Tech  / Recenzja

Dla tych, którzy wiedzą, czego chcą. Miesiąc z LG V60

LG V60 nie jest dla wszystkich. Powiem więcej – nie jest dla większości. Ale dla tych, którzy wybiorą go świadomie, będzie rewelacją.

Największy ze smartfonów LG jest na naszym rynku swoistym jednorożcem. Nie w tym sensie, że dostaje pieniądze od inwestorów za nic (jak jednorożce–startupy), lecz takim, że trudno go wypatrzeć.

W chwili pisania tego tekstu jest on bowiem dostępny głównie w sprzedaży operatorskiej. Póki co producent nie zamierza zmieniać tego stanu rzeczy. LG V60 dostępny jest w sprzedaży tam, gdzie są na niego chętni.

Możemy oczywiście kupić LG V60 za gotówkę w salonie operatora, bez korzystania z jego usług telekomunikacyjnych. W tym układzie LG V60 kosztuje 4299 zł. W tej samej cenie kupimy go również w oficjalnym internetowym sklepie LG. I są to obecnie jedyne miejsca, gdzie można go nabyć.

Z czasem pewnie będzie można go kupić taniej i w innych sklepach, na przykład na niemieckim Amazonie. Gdy jednak piszę tę recenzję, LG V60 dostępny jest tylko dla tych, którzy wiedzą, gdzie go szukać.

I to chyba najlepsze podsumowanie tego, dla kogo jest ten telefon.

LG V60 to smartfon dla tych, którzy wiedzą, czego chcą.

Gdyby bowiem zestawić LG V60 z innymi propozycjami z najwyższej półki w podobnej cenie, mógłby się on nie wybronić.

4299 zł kosztuje OnePlus 8 Pro. Mniej więcej tyle samo kosztuje Samsung Galaxy S20 Plus. Za tyle kupimy też iPhone’a 11, a nawet ubiegłorocznego XS Max.

Jak na ich tle wypada LG V60?

LG V60 opinie

Specyfikacja jest solidna, ale ma kilka dziwnych punktów.

Dla przykładu, nie sposób przyczepić się do najważniejszych elementów. Snapdragon 865, 8 GB RAM–u, 256 GB miejsca na dane i akumulator 5000 mAh budzą respekt, i zapewniają idealną płynność działania.

Ale już na przykład wyświetlacz o przekątnej 6,8” i rozdzielczości 2460 x 1080 px, choć piękny, jasny i (dzięki ci, LG) bez zakrzywień, ma tylko 60 Hz. Każdy androidowy rywal z tej półki oferuje 90 lub 120 Hz.

Aparaty na pierwszy rzut oka też wyglądają solidnie, do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że jest ich podejrzanie mało, jak na urządzenie z najwyższej półki.

LG V60 opinie

Główny sensor ma 64 Mpix i obiektyw szerokokątny, zaś drugi aparat ma 13 Mpix i obiektyw ultrawide. Nie mamy obiektywu typu telefoto, ale mamy tryb dwukrotnego zoomu – to cyfrowy crop z głównego sensora.

Na szczęście solidna, już bez żadnego „ale”, jest obudowa. O wiele solidniejsza od dowolnego rywala. Konstrukcja spełnia normę IP68 oraz MIL–STD810G i przez miesiąc niezbyt delikatnego traktowania nie udało mi się zostawić na niej choćby jednej ryski.

Trzeba tylko wziąć pod uwagę niebagatelne gabaryty tego urządzenia: 169,3 x 77,6 x 8,9 mm to nie przelewki. Dodajmy do tego masę na poziomie 214 g i dostajemy prawdziwe monstrum, które odznaczy się w każdych spodniach i może nie zmieścić się do wielu uchwytów samochodowych.

Prawdę mówiąc po miesiącu z LG V60 wciąż nie do końca przywykłem do jego gargantuicznego rozmiaru.

Obiektywnie rzecz biorąc, nie sądzę, by pozbawiony rozeznania klient zdecydował się na LG V60 zamiast któregoś z wyżej wymienionych rywali.

Tym niemniej klient, który rozeznanie ma i świadomie sięgnie po smartfon LG, znajdzie kilka naprawdę mocnych punktów. Kilka nieco słabszych też.

LG V60 – co zachwyciło?

Od czego by tu zacząć? Osobiście mam wielką słabość do serii V z jednego prostego powodu: to jedyne smartfony, które można nazwać „audiofilskimi”. Dla samej jakości gniazda słuchawkowego ten telefon wart jest rozpatrzenia, bo zastosowany w nim 32–bitowy Quad DAC to prawdziwe audio–voodoo.

Żaden inny telefon nie jest w stanie choćby zbliżyć się do jakości oferowanej przez DAC w LG V60. Gdy podłączałem do niego moje słuchawki Custom Art Fibae 7, mogłem doświadczać muzycznej rozkoszy na poziomie niedostępnym śmiertelnikom z Xiaomi czy Samsungami.

Nawet dołączone do zestawu pchełki w połączeniu z LG V60 grają niesamowicie, jak na słuchawki tej klasy. Dla takiej jakości warto zapomnieć o wygodzie połączenia Bluetooth i żyć z plączącymi się kablami. Żaden telefon, w połączeniu z choćby najlepszymi słuchawkami bezprzewodowymi nie jest w stanie dostarczyć dźwięku tak wysokiej klasy, jak LG V60 z dobrymi słuchawkami „na kablu”.

Kolejnym zachwytem jest fizyczna jakość tego telefonu. W porównaniu z LG V60 każdy inny smartfon wydaje się wręcz filigranowy, a przecież on też składa się z kombinacji szkła i metalu. Sęk w tym, że spasowanie jest tu doskonałe, a biorąc telefon do ręki nie mamy wrażenia obcowania z kryształowym pucharem, lecz stalową czarą.

Ramki są na tyle szerokie, że telefon można wygodnie chwycić. Plecki, choć szklane, nie wyślizgują się w dłoni i są bardzo przyjemne w dotyku. Ekran jest kompletnie płaski, więc nie ma mowy o przypadkowych dotknięciach krawędzi. Przyciski mają idealny skok. Motorek wibracyjny jest tak dobry, że tylko iPhone’y oferują lepszą haptykę. Głośniki stereo może nie są szczytem–szczytów, ale znajdują się w ścisłej czołówce smartfonów, jeśli chodzi o głośność i szczegółowość generowanego dźwięku.

I w końcu ta świadomość, że LG V60 spełnia normę MIL–STD810G naprawdę uspokaja. Nie bałem się z tym telefonem pójść na plażę, wrzucić go do plecaka i traktować, oględnie rzecz ujmując, niedelikatnie. Po doświadczeniach z LG V30, LG V40 czy nawet LG G8S dobrze wiem, że te telefony są w stanie znieść więcej niż przeciętny smartfon.

Jeśli chodzi o znoszenie więcej niż przeciętny smartfon, to LG V60 lepiej zniesie rozłąkę z gniazdkiem elektrycznym, niż zrobi to przeciętny smartfon z Androidem.

Początkowo nie byłem zachwycony. W pierwszych dniach 5000 mAh wystarczało mi na zaledwie dzień pracy. Z czasem jednak telefon „nauczył się” mojego zachowania i zaczął lepiej dostosowywać zarządzanie energią. Pod koniec okresu testowego ładowałem telefon co dwa dni, mając w zapasie jeszcze co najmniej 20 proc. energii.

Zachwyca również akcesorium dedykowane LG V60.

Gdy LG pierwszy raz pokazało obudowę z drugim ekranem, gremialnie wyśmialiśmy pomysł. Potem próbowaliśmy wykazać, że to nie ma sensu. Ale jeśli o mnie chodzi, LG wygrało.

Akcesorium LG Dual Screen jest szalenie użytecznym gadżetem. W żadnym wypadku nie jest to niezbędny dodatek, ale osobiście uważam, że warto go mieć, choć w chwili pisania tego tekstu nie jest dostępny w sprzedaży (można go było otrzymać gratis w przedsprzedaży).

Dual Screen ma jedną wadę: pogrubia i tak już wielki smartfon do tego stopnia, że trudno wcisnąć go do kieszeni.

W zamian jednak oferuje więcej przestrzeni do rozrywki i pracy. Zwłaszcza do pracy.

Dual Screena wykorzystywałem np. pisząc maile. Gmail potrafi podzielić się wtedy na dwie części: maila komponujemy na górnym ekranie, zaś cały wyświetlacz telefonu staje się klawiaturą.

Bardzo często oglądałem podcast w formie wideo na dodatkowym ekranie, przeglądając media społecznościowe czy pisząc na messengerze na drugim wyświetlaczu. Mogłem odpisywać na służbowym Slacku jednocześnie zaglądając do notatek w Evernote. W końcu mogłem – tak po prostu – postawić telefon na stole i obejrzeć odcinek anime do śniadania, bez opierania telefonu o losowy przedmiot w zasięgu reki.

Dual Screen spodoba się też graczom, bo podczas rozgrywki możemy przekształcić wyświetlacz telefonu w wirtualnego gamepada, uwalniając przestrzeń roboczą na ekranie z grą.

Podkreślam – nie jest to niezbędny gadżet. Ale jeśli ktoś się na niego zdecyduje, z pewnością doceni jego użyteczność. To kolejna cecha, która sprawia, że LG V60 to wybór dla świadomych klientów. Na takie zastosowanie telefonu nie wpada się „przypadkiem”. Tego trzeba chcieć.

LG V60 – czym rozczarowuje?

Moim największym rozczarowaniem podczas miesiąca z LG V60 był… czytnik linii papilarnych. Ukryty pod wyświetlaczem, a nie – jak w poprzednich smartfonach z serii – na pleckach.

Powiem wprost: działa on marnie. Nie aż tak źle, jak w Galaxy S20 Ultra, ale wciąż marnie. Wystarczy delikatnie przybrudzony lub wilgotny palec, by nie odblokował ekranu. Wystarczy minimalnie spudłować, by nie dostać się do systemu. Jest to tym bardziej irytujące, iż czytnik linii papilarnych to jedyna forma biometrycznego zabezpieczenia zastosowana w LG V60. Nie ma nawet odblokowania telefonu skanem twarzy.

Przy pierwszym kontakcie srogim rozczarowaniem jest też niestety software LG, którego design woła o pomstę do nieba. Nawet Samsung odchudził swoją ociężałą nakładkę, a LG wciąż obstaje przy oprogramowaniu, którego nikt nie ruszał chyba od 2016 r. Wnioskuję po tym, że przy pierwszym uruchomieniu telefon prosi, aby nie wyjmować baterii gdy urządzenie jest włączone. A ostatni smartfon LG, w którym można było fizycznie wyjąć baterię, ujrzał światło dzienne właśnie w 2016 r.

Nakładka LG jest brzydka, nieczytelna i ociężała. Na szczęście wystarczy podmiana na inny Launcher (sam korzystałem z Microsoft Launcher), by LG V60 prezentował się „w środku” o niebo lepiej. Tyle dobrego, że nie można narzekać na płynność działania oprogramowania, a też bardzo doceniłem obecność dedykowanego przycisku do wybudzania Asystenta Google – przydał się niejeden raz.

Osobiście jestem też rozczarowany aparatem.

LG V60 nie robi złych zdjęć, co to, to nie. Nie robi ich jednak także przesadnie dobrze, a już na pewno nie robi zdjęć, jakie przystoją telefonowi za 4299 zł.

Najlepszy w całym zestawie jest główny sensor o rozdzielczości 64 Mpix. Zdjęcia zrobione przy jego pomocy mają bardzo dobry zakres dynamiczny, wysoką szczegółowość i nasycone, ale nie przesycone kolory. W parze z głównym aparatem pracuje też super–szybki autofocus, który nie ma problemu z rozpoznawaniem twarzy.

Obiektyw ultrawide sparowany z sensorem o rozdzielczości 13 Mpix niestety wyraźnie odstaje od niego jakością i choć ta jest „dostatecznie dobra”, to chciałoby się więcej od smartfona firmy, która – przypomnijmy – jako pierwsza zaimplementowała taki obiektyw w swoich urządzeniach. Obiektyw ultrawide szczególnie słabo radzi sobie po zmroku, gdzie brak mu szczegółowości i światła.

Sporym zaskoczeniem był za to tryb 2x zoom, który odbywa się nie przy użyciu dedykowanego obiektywu, a cyfrowego cropa z głównej matrycy. Oferuje on znacznie wyższą jakość niż wiele dedykowanych aparatów z obiektywem telefoto. Miewa jednak problemy z kadrowaniem – obraz „buja się” nieprzyjemnie, gdy fotografujemy w tym trybie. Widać wyraźnie, że przycięcie zdjęcia odbywa się w czasie rzeczywistym, tak jak cyfrowa stabilizacja obrazu. W efekcie dość trudno jest zrobić nieporuszone, ładne zdjęcie.

Na pokładzie jest też tryb nocny, ale nie oferuje on przesadnie spektakularnych rezultatów.

Tak wygląda zdjęcie bez trybu nocnego:

Tak zdjęcie zrobione w trybie nocnym:

A tak ten sam kadr uwieczniony w trybie telefoto i obiektywem ultrawide:

Przedni aparat również ani nie powala, ani nie woła o pomstę do nieba. Ma relatywnie niską rozdzielczość jak na dzisiejsze standardy (10 Mpix), ale oferuje dobrą szczegółowość i przyzwoity zakres dynamiczny. Nie jest to klasa światowa, ale nie ma też wstydu.

Wiele niedostatków optycznych LG rekompensuje najbardziej rozbudowanymi trybami profesjonalnymi, dostępnymi zarówno w czasie robienia zdjęć, jak i kręcenia wideo. Dopasować możemy tu wiele parametrów, by wycisnąć z optyki smartfona jeszcze więcej.

Skoro zaś o nagrywaniu wideo mowa, to… LG musi jeszcze trochę popracować.

Na początku nagrywanie wideo LG V60 było praktycznie bezcelowe, bo przy włączonej stabilizacji obrazu nagrania okrutnie „szarpały”. Ten problem rozwiązała aktualizacja oprogramowania, ale nie wystarczyło to, by poprawić ogólną jakość wideo w LG V60, która znacząco odstaje od konkurencji w swojej klasie.

W ramach pociechy LG V60 oferuje za to najlepsze w swojej klasie nagrywanie audio, przy użyciu 4 mikrofonów. Dostępny jest też ciekawy tryb ASMR, podbijający czułość mikrofonów tak, by można było nagrać odgłosy wywołujące przyjemne ciarki na plecach.

LG V60 nie jest smartfonem dla każdego

Gdybym położył przed nieświadomym konsumentem LG V60, Samsunga Galaxy S20 Plus i OnePlusa 8 Pro, niemal na pewno nie sięgnąłby on po smartfon LG. Dla przeciętnego odbiorcy jest on zbyt kompromisowy, by brać go pod uwagę.

Dla świadomego użytkownika LG V60 może być jednak ukrytym skarbem rynku technologii. Bo pomimo kilku mniejszych i większych bolączek, to wciąż fenomenalny smartfon, który wiele rzeczy robi dobrze, a jedną – odtwarzanie muzyki przez słuchawki – po prostu wybitnie.

LG V60 cena opinie

Ma on też solidne podstawy; łączność 5G, znakomitą jakość połączeń telefonicznych, topową wydajność i kapitalny czas pracy na jednym ładowaniu.

Może nie ma najlepszej na rynku optyki i może oprogramowaniu przydałby się lifting, ale summa summarum… LG V60 ma w sobie jakiś magnetyzm. Coś, co – jak pisałem w pierwszych wrażeniach – sprawiało, że choć miałem na biurku lepsze smartfony, przez ostatni miesiąc najchętniej sięgałem właśnie po niego.

Nie powiem, że polecam każdemu. Ale tym, którzy wiedzą, czego chcą – jak najbardziej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst