Gry  / Recenzja

Najlepsze wyścigi od czasu Mario Kart 8. Crash Team Racing Nitro-Fueled to 30 proc. frustracji i 70 proc. dzikiej frajdy

Gdy dowiedziałem się, że kultowy CTR dostanie remake, nie byłem przekonany. Platformowe przygody Crasha? Jasne. Fioletowy smok Spyro? Pewnie. Wydawało mi się jednak, że wyścigi z lat 90-tych nie odnajdą się we współczesnym świecie gier wyścigowych. O ja niemądry. Crash Team Racing Nitro-Fueled to najlepsze gokarty od czasu Mario Kart 8 Deluxe.

Słowo-klucz: Beenox. Zapiszcie je sobie. To studio, które nie jest tak znane jak śmietanka deweloperów gier platformowych, co uważam za malutki skandal. Ekipa z Kanady stworzyła jedne z najlepszych interaktywnych Spider-Manów w historii. Drużyna nabrała wyścigowych szlifów przy zaskakująco dobrym Skylanders: SuperChargers i to właśnie ono otworzyło studiu drogę do kultowego Crasha. Jamraj trafił w dobre ręce.

Nie będę ukrywał, remake Crash Team Racing w ogóle mnie nie emocjonował.

Niby miło, bo kolejny klasyk z lat 90-tych wraca do życia. Niby fajnie, bo w oryginalne CTR zagrywałem się miesiącami na PSX-ie. Nie miałem też wątpliwości co do jakości tytułu. Grałem wcześniej w SuperChargers i doskonale wiedziałem, na co stać ekipę z Beenox. Mimo tych pozytywnych aspektów nie potrafiłem zdobyć się na ekscytację. Gdzieś z tyłu głowy tkwiło przeświadczenie, że na współczesnym rynku gier nie ma już miejsca na takie perełki jak Crash Team Racing.

Nie lubię się do tego przyznawać, ale myliłem się.

Wystarczyło pierwsze uruchomienie Crash Team Racing Nitro-Fueled. Pierwszy wyścig. Pierwsze okrążenie. Miałem dziecięcego banana od ucha do ucha. Nie mogłem uwierzyć, że do teraz pamiętałem układ Papu Pyramid. Pomimo 20 lat od premiery CTR na PlayStation moja pamięć mięśniowa zadziałała. Wiedziałem, że trzeba skręcać w lewo, a zaraz potem będzie ostry zakręt w prawo. Niesamowite. Wszystkie wspomnienia runęły na mnie jak górska lawina. Musiałem zatrzymać grę.

CTR zajmuje wyjątkowe miejsce w mojej przeszłości. Jako jedyny na osiedlu miałem krążek z tym tytułem. Dlatego do mieszkania moich rodziców odbywały się regularne pielgrzymki. Gra z PSX-a działała na podzielonym ekranie, mieszcząc czterech graczy jednocześnie. Dzięki temu spędziliśmy w salonie dni, tygodnie i miesiące, rywalizując ze sobą jako Crash i spółka. Mama obserwowała nasze turnieje z uśmiechem na ustach. Ojciec kpiąco kiwał głową. Cudowne czasy. Dlatego chwyciłem za telefon i obdzwoniłem znajomych. Wieczór został zaplanowany.

Crash Team Racing Nitro-Fueled jest tak dobry jak oryginał sprzed lat. A także tak samo bezwzględny.

Nowy CTR nie jest grą, gdzie po prostu wesoło mkniesz przed siebie. Produkcja posiada kilka mechanizmów rozgrywki, które TRZEBA opanować. Inaczej nawet na średnim poziomie trudności zawsze będziesz zamykał stawkę. Powracają m.in. wślizgi. Wciskasz L1, wchodzisz w poślizg i masz bardzo krótkie okno czasu by wcisnąć R1. Brawo, zyskałeś dopalacz. Początkowo niezwykle trudno jest złapać odpowiednie tempo i wyczuć ten mechanizm. Drifty w NFS to przy tym pikuś.

Kluczowe są także skoki. Każda nierówność terenu to okazja do podskoczenia gokartem. Im dłużej będziemy w powietrzu, tym dłuższy dopalacz otrzymamy po wylądowaniu. Na trasie znajdują się także jabłka, które trzeba zbierać by podnosić średnią prędkość, a także czas trwania przedmiotów ze skrzynek. Te w większości mają podstawowe, ale i dodatkowe zastosowanie. Przykładowo bomby można aktywować zdalnie, a osłonę zamienić na ofensywny promień.

Świetne jest to, że grzecznie jadąc do mety nigdy nie wygram w Crash Team Racing Nitro-Fueled. Tutaj trzeba się ślizgać. Trzeba skakać. Trzeba szukać skrótów. Wzorowy, optymalny przejazd nie da zwycięstwa. Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie wszystkich mechanik dodatkowych. Bez dopalacza, broni i jabłek od razu można wywiesić białą flagę. Gra może się początkowo wydawać bardzo trudna, ale właśnie to jest świetne. Jej trzeba się nauczyć. Trzeba ją okiełznać. Jeśli się to wam uda, w nagrodę dostaniecie masę satysfakcji. Stąd te 30 do 70 proc. w tytule.

Crash Team Racing Nitro-Fueled to trzy gry w jednej. Treści jest tutaj od groma.

Remake łączy i miesza zawartość CTR-a (1999), Crash Nitro Kart (2003) oraz Crash Tag Team Racing (2005). Dzięki temu od samego początku mam do wyboru aż 32 (!) tory. Do tego dochodzi 12 (!!) aren PvP. Do odblokowania jest aż 25 kierowców o częściowo odmiennych statystykach. Do tego dochodzi masa elementów kosmetycznych - budy kartów, koła, lakier czy naklejki. Kierowcy mają do tego po kilka rozmaitych skórek. Słowem: jest na czym jeździć, jest czym jeździć i jest co odblokowywać. Płyta ugina się od zawartości.

Poza klasycznymi wyścigami i walkami PvP gra oferuje puchary (serie 4 wyścigów ze wspólnym rankingiem), wyzwania czasowe oraz wyścigi wymagające zbierania elementów. Nowy CTR posiada także moduł sieciowy, chociaż ten wypada dosyć blado. Za pomocą Internetu możemy brać udział w klasycznych wyścigach oraz walkach PvP. To tyle. Niestety, w okresie przedpremierowym serwery nie były dostępne, przez co nie mogłem przetestować modułu multiplayer. Jeśli cokolwiek będzie z nim nie tak, uaktualnię recenzję.

Dyskusyjna wydaje mi się kwestia balansu rozgrywki. Brakuje niebieskiej skorupy.

Niebieska skorupa. Ten złowieszczy artefakt jest doskonale znany każdemu, kto miał styczność z serią Mario Kart. Broń zbierana na torze ma wyjątkową właściwość: pędzi w kierunku lidera wyścigu i tylko jego spowalnia po trafieniu. W ten sposób wygrywający nigdy nie mógł czuć się zbyt pewnie. Nawet jeśli odskoczył reszcie graczy, niebieska skorupa zawsze mogła zmniejszyć dzielący ich dystans. Brakuje mi tego w nowym CTR.

Im mocniej wysuniesz się na prowadzenie w Nitro-Fueled, tym bezpieczniejszy się stajesz. Środek wyścigu walczy na śmierć i życie, miotając w siebie rakietami i bombami. Z kolei na przodzie trwa cisza. Jest spokój. Dominuje względne bezpieczeństwo. Tak nie powinno być. W Mario Kart Nintendo manipuluje przedmiotami zbieranymi na torze. Ci z końca otrzymują masę dopalaczy, ci ze środka wiele broni, a ci na początku… mają przechlapane.

Brakuje mi odpowiednika niebieskiej skorupy w nowym CTR. Bez niej balans potrafi rozejść się w szwach, a lepsi gracze dosłownie pastwią się nad słabszymi. Crash Team Racing Nitro-Fueled prezentuje pod tym względem starą szkołę gier wideo, co nie każdemu może się spodobać. Na szczęście zawsze można wybrać poziom easy. Stoję jednak na stanowisku, że wraz z niższym wyzwaniem wyparowuje również troszkę frajdy z gry.

Moment, w którym usiedliśmy przed TV, a na ekranie jechało 4 graczy jednocześnie, był bezcenny.

Minęło 20 lat. Zmieniło się tak wiele. A jednak znajomi w salonie znowu katowali Crasha, naprzemian śmiejąc się i wyzłośliwiając. Ostatnia gra wyścigowa, która była w stanie zebrać nas przed jednym ekranem, to Mario Kart 8 Deluxe dla Nintendo Switcha. Od 2017 r. żadnej innej produkcji nie udała się podobna sztuczka. Do teraz. Co świetne, znajomi nie traktowali Nitro-Fueled jako chwilowej ciekawostki. Gra ich pochłonęła. Trzeba było ich kijem odciągać od telewizora.

Trudno się dziwić, bo pełno w produkcji magii dawnych lat. Każdy zakręt, każda wypuszczona rakieta, każda przeskoczona rozpadlina daje dziką, prymitywną frajdę z rozgrywki. Gdybym zaraz po sesji z nowym CTR miał wskoczyć do bolidu w standardowej grze rajdowej, wszystko wydawałoby mi się tak... zwykłe. Standardowe. Bez pazura.  Beenox wyciska 100 proc. frajdy ze 100 proc. kodu.

Największe zalety:

  • Masa zawartości z trzech gier
  • Rozgrywka na podzielonym ekranie do 4 graczy
  • Dokładnie te same wyścigi co na PSX
  • Wymagające mechanizmy odróżniające CTR od masy innych gier
  • Dzika, prymitywna satysfakcja z jazdy
  • Cudownie łączy i zbliża ludzi

Największe wady:

  • 30 fps
  • Dyskusyjny balans rozgrywki
  • Moduł sieciowy bez rewelacji

Crash Team Racing Nitro-Fueled nie idzie na skróty. Nie ułatwia graczowi życia. Ma swoje zasady oraz swoje wymogi. Wystarczy jednak nie poddawać się po kilku pierwszych porażkach, aby pojąć jak świetne wydana i poskładana jest to produkcja. To kolejny po Crashu Bandicoocie i Spyro remake doskonały. Oferuje nowoczesną warstwę wizualną, przy jednoczesnym zachowaniu grywalności lat 90-tych.

Przejedź kilka okrążeń w Nitro-Fueled i spróbuj nie powiedzieć, że dawniej gry były jakieś takie lepsze.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst