniu pierwszego selfie na Marsie miałoby ochotę zapakować się z powrotem do Starshipa i wrócić na Ziemię. Szkoda, że byłoby to już niemożliwe, bo Mars i Ziemia już się od siebie oddaliły i trzeba czekać na kolejne okno transferowe. Pech.

Z tego też powodu pierwsi osadnicy przede wszystkim będą musieli odszukać i przystosować do wykorzystania wszystko, co znajdą wokół miejsca lądowania. Mowa tutaj oczywiście o produkcji wody pitnej z lodu wodnego pod powierzchnią oraz o produkcji paliwa do Starshipa, napędzanego mieszanką ciekłego metanu i tlenu, które przynajmniej teoretycznie będzie można wyprodukować na Marsie.

Zważając na powyższe już teraz wiadomo, że celem misji załogowych będzie jedno z dwóch miejsc wybranych przez specjalistów SpaceX - okolice równiny Arcadia Planitia i Erebus Montes albo okolice Phlegra Montes. Obie te lokalizacje mają swoje zalety - znajdują się w równikowych rejonach planety, gdzie łatwiej wylądować oraz znajdują się stosunkowo nisko, przez co nad nimi rozciąga się nieco większa warstwa atmosfery, która będzie w stanie bardziej wyhamować statek podczas wejścia w atmosferę. Oczywiście w pobliżu obu tych miejsc znajduje się stosunkowo dużo lodu wodnego.

Dopiero po zapewnieniu powyższych podstaw, będzie można zabrać się za budowę podstawowej infrastruktury: lądowisk, habitatów, systemów zasilania, schronów czy szklarni. Tutaj jednak SpaceX zaznacza, że chciałby zająć się rozwojem systemów transportowych, a rozwój infrastruktury pozostawić innym podmiotom z rynku prywatnego.

Pisząc powyższe zastanawiam się czy sam chciałbym wybrać się w taką podróż. Od dawna wszędzie podkreślam, że jednak wolałbym pozostać na Ziemi, bo jakby nie patrzeć, żadna planeta nigdy nie będzie tak przystosowana do ludzi, a tym samym przyjazna dla nich jak Ziemia. Nawet gdyby w Ziemię uderzyła potężna planetoida, Ziemia nadal miałaby atmosferę, wodę w stanie ciekłym i grawitację rzędu 1g.

Niemniej jednak fantastyczna wizja, porównywalna z najlepszymi filmami sci-fi rodem z Hollywood, mogłaby mnie skusić do lotu i wyjęcia kilku lat z życia. Ale bez biletu powrotnego nie ma mowy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst