Gry  / Felieton

Ryzykowny krok, bo gracze nie lubią takich akcji - Gran Turismo Sport pozwoli graczom płacić za auta

Mikropłatności trafiły właśnie do Gran Turismo Sport. Wbrew obietnicom, jakie twórcy składali wcześniej graczom. Wydawcy nie są gotowi na zabicie kur znoszących złote jajka.

Twórcy gier wideo na konsole i pecety pozazdrościli swoim kolegom z rynku mobilnego i znaleźli sposób na zapewnienie sobie przyjemnego źródła dochodu już po premierze gier AAA. Doszło do tego, że mikropłatności kojarzone ze smartfonowymi produkcjami free-to-play, trafiły do tytułów na stacjonarne platformy.

Wygląda na to, że prędko z nich nie znikną, chociaż po skandalu wokół Battlefront 2 gracze powiedzieli głośno: „dość”. Co prawda w ostatnich miesiącach widzieliśmy ruchy dużych wydawców, które mogły zwiastować odejście od tego modelu biznesowego, ale najwyraźniej nadzieje na taki scenariusz były przedwczesne.

Mikropłatności w aktualizacji do Gran Turismo Sport.

Na pieniądze graczy połasili się twórcy gry wyścigowej, która miała premierę w październiku 2017 r. Zbiegła się ona w czasie z kryzysem związanym z mikropłatnościami w Battlefront 2. Tytuł nie oferował mikropłatności… aż dotąd. Niecały rok później Gran Turismo Sport w wersji 1.23 razem z nowym torem wprowadza opcję zakupu dodatkowych pojazdów za prawdziwe pieniądze.

W zapowiedzi nowej wersji możemy przeczytać, że wielu entuzjastów samochodów nie ma tyle czasu, by odblokować auta za kredyty zdobyte w grze. Zamiast udostępnić wszystkim graczom samochody, twórcy gry uznali, że dobrym pomysłem będzie wyciągnięcie ręki po pieniądze nawet za zawartość, która znalazła się na płycie z grą, za którą gracze już zapłacili.

Płatne samochody w Gran Turismo Sport przedstawiane są jako zaleta dla osób, które poświęcają czas na rozwój kariery oraz dla graczy, którzy dopiero teraz wchodzą w świat Gran Turismo Sport. Nikt tutaj nie kryje, że zapewni to tym osobom przewagę nad graczami, którzy nie zdecydują się poświęcić prawdziwej gotówki. Lub mnóstwa wolnego czasu.

Mikropłatności były na cenzurowanym niecały rok.

Najnowsza odsłona strzelaniny osadzonej w uniwersum Star Wars nie była pierwszą grą, która wprowadziła mikrotransakcje. Z tym mechanizmem monetyzacji eksperymentują praktycznie wszyscy więksi wydawcy. Chociaż wyceniają swoje tytuły normalnie, a dodatkowo często drugie tyle inkasują za przepustki sezonowe i inne dodatki, to i tak mają chrapkę na więcej pieniędzy.

Need for Speed

Gracze przeszli już do porządku dziennego ze skórkami w Overwatch i płatnymi dodatkami w serii FIFA. I wszystko było okay do momentu, gdy te mechanizmy były tylko dodatkiem. Assassin’s Creed: Origins od Ubisoftu ani nawet Need for Speed: Payback, gdzie karty Speed zdobywało się w jednorękim bandycie, ani razu nie rozczarowały mnie wyśrubowanym poziomem trudności.

W przypadku Star Wars Battlefront 2 sprawa wyglądała inaczej.

System mikrotransakcji był bezpośrednio spięty z wyśrubowanym do granic możliwości systemem progresji. Coraz lepsze karty dające realną przewagę podczas rozgrywki multiplayer losowało się ze skrzynek. Z perspektywy gracza to fatalny system, który nie powinien trafić do tytułu AAA.

Electronic Arts pod naporem krytyki wyłączyło mikrotransakcje w Battlefront 2 jeszcze zanim gra na dobre trafiła do sprzedaży. Wróciły dopiero po wielu miesiącach w formie płatnych skórek. Na podobny ruch, aczkolwiek wiele miesięcy po premierze, zdecydowali się twórcy Middle-earth: Shadow of War.

star wars battlefront 2 progresja mikroplatnosci

Electronic Arts, które sparzyło się na Gwiezdnych wojnach, bardzo ostrożnie podchodzi do tematu monetyzacji nadchodzącego Battlefield V od DICE. Doskonale zdaje sobie sprawę, że podobny numer, jak w przypadku Battlefront 2, już nie przejdzie. A inny deweloper właśnie radośnie ogłasza, że wprowadza mikrotransakcje do swojej gry.

To smutne, że twórcy Gran Turismo Sport nie wyciągnęli nauczki z burzy wokół Battlefront 2.

Trzeba oczywiście zaznaczyć, że nie będzie tutaj niesławnych lootboksów. Twórcy zapowiedzieli też, że wszystkie samochody, w tym te nowo dodane, będzie można odblokować podczas normalnej rozgrywki. Najlepszych aut nie da się do tego kupić za prawdziwe pieniądze. No ale i tak nie tędy droga.

Smaczku sprawie dodaje zaś fakt, że gracze mogą czuć się teraz nabici w butelkę. Kazunori Yamauchi, szef Polyphony Digital, dzisiaj zapowiada mikropłatności na blogu PlayStation, chociaż w sierpniu minionego roku obiecywał, że w tej odsłonie mikropłatności się w ogóle nie pojawią.

pinokio

Gracze już pokazali, że na takie skoki na kasę reagują alergicznie.

Wbrew temu, co mogą myśleć pracownicy korporacji zarabiających na grach wideo, ich klienci nie są głupi. Widzą, gdy twórcy gry próbują wycisnąć z nich tyle, ile się da. To nie jest sposób na zbudowanie zaangażowanej społeczności, która z chęcią będzie wspierać dewelopera.

I nie można też już mówić, że takie wsparcie to mrzonki. Opcjonalne skórki w Overwatch zapewniają Blizzardowi mnóstwo pieniędzy. Z kolei bezpłatny Fortnite, chociaż jest m.in. grą na platformy stacjonarne, zarobił już miliard dolarów. I to bez mikropłatności dających graczom przewagę. Da się? Da.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst