Gry  / Recenzja

Pierwszy bezprzewodowy zestaw i już prawie strzał w dziesiątkę. HyperX Cloud Flight - recenzja

Nie wiem, jak oni to robią. Co nowy zestaw słuchawkowy, to hit pośród graczy. Nie inaczej będzie tym razem. HyperX stworzył pierwszy bezprzewodowy headset w swojej ofercie. Chociaż inne firmy mają na tym polu znacznie większe doświadczenie, HyperX Cloud Flight zagłusza 3/4 konkurencji.

Do niedawna HyperX był permanentnie powiązany kablami. Na pierwszy zestaw bez łańcucha musieliśmy czekać naprawdę długo. Gdy w końcu trafił w moje ręce, już po kilku pierwszych godzinach testów wiedziałem - warto było czekać. Rozsądny stosunek cena/jakość tym razem nie został w pełni zachowany, ale za HyperX Cloud Flight warto troszkę dopłacić. Albo uzbroić się w cierpliwość i poczekać na roztopienie kwoty.

Producent chwali się, że HyperX Cloud Flight działają do 30 godzin. W moich testach wyszły 32.

Zazwyczaj bezprzewodowe zestawy słuchawkowe działają krócej, niż sugerują w reklamach. Tym razem było zupełnie odwrotnie. Chociaż 30 godzin na jednym ładowaniu to rewelacyjny wynik (zazwyczaj dostajemy połowę takiej wartości), Flighty wychodzą poza tę barierę. Ogień. Nawet znacznie droższe, wycenione na ponad 1000 zł headsety nie mogą pochwalić się podobnymi osiągami. Co świetne, wydajne akumulatory nie wpłynęły negatywnie na ergonomię użytkowania.

Okej, HyperX Cloud Flight nie są tak wygodne, co Revolvery tego samego producenta. Bezprzewodowy zestaw mocniej dociska do boków głowy, przez co przepływ powietrza i temperatura nie są wzorowe. Mimo tego headset wciąż jest lekki, wygodny i łatwo zapomnieć, że ma się go na głowie. Zwłaszcza że nigdzie nie plączą się nam kable. Jako osoba z częstymi bólami głowy, dla której odpowiedni nacisk na skronie jest bardzo ważny, daję temu zestawowi atest migrenowca. Co nie zmienia faktu, że i tak wolałbym szelkowego pałąka.

HyperX Cloud Flight jest dedykowany PC oraz PS4. Headset łączy się za pomocą adaptera USB.

Łącznik pełniący rolę zewnętrznej karty dźwiękowej niestety nie zadziała z konsolą Xbox One. Oczywiście zestaw słuchawkowy wciąż możemy podłączyć do platformy Microsoftu za pomocą kabla 3,5 mm dołączonego do zestawu. Jednak nie po to kupuje się bezprzewodowy headset, żeby być na wyciągnięcie półtorametrowej smyczy kończącej się gniazdem w kontrolerze. Z perspektywy posiadacza XONE o wiele lepiej kupić któryś z tańszych, okablowanych modeli HyperX.

Jeżeli jednak gracie na komputerze osobistym lub PlayStation 4 - headset działa od razu po wyjęciu z pudełka. Zero sterowników, dedykowanych aplikacji, bawienia się w ustawieniach. Podłączasz adapter, włączasz słuchawki i gotowe. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby proces parowania zakończył się niepowodzeniem. Nawet pomimo intensywnego skakania między MacBookiem (WoW), Alienware’em (PUBG, Warhammer) oraz PS4 Pro (wszystko inne). Sprzęt jest oficjalnie idioto-odporny.

Dziwi tylko jedno - podczas korzystania z połączenia za pomocą kabla 3,5 mm (XONE, iPhone) nie byłem w stanie uczestniczyć w czacie głosowym ani rozmowie telefonicznej. Zbadałem sprawę i okazało się, że HyperX Cloud Flight faktycznie jest na tym polu upośledzony. Jak mikrofon, to tylko bezprzewodowo. Po kablu możecie odtwarzać dźwięk, ale zapomnijcie o dyskusjach z innymi graczami.

Co do samej jakości bezprzewodowego połączenia - dla HyperX Cloud Flight takie przeszkody jak ściana czy drzwi nie mają żadnego znaczenia. Odpalam Spotify na laptopie w salonie, ale muzyki słucham na łóżku w sypialni (nie oceniajcie!). Zero interferencji. Zero odczuwalnych lagów. Wszystko to przy kilkunastu urządzeniach podłączonych do domowej sieci WiFi działającej jednocześnie na częstotliwościach 2,4 oraz 5 GHz. Słuchawki po Bluetooth nie mają do tego startu.

Jakość dźwięku. Tutaj HyperX Cloud Flight pokazuje unikalny charakter.

W porównaniu do większości headsetów podkręconych z myślą o grach wideo, HyperX Cloud Flight posiada stosunkowo delikatny i płytki bas. Niskie tony mają oczywiście znacznie większego kopa niż w standardowych słuchawkach. Gdy jednak porównamy Flighty do konkurencji Razera czy SteelSeries, bas przestaje wydawać się tak donośny. Nie jest ziemisty. Nie jest tubalny. Nie jest piorunujący.

Czy to źle, czy dobrze - zależy od preferencji. Sam lubię, gdy headset rozsadza mi czaszkę dźwiękami rodem z sali kinowej w IMAX. Wybuchy w Battlefieldzie oraz ryki bestii w Monster Hunter World mają sprawiać, że miękną nogi. We Flightach tego efektu brakuje. Dźwięk jest bardziej naturalny, co z punktu widzenia odsłuchu muzyki jest dobrą rzeczą, ale ale - takich słuchawek nie kupuje się dla odtwarzania krążków ulubionych kapel, prawda?

HyperX Cloud Flight posiada zaskakująco szeroko rozciągniętą scenę dźwiękową.

Dźwięk płynie długoooooo i dalekoooo. Wielbiciele instrumentów strunowych będą w niebie. Tym bardziej szkoda, że w HyperX nie zdecydowano się wyjść poza zakres przenoszenia 20 Hz – 20 000 Hz. Jasne, wartości spoza tego przedziału nie są słyszalne dla ludzkiego ucha, ale pozwalają na pełniejsze rozwinięcie się dźwięku. W połączeniu z ultra szeroką sceną mogłoby to dawać niespodziewane i bardzo ciekawe rezultaty.

Szkoda tylko, że tak długa powierzchnia musi współgrać z typowym stereo 2.0. W cenie 669 zł HyperX mógł spróbować sił z cyfrowym 5.1 w standardzie DTS lub Dolby Digital. Nie zdziwię się, jeżeli właśnie taki będzie następny krok tej firmy. Stereo wystarcza do określenia pozycji wroga na przedziale lewo-prawo i przód-tył. Gorzej ze szczegółowym określeniem odległości od przeciwnika oraz wartościami wertykalnymi. Turtle Beach to to nie jest.

Wysoka cena za 50-mm przetworniki jest bardziej zrozumiała, gdy zacząłem słuchać muzyki. W przeciwieństwie do niskiej półki, HyperX Cloud Flight oferuje świetne oddzielenie pasm. Wysokie tony nie powodują tak zwanej mizerii, czyli przemieszania z poplątaniem kanałów. Wokal się nie gubi, nawet w najbardziej wymagających sytuacjach. Headset zdał test na takich killerach jak We Are Young ft. od Fun i Janelle Monáe.

Jest naprawdę dobrze, chociaż HyperX Cloud Flight musi nieco stracić ze swojej ceny.

Gdy opadnie premierowy kurz, rynkowa stawka za pierwsze bezprzewodowe słuchawki tego producenta powinna wynosić około 499 zł. W tej cenie HyperX Cloud Flight będzie bardzo dobrym przedstawicielem średniej półki, który swoją elastycznością i jakością podbije serca wielu graczy. Producent ma w tym wprawę.

Oczywiście headset nie jest idealny. Cieszy mnie, że w HyperX w końcu popracowali nad wyglądem, dzięki czemu ich słuchawki nie wyglądają jak zabawki. Z drugiej strony design Flightów jest tak niewyróżniający się, że aż nudny. Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby powsadzać w obudowę muszli diody jarzące na 16 mln kolorów. Wystarczy jednak spojrzeć, jak wyglądają Arcticsy od SteelSeries. Nie musi być odpustowo, żeby było ciekawie.

Największe zalety:

  • Do 32 godzin na jednym ładowaniu
  • Idioto-odporny zestaw z adapterem USB
  • Zadziwiająco szeroka scena dźwiękowa
  • Wygodne, ale nie tak jak Revolvery
  • Sprawdzają się przy rocku, co jest rzadkością gamingowych headsetów

Największe wady:

  • Trochę przeszarżowano z ceną (669 zł)
  • Nie działa bezprzewodowo na Xboksie One (i Switchu!)
  • Czat głosowy tylko przez USB

W ostatecznym rozrachunku HyperX zalicza piekielnie udany debiut na rynku bezprzewodowych zestawów słuchawkowych dla graczy. Jestem przekonany, że know how zdobyte na Flightach pozwoli stworzyć za jakiś czas rewelacyjny headset z cyfrowym dźwiękiem przestrzennym. Wtedy nawet moje ukochane Razer Trashery oraz SteelSeries Wireless H będą się mogły obawiać.

Liczę, że do tego czasu zestaw HyperX Cloud Flight stanieje do 499 zł, stanowiąc idealne bezprzewodowe rozwiązanie ze średniej półki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst