Gry / Recenzja

Ultimate Ski Jumping 2020 to nie DSJ. Gra jest śliczna, ale brakuje głębi skoku - recenzja

Chociaż producenci unikają tego określenia, Ultimate Ski Jumping 2020 został nazwany w mediach duchowym spadkobiercą kultowego Deluxe Ski Jump. Na pierwszy rzut oka obie produkcje są do siebie bardzo podobne, ale wątpię czy nowa gra powtórzy sukces DSJ.

Ultimate Ski Jumping 2020 pojawił się na rynku nieco zbyt wcześnie. Grze przydałoby się dodatkowych kilka miesięcy, w czasie których deweloperzy mogliby nadać swojemu tytułowi więcej głębi, a także popracować nad detalami. To właśnie detale doprowadzają mnie w tej grze do szału. Drobne elementy, które powinny zostać poprawione bądź zmienione jeszcze przed premierą.

Druga tura, walczę o pierwsze miejsce, ale wykonuję fatalny skok. Mimo tego publika szaleje.

Gromkie oklaski uznania spadają na mojego zawodnika, gdy ten poleciał na odległość godną początkującego przedskoczka. Chwilę potem pojawia się tablica wyników. Nagle, bez żadnych animacji, surowa i brzydka. Interfejs jest przerażająco prosty wizualnie. Jednocześnie nie jest przyjazny użytkownikowi. Przejścia między kolejnymi skokami, rekordy, metry - wszystko to zostało podane w bardzo niekorzystny sposób. Oprawa zawodzi.

Zawodzi także cała scena audio. Wcześniej wspomniane oklaski, świst powietrza, wybicie - wszystko to brzmi sztucznie i bardzo budżetowo. Muzyka w menu głównym jest okropna. Myślę, że można nią torturować więźniów w Guantanamo. Utwór - mechaniczne oklaski widowni - utwór - oklaski. Aż przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.

Najważniejsze są jednak same skoki. Niestety, zabrakło w nich głębi.

Nawet skacząc bardziej wymagającym stylem klasycznym, ważny jest tak naprawdę jeden element: wybicie z progu. To ono definiuje nasz skok, wynik oraz miejsce w tabeli. Wzorowa sylwetka, korzystny wiatr - nic nie jest w stanie podciągnąć skoczka, o ile wybicie nie będzie dobre. Ten element skoku dominuje i przykrywa całą rozgrywkę. Mam wzorowe wybicie? Nawet nie muszę się układać do lotu. Miejsce za czerwoną linią punktu konstrukcyjnego mam w zasadzie zapewnione.

Rozumiem, że w prawdziwych skokach narciarskich moment wyjścia z progu jest kluczowy. Ale Ultimate Ski Jumping 2020 to nie symulacja prawdziwych skoków narciarskich. Tak samo, jak nie było nią DSJ. Brakuje mi tej mechaniki układania się w locie, tak kluczowej podczas grania w kultowe Deluxe. Brakuje mi odczucia tego, jak wiatr wpływa na mój lot, na moją sylwetkę i na mój wynik.

Mechanika skoku w Ultimate Ski Jumping 2020 jest płaska. Zbyt płaska. Przez brak głębi tytuł bardzo szybko staje się trudny oraz nijaki. Nawet organizując domowe mistrzostwa, przekazując Nintendo Switcha z rąk do rąk, po kilku skokach robiło się bardzo nudno i schematycznie. W DSJ każda kolejna kolejka mogła przynieść coś niesamowitego. Jakąś zmianę. Przeżywało się wiatr, przeżywało się ulubione skocznie. Ultimate Ski Jumping 2020 nie potrafi wykrzesać podobnych emocji.

Największą zaletą Ultimate Ski Jumping 2020 pozostaje oprawa graficzna.

Pikselowy styl retro wygląda fantastycznie, chociaż nie na wszystkich skoczniach. Obiekty w Finlandii i Szwecji to balsam dla moich oczu. Gorzej wypada zimowa Polska czy Słowienia. Projekty lokacji są zaskakująco nierówne. Jednak co do zasady twórcy podjęli bardzo dobrą decyzję, idąc w dwuwymiarowy styl retro. Dzięki niemu gra z jednej strony kojarzy się DSJ, ale z drugiej nabiera własnego, unikalnego charakteru.

Unikalny styl Ultimate Ski Jumping 2020 jest także podkreślany kampanią fabularną, w której polscy producenci popuścili wodze fantazji. Dosyć napisać, że nasza przygoda ze skokami rozpoczyna się jeszcze w wieku dziecięcym, skacząc na… osiedlowej, betonowej K16 przy szarym blokowisku. Fantazja deweloperów sięgnęła aż Księżyca, na którym znajduje się skocznia K300. Niestety, z zachowaniem ziemskich właściwości ciążenia.

Ultimate Ski Jumping 2020: dobra cena, taka sobie gra.

Wersja programu dla konsoli Nintendo Switch kosztuje aktualnie 35 zł. Bez wątpienia bardzo atrakcyjna cena, zwłaszcza jak na nowy tytuł. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że mówimy o produkcji prostszej, mniej finezyjnej i mniej emocjonującej od DSJ. Szkoda, bo potencjał był olbrzymi. Tymczasem nie mogę znaleźć ani jednego aktywnego pokoju do rozgrywek sieciowych oraz ani jednego domownika chętnego do wspólnej zabawy.

Trzymam kciuki za powstanie wersji 2021 i liczę, że ta zaoferuje bardziej skomplikowane mechanizmy skoku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst