Tech  / Artykuł

Zła pogoda nie wpłynie na skoki narciarskie. Pomysł Polaków na zadaszenie rozbiegu ma zielone światło

161 interakcji
dołącz do dyskusji

Skoki narciarskie związane są z aurą, ale od lat staramy się zminimalizować jej wpływ na zawody. Kolejny pomysł, tym razem rozbiegu w tunelu, pochodzi z Polski.

Połowa stycznia 2019 roku. W polskie góry zjeżdżają najlepsi skoczkowie narciarscy na świecie, aby latać na Wielkiej Krokwi. Zakopane, nie bez przyczyny, zwane jest jednak zimową stolicą Polski. Pada gęsty śnieg, który osiada w torach zjazdowych. Choć te nie są już naturalne, ale sztuczne - mrożone, to problem wcale nie znika.

Śnieg w torach stwarza niebezpieczne warunki dla zawodników pędzących blisko 100 km/h.

Jednym ze skoczków, który szczególnie odczuł wpływ śniegu w torach jest Stefan Hula. Popularny Stefanek w 2017 roku powtarzał swój skok podczas zawodów w Pjongczangu, gdyż kryształki lodu w torach spowolniły go o ponad km/h w stosunku do reszty stawki.

W czasie powtórki Polak ponownie wskazywał sędziom niedokładnie oczyszczone tory. Tym razem osiągnął jednak lepszą prędkość, choć już po lądowaniu stracił równowagę i nie zakwalifikował się do czołowej 30.

Pracownia Archigeum wpadła na pomysł otoczenia zeskoku tunelem.

Osłaniałby skoczków i tory przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi i niską temperaturą. Ta jest zwłaszcza problematyczna w razie przeciągających się zawodów, kiedy rozgrzani skoczkowie są zmuszeni długo oczekiwać na swoją próbę.

O tym, że może być to problemem, przekonał się Simon Ammann, który podczas olimpijskiego konkursu sprzed roku musiał kilkukrotnie zasiadać na belce. Kocem ogrzewał go wówczas szef FIS-u, Walter Hofer.

Sam Hofer wypowiadał się o pomyśle polskich architektów z zainteresowaniem. Projekt został mu zresztą przedstawiony jeszcze przed sezonem zimowym - na Kongresie FIS w Szwajcarii.

Jest przychylność, aby przetestować instalację.

Wiele pozytywnych opinii i słów usłyszeliśmy już w trakcie prezentacji projektu czy od członków innych federacji narciarskich, m.in. norweskiej - mówi Przemek Gawęda, współautor projektu.

Polacy są w tej chwili na etapie prac badawczych. Prowadzą obliczenia aerodynamiczne i planują projekt pod kątem realizacji telewizyjnej. Skoki oglądają przecież miliony ludzi.

Zainstalowanie kamer wewnątrz tunelu nie stanowi kłopotu, a jest nawet pożądane, bo może wzbogacić transmisję - podkreśla Gawęda.

Architekci sprawdzają również zachowanie wiatru w okolicy progu skoczni, skąd wybijają się skoczkowie. Ich celem jest zneutralizowanie niekorzystnych zawirowań.

Dla Rafała Kota (niegdyś fizjoterapeuty polskiej reprezentacji, dziś eksperta telewizyjnego) jest to zresztą najbardziej newralgiczne miejsce.

Uważam, że to jest zbędne. Mówią coś o higienie skoczków, ale przecież jak będzie mocno padać, to wyjadą z takiego tunelu wprost w śnieżycę - mówił Kot w studiu TVP.

A może powinniśmy schować skocznie w hali?

Tylko w taki sposób skoczkowie nie wychodziliby wprost w śnieżycę.

Nasza instalacja może być wstępem do zadaszenia skoczni w całości, choć nie jesteśmy tego zwolennikami - mówi Gawęda.

Nad projektem zadaszenia pracować mają już Niemcy. Z jednej strony daje to kontrolowane warunki dla każdego z zawodników, co ukróciłoby dyskusje o wpływie warunków atmosferycznych na skoki. Z drugiej strony pozbawia dyscyplinę znacznej części trudno definiowalnej magii.

Jeszcze przez kilka dekad skokom nie grozi zamknięcie w hali. Federacje nie mają bowiem pieniędzy na takie inwestycje, co nie znaczy, że nie należy poszukiwać rozwiązań, które usprawnią zawody i sprawią, że konkurowanie będzie bardziej sprawiedliwe - podsumowuje Gawęda.

Jeżeli wszystko przebiegnie zgodnie z jego planem prototyp stanie za 2 do 4 lat.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst